Bez mała rok temu stanąłem na Biebrzańskiej Ziemi poraz pierwszy. Już wtedy zauroczyłem się tą krainą i wiedziałem, że będę tu wracał nie raz. Z tym większą niecierpliwością czekałem na zbliżające się majowe dni urlopowe, by wyruszyć na Podlasie.
Dzień po Zlocie nad Wkrą mknąłem trasą na północny wschód. Tym razem oprócz obowiązkowej lornetki i aparatu fotograficznego, w bagażniku leżała wędka. Poprzednio żałowałem, że jej nie miałem i nie mogąc porzucać na przepięknych rzecznych zakrętach chłonąłem tylko to, co przynosił mi wówczas nadbiebrzański pejzaż.
Tym razem bieżące informacje o stanie wody, jakie na Shrap-Drakesr zamieszczał Huberto wskazywały, że rzeka właśnie wróciła do koryta i najbliższy czas powinien być obfity wędkarsko. Wszak maj to okres intensywnego żerowania drapieżnika, w którym jakby się specjalizuję więc….
Zanim przyszedł czas zmierzenia się z tutejszą populacją szczupaka, razem z żoną chłonęliśmy serwowane nam krajobrazy. Droga do pensjonatu biegła przez najpiękniejszy moim zdaniem, dolny basem Biebrzy.
U ujścia do Narwi przywitał nas Bocian
Gębula cieszyła mi się od ucha do ucha, kiedy podziwialiśmy bezkres biebrzańskich łąk z wieży widokowej w Burzynie.
Tego dnia ograniczyliśmy się tylko do zakupienia w Dyrekcji Biebrzańskiego Parku Narodowego biletów wstępu na ścieżki dydaktyczne ( 5 zł za osobę, za dzień) na czas naszego pobytu.
Nie omieszkałem też wywiedzieć się jak wygląda sprawa zezwoleń wędkarskich. Jednio-dniowa przyjemność „moczenia kija” w tej pięknej rzece to koszt 12 zł i w zamian za to mamy kilometry pięknej wody, na której każdy znajdzie coś dla siebie.
Tu nawet osobista wyobraźnia nie ma granic, gdy patrząc na rzekę próbujemy myśleć, jakie okazy w sobie kryje.. Nim to zacząłem sprawdzać, w niedzielny wieczór ruszyliśmy bagienny na szlak. „Barwik”.
To okolice, jakie poszły na pierwszy ogień. Rok temu właśnie to miejsce pochłonęło nas bez reszty. I tym razem było podobnie. Kiedy po przejściu pierwszych dwóch leśnych kilometrów wyszliśmy na łąki, od razu przywitały nas bekasy.
Wspaniale szybowały kilkadziesiąt metrów w górę, by po chwili lotem koszącym niczym rasowy myśliwiec spadać w dół wydając ten niepowtarzalny odgłos. Coś pięknego. Podziwialiśmy te odgłosy przez dłuższą chwilę, kiedy to nad głową przeleciało nam stado batalionów.
Zatoczyły kilka kółek w okolicy poczym siadły przy podmokłym zagłębieniu. Przez lornetkę podziwialiśmy ich godowe podbije (tzw. tokowanie). Niestety były zbyt daleko, aby zrobić im zdjęcie.
Szliśmy szlakiem w kierunku wieży widokowej, gdzie mieliśmy nadzieję na podziwianie łosi. Nagle w przydrożnych zaroślach poruszenie. Wpatruję się uważnie i …
Wieża widokowa stała jakże by inaczej w tym samym miejscu, ale drzewa ją otaczające nieco podrosły.
Zmniejszyło się pole obserwacji, więc nie gościliśmy tam długo. Zbliżała się 19.30, kiedy wracając zauważyłem brązowy kształt w zaroślach po prawej.
Kucamy za krzakiem i odczekujemy dłuższą chwilę.
Łoś bacznie obserwuje okolicę, po czym uspokojony oddaje się wieczornemu posiłkowi. Chwilę później pojawia się drugi.
Jesteśmy szczęśliwi.
To jest chyba nasze najbliższe jak do tej pory spotkanie z tym dużym biebrzańskim ssakiem. Podziwiamy je, kiedy zza kępy młodej olszyny wyłania się trzecia postać.
Coś pięknego.
Po półgodzinie mam już dobrze mokry tyłek od przesiadywania w bezruchu na wilgotnej trawie. Musimy wracać. Łosie zauważają nas i niespiesznie umykają w zeszłoroczne sitowie.
Kolejny dzień to wycieczka objazdowa po niezbyt odległej okolicy.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Najpierw ścieżka dydaktyczna w okolicach wsi Mścichy o nazwie Biały Grąd. Tym razem auto zostaje daleko w tyle. Tu droga jest jeszcze mocno podmokła, a kalosze ledwo co dają możliwość dotarcia do widokowej wieży.
Maszerując w jej kierunku kolejne miłe spotkanie
Biały Grąd to bezapelacyjnie królestwo ptaków.
Wokół w powietrzu unoszą się stada mewek, od czasu to czasu przelatują stadka batalionów. Na wzniesieniach wśród rozlewisk przesiadują gęsi, a na błękitnych taflach starorzeczy bielą się łabędzie.
W tym całym towarzystwie wyróżniają się piękne rycyki
Po kilku godzinach porannych wrażeń udajemy się do Goniądza.
Tam w kompleksie szkoleniowo – wypoczynkowym „Bartlowizna” pałaszujemy godziwą porcję gulaszu z dziczyzny podanego na ziemniaczanych plackach. Mniam, mniam ….Polecam !!! W końcu przychodzi pora na wędkarską część pobytu.
Wybieram odpowiednie miejsce ….. dla żony. Nadbrzeżna, piękna zielona łąka, gdzie w ciszy i spokoju może się zaczytać. Ja w tym czasie ruszam przed siebie.
Biebrza tu ma szerokość dolnej Bzury lub Wkry, jednak tym, co ją wyróżnia jest brak drzew rosnących nad jej brzegami.
Trochę łysy to krajobraz nie mniej jednak wynagradza to bezgraniczna przestrzeń, jaka otacza rzekę. Wiosną cała ta okolica jest pod wodą.
Nawet tu, w nieco mniej dzikiej części tej krainy możemy liczyć na bliskie spotkania z przyrodą.
Na przywitanie spotykam żurawia.
Kilka chwil później, na skraju rozlewiska po drugiej stronie znów mam okazję podziwiać rycyka.
Mało?
Coś jakby na deser pozuje batalion.
- Nie no Panie Piotrze.
Jak tak dalej pójdzie to nie zarzucisz ani razu wędki – rzucam z uśmiechem sam do siebie. W końcu z wielką nadzieją posyłam kopytko w wody tej pięknej rzeki. Lekkie zdziwienie. Płytko. Nie przeszkadza to w niczym, bo już z pierwszego miejsca wyjmuję dwa króciaki.
Przemieszczam się z prądem obławiając wszystkie ciekawsze spowolnienia i burtki. W końcu trafia się pierwszy pięćdziesiątak.
Z przysłowiowym „przyprowadź dziadka” szczupak odpływa w toń Biebrzy
Przesuwam się niżej.
Nadal rzeka nie jest zbyt głęboka. Jest to dla mnie nieco zaskakujące bo szczerze powiedziawszy spodziewałem się głębszej wody. Przy brzegach masa wschodzących grążelowisk. Jeszcze dwa trzy tygodnie i będzie tu problem z przeprowadzeniem przynęty.
Potwierdza się opinia, że Biebrza to łowisko wiosenne i późno jesienne. W innym czasie kije na „kołek”, a rzekę raczej podziwiajmy z perspektywy kajaka. Z rozmyślań znów wyrywają mnie dwa króciaki dyndające na końcu zestawu.
W końcu docieram do głębszej rynienki.
Przynęta do wody i rozpoczynam ściąganie.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Na dnie kilka podłużnych rdestnic. Pierwsze dwa przeciągnięcia na pusto w końcu za trzecim razem coś jakby przytrzymanie. Przez chwilę myślę, że to rdestnica, jednak po ułamku sekundy dwa konkretniejsze szarpnięcia oznajmiają mi, że to ryba.
Niestety na tym się kończy. Jak zwykle w takich chwilach daję szczupakowi dwie minuty przerwy po czym ponawiam rzut w okolice brania. Przynęta idzie tym samym torem i nagle bez żadnych podchodów ŁUP !!!
Zacinam w tępo, a ryba odjeżdża na środek. Sekundę później pruje prosto na mnie i wchodzi w łodygi rdestu. Czuje jak idzie dołem. Plecionka tnie zielsko, które swobodnie wypływa na powierzchnię i spływa z prądem.
Przeciągania trwają jeszcze chwilę, lecz w końcu udaje mi się podprowadzić przeciwnika pod brzeg. Sięgam po niego i już mogę się cieszyć z pierwszej godnej biebrzańskiej zdobyczy. Nawet nie wiem kiedy, a mam przy sobie „nadwornego fotografa”
Cieszę się niezmiernie.
Wypuszczam rybę i przesuwam się zakręt dalej. Po drodze mijam pychówkę. Z takiej właśnie łodzi, w ciągu ostatnich dwóch dni widywałem wielu miejscowych poławiających na żywca.
Znów spowolnienie po prawej, w które posyłam przynętę.
Tuż przed zakrętem położone sitowie odbija nurt w kierunku drugiego brzegu. Tworzy się mini warkocz, a gdzieś głębiej mała rynienka. Właśnie w samym jej środku przeciągłe zassanie kopyta.
Znów szybka reakcja i ryba zaczyna swoją walkę o życie. - Tylko pomalutku Piotruś – uspokajam się w duchu. Wiem bowiem, że to kolejna ładna ryba dzisiejszego dnia. I tym razem szczęście mi sprzyja.
Po chwili mogę ponownie cieszyć się z biebrzańskiego szczupaka.
To miejsce jeszcze na wyjściu z zakrętu obdarza mnie średniaczkiem.
Wrażeń i emocji mam do kolekcji sporo, a że żona zaczyna marudzić postanawiam kończyć.
Żołądek też dopomina się o swoje, tak więc rzucam na odchodne „do zobaczenia Biebrzo” i udajemy się na kolację. W drodze powrotnej na kwaterę spotkanie z koziołkiem.
Na koniec dnia poraz kolejny odwiedzamy znajomy już szlak „Barwik”.
Przyroda i tym razem daje nam cieszyć sobą oczy.
Cóż.
Wszystko co dobre szybko się kończy. Wieczorem w pokoju spisuję świeże jeszcze wspomnienia znad biebrzańskich szlaków no i przede wszystkim emocje związane z biebrzańskimi rybami. Wcale nie było to pewne, że uraczą mnie swoim widokiem, jednak mam nadzieję, że poznały się na prawdziwym miłośniku przyrody i już zawsze, kiedy przybędę w te strony będą mnie cieszyć swoją walecznością i dostarczać wędkarskiej adrenaliny.
Biebrzo, piękna Biebrzo. Do zobaczenia za rok !!!!
A wodom cześć!!!
Wozik77 PS. Dziękuję Koledze Bono93, który podczas Zlotu nad Wkrą przekazał mi dokładne namiary na ciekawe miejsca.
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem