No i niech Ci się dobrze kręci ta Daiwa. Ja bym wział Amundsona, bo sam mam takiego od 2 lat i poza wymianą łożyska na rolce nic się nie działo. A nowe łozysko załatwilem na gwarancji i śmiga juz prawie rok bezproblemowo. Praca kołowrotka jest taka jakby dopiero wyszedł ze sklepu, czyli aksamitne masełko. No i nie złapał żadnych praktycznie luzów. Czy tak będzie przy Daiwie nie wiem. Wiem natomiast, że niedawno odbierałem od Rapy Swoją Daiwę Procaster 2500 Xi z serwisu bo skrzypiało lożysko na rolce, nawijała żyłkę w stożek. Jeśli teraz brał bym Daiwę to tylko wyższy model, coby rzadziej serwisować. Prawda niestety jest okrutna, że za jakość trzeba niestety zapłacić więcej kaski :)
Amundson to sprawdzony młynek i jeśli ja stałbym przed taim dylematem co ty, to brałmym Mistrala.
Albo dołożył stówe i wziął Penna Sargusa, który jest jak czołg i chyba marliny mozna na nim też holować, ładnie układa plecionkę, jest cały z metalu, ma zapasową szpule też metalową, dwuletnią gwarancję i konstrukcję tak pomyślaną, by jak najmniej rzeczy było możliwych do zepsucia. :)
http://www.youtube.com/watch?v=SbRFe-M6qas
[youtube]
http://www.youtube.com/watch?v=SbRFe-M6qas[/youtube]