Dołączyliśmy do ekipy, która od kilku lat regularnie łowi w Szwecji. Chłopaki sami wybierają łowisko, załatwiają kwatery, organizują wyjazd logistycznie. Dzięki temu za koszt tygodniowego pobytu z biurem podróży mogliśmy popływać po Szkierach przez dwa tygodnie.
Była to bardzo kusząca propozycja.
Przygotowania opisał już Kazik w swoich artykułach np.: http://www.shrap-drakers.pl/artykul/przygotowania-do-wyjazdu-na-szkiery-sw-anny-do-szwecji/ .
Dodam tylko, że ostatni tydzień miałem zwariowany. Komunia mojego Aniołka i obowiązki z tym związane, organizacja akcesoriów, dokupywanie sprzętu, prowiant... A wszystko w atmosferze ogólnego podjarania i niepewności czy nic nie zostało pominięte.
Wreszcie przychodzi piątek 13.05. Nie wiem, jakim cudem dotrwałem w pracy do 18. Z szybkością błyskawicy dotarłem do Kazika, ostateczne pakowanie samochodu i pełni werwy ruszamy na naszą WYPRAWĘ.
Po drodze zabieramy jeszcze łódkę od Janusza i zostawiamy za sobą rogatki Radomia.
Uff!!! Reszta ekipy rusza dopiero rano. Jako, że przyczepa stanowi spory opór dla Kazikowej Hondy nie kombinujemy z trasą i walimy do Gdyni przez Warszawę siódemką. Podróż upływa spokojnie. Prowadzimy na zmianę.
Rankiem docieramy na prom. Jeszcze ostatnie zakupy w pobliskim markecie i okrętujemy się na Stena Line.
Nocna podróż daje się we znaki, więc po wstępnych oględzinach spadamy na wyrka.
Po kilku godzinnym odpoczynku, wczesnym popołudniem ruszamy odkrywać atrakcje Stena Line. Przy wieczorze panieńskim w kajucie obok (króliczki, gadżeciki i rozradowane piękne dziewczyny), atrakcje przygotowane przez przewoźnika bledną ;-) Mimo to namówiłem Kazika na Bingo i grając pierwszy raz zgarnął drinka za dwie linie...
Farciarz!
Co by wyjazd okrasić dodatkowym dreszczykiem ustalamy, że po powrocie łowca najdłuższego szczupaka stawia kompanowi siódemkę Finki żurawinowej i dobrego tatara na zakąskę.
Każdy z nas natychmiast by wypełnił umowę gdyby gwarantowała złowienie tego większego ;-) Wreszcie przed nami wybrzeże Szwecji. Jakże inne od Polskiego. Masa wysepek, jakieś skałki wystające z wody, jestem pod wrażeniem.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Na dodatek jacyś ludzie na skuterach wypływają nam na powitanie. Tu jakiś fort, obok inne budowle, a wszystko takie jakieś nie nasze...
Uśmiech celniczki, krótkie pytanie „Na ryby??” i ruszamy wzdłuż wybrzeża w kierunku Ramsdal.
Spadł nam kamień z serca, gdy GPS-y zainstalowane w naszych Nokiach znalazły trasę. W Polsce nie potrafiły sobie z tym poradzić. Podróż była jedną z dziwniejszych w moim życiu. Pierwsze zaskoczenie to droga.
Barierki z obu stron, mijanki co kilkadziesiąt kilometrów, masa radarów. Tu po prostu nie ma gdzie się spieszyć. No i ruch. Wyobraźcie sobie, że przez prawie 350km podróży minęliśmy jednego TIR-a.
Przydrożne domy wyglądają jak opuszczone. Pomimo zapalonych świateł ujrzenie gospodarza w obejściu graniczy z cudem. Jedziemy, tankujemy, dalej jedziemy jakoś tak mało przygodowo. Nagle Kaz stwierdza, że nie uprzedziłem go o tym, że mam swój Holm...???
Sam nie wiedziałem, ale faktom nie da się zaprzeczyć.
Przy okazji muszę tam zajrzeć.
Skoro nazwali go ”moim imieniem” to może i imprezkę jakąś wykręcą, gdy wybiorę się z wizytą... ;-) Tanie domki kuszą! Gdy do celu zostało niewiele ponad 30 km stwierdziłem, że będąc w Szwecji należałoby zobaczyć łosia na żywo.
Kaz był innego zdania. Wszak jechaliśmy jego samochodem. Pochwaliłem też już GPS, gdy ten prowadzi nas na polną drogę... Wycofujemy się i ruszamy dalej dając mu możliwość znalezienia nowej trasy.
Nic z tego, na wydrukowanych zdjęciach z Googli też nie rozpoznajemy terenu. Następny skręt jakby lepszy, ale koniec końców doprowadza nas do tej samej nieutwardzonej drogi. Kazik postanawia zaufać urządzeniu.
Droga prowadzi przez pola, obok zagubionych w lesie gospodarstw. A my w środku nocy, z przyczepką... Ustalamy, że w razie, co cofniemy do jakiejś asfaltówki i poczekamy do rana. Nagle jadąc przez te ostępy widzimy w pobliżu jednego z gospodarstw, co...???
Łosia oczywiście. Pasie się spokojnie na jakiejś uprawie. Fotki w nocy zrobić się nie da, w zasadzie to widzimy świecące oczy i zarys postaci, ale wrażenie jest, pomylić się trudno . Hm ful wypas ta nawigacja.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Nawet marzenia spełnia. Złota rybka czy co?? Wreszcie przebijamy się znów na asfaltówkę. I docieramy do celu. Przynajmniej tak nam się wydaje. W nocy wszystkie koty są czarne. Brak pewności i reakcji gospodarzy na nasz przyjazd, ciemna noc.
Kaz, jako obznajomiony ze zwyczajami, szanując prywatność gospodarzy zarządza odwrót do drogi głównej. Tam parkujemy, wyciągamy śpiwory, toast za szczupaki i śpimy do rana. Rankiem powrót do naszej kwatery.
Grzecznie stajemy na parkingu i zaczynamy się powoli przebierać. Umowa była, że domek dostajemy o16.00. W trakcie gospodarze wychodzą i po wymianie uprzejmości upewniliśmy się, że jesteśmy we właściwym miejscu.
I tu zaskoczenie, Kazik szprecha na tyle dobrze, że można się dogadać. Wędki w dłoń i zachęceni przez gospodarza ruszamy zmierzyć się ze szwedzkimi potworami!
Pierwsze połowy umilają czas do przyjazdu reszty ekipy.
Podziwiamy przyrodę i widoki. Próbujemy dobrać się szczupakom do skóry.
Pierwszą rybę ma Kaz.
Na gumę łapie śledzika. Jako, że mi spieszno do dreszczyku zmieniam zestaw na śledziówkę. I też łapię pierwszą rybkę w Szwecji. Śledzi jest sporo. Do przyjazdu chłopaków zapełniam z pół wiaderka.
Kaz atakuje szczupaki i pokazuje sztukę, która odprowadza mu przynętę. Nie uderza, ale majestatycznie wraca w gąszcz roślin. Adrenalina podwyższona, widoki zapierają dech i wtedy zjawia się reszta grupy.
Dalej nastąpiło rozpakowanie, powitanie, takie tam inne… Prawdziwe połowy zaczną się nazajutrz rano... 
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem