Przez cały dzień nad Pułtuskiem krążyły burzowe chmury, było parno i duszno co nie wróżyło ciekawego wieczoru nad wodą. O godzinie 17.00 skończyłem pracę, spojrzałem na niebo i czym prędzej udałem się nad wodę, żeby zdążyć przed burzą.
Wszedłem na swoją miejscówkę i za chwilę metr ode mnie przepłynął kajak, potem rower wodny a potem na szczęście zadzwonił Jasiek... Pojechaliśmy na Gnojno, a właściwie za Gnojno na przeciwko Zambsk.
Stary Traper Jasiek namierzył miejsce i przebijając się przez wielkie chmary komarów wkroczyliśmy do chłodnej wody Narwi.
Pierwsze pół godziny zaliczyliśmy bez brania, woda niczym nie zdradzała obecności ryb.
Zza krzaków usłyszałem: jest!
Jasiek złapał małego szczupaczka na dużego woblera. Po chwili również ja mam lekkie uderzenie i ląduje małego klenika.
Kolejne pół godziny zaliczamy bez ryby, przenosimy się dalej i Janusz doławia jeszcze dwa krótkie szczupaczki.
Ja ripostując łapię okonia około 25 cm. Powoli robi się ciemno, zmieniamy wobki ostatni raz i oddajemy kilka pożegnalnych pustych rzutów.
Czuję niedosyt po wczorajszej przygodzie i mówię Jaśkowi żeby podrzucił mnie jeszcze nad wodę.
Wchodzę do wody i rzucam w warkocz. Wobler powoli tańczy w nurcie i JEST! Jest ciemno, nie widzę ryby tylko gejzery wody i trochę boję się czy uda mi się ją wyciągnąć. Wędka wygina się w parabolę jak wczoraj, hamulec gra - marzenie :) Po około pięciu minutach mój boleń jest już pod nogami, chyba ten sam rocznik co wczorajsze.
Udaje mi się go szybko podebrać rzucając wędkę w krzaki. Przypominając sobie o artykule Pawełka, konstruuję jedną ręką mini statyw w drugiej trzymając bolenia. Cykam zdjęcie rapowym telefonem...
które wyszło... hm... dziwnie :)
Szybko wracam z boleniem na szczyt główki i wkładam go do wody.
Jest zmęczony albo mnie polubił bo od trzymania go w nurcie zdrętwiała mi noga. A co tam, i tak jestem cały mokry po walce z nim, więc klękam na kamieniach nalewając sobie wody do woderów. Gwieździste niebo, na rękach piękny boleń, ja w Narwi...
uwielbiam to! Moja rybka powoli odzyskała siły i powolutku spłynęła mi z rąk... Tego wieczoru nie rzucałem już więcej. Niech Narew trochę ode mnie odpocznie...
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem