Od kilku lat moja wędkarska pasja została ukierunkowana na metodę spinnigową. Gromadzenie sprzętu zaczęło się standardowo od kija pseudo-szczupakowego. Jednak apetyt na wędkarski oręż rósł w miarę zdobywania doświadczenia oraz wzrostu możliwości finansowych.
Starty w zawodach zdecydowanie zmieniły moje podejście do omawianej metody wędkowania. Zamiast “nastawiać się na grubo” i stawiać na jedną, ale konkretną rybę zacząłem używać bardziej delikatnych metod.
Długo dominował w nich trok. Ale to się zmieniło...
Od czego się zaczęło
Oczywiście nie można zakwestionować łatwości i skuteczności bocznego troka w łowieniu okoni.Jednak zaczęło mi czegoś brakować. Teraz jak już wiedziałem, że te wybredne ryby mogą reagować lepiej na wolny bądź szybki opad, długą bądź krótką gumkę (o kolorach i kształtach już nie wspomnę) postanowiłem to wykorzystać.
Zacząłem od przeglądania bezkresów Internetu. Okazało się, że czołowi spinningiści Naszych wód często używają bardzo lekkich wędek i przynęt gumowych z główką do łowienia na zawodach.
Uznałem, że coś w tym musi być i można by spróbować. Wczesną wiosną postanowiłem spróbować zabawy bardzo małymi jigami. Postawiłem sobie takie założenia: 1.wędka ma skutecznie obsługiwać małe i bardzo małe przynęty - zanim dokonałem jakiegokolwiek zakupu spróbowałem takiej zabawy na Daiwie Megaforce o cw.
5 do 18 g. Niestety efekty nie były zadowalające. 2.ma być to wędka budżetowa - jak nie jeżdżę na zawody to zdecydowanie bardziej preferuje cięższe metody łowienia. Ostatnio jestem zafascynowany jerkiem.
O moich próbach i doświadczeniach mojego brata możecie sobie poczytać na Naszym Portalu i na stronie Dragon'a.
Szukajcie a znajdziecie
Biorąc pod uwagę powyższe rozpocząłem poszukiwania. Wziąłem do ręki wiele wędek, które mogłyby się nadać do leciutkiego opadu.Miałem już pewniaka, którego wypatrzyłem w katalogu jednej z firm wędkarskich obecnych na polskim rynku. Okazał się on jednak bardzo marnie wykonanym kijem od szczotki, z wklejką. Później trafiłem na Diwę Exceler.
Po niej następne kije, były jakieś gorsze… Kupiłbym ją, ale cena oscylowała wokół 300zł. Uznałem, że to za dużo na kij, który użyję na kilku zawodach w roku i na treningach do nich. W końcu wpadała mi w ręce wędka z serii Nihonto.
Bardzo spodobała mi się jej lekkość, elastyczność i praca na całej długość blanku. Jak zobaczyłem cenę która mieściła się w 115 zł stwierdziłem że warto się rozejrzeć za modelem o najniższych gramaturach.
Namierzyłem w katalogu taką sztukę jaka mi się podobała i zamówiłem w zaprzyjaźnionym sklepie. Niestety w związku z niską dostępnością towaru w hurtowni kolega wziął model o ciut większej gramaturze i dłuższy.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Dokładnie wiedziałem czego chcę i ponownie poprosiłem o ściągniecie dokładnie modelu Nihonto Red Cut x-tra lite do 8g o długości 2m. Po tygodniu mogłem już ją testować.
To co wędkarze lubią najbardziej, czyli testy w terenie
Opis zacznę trochę niestandardowo: od tego co mi się nie podoba.Pierwsze co wpadło mi oczy to sposób przymocowania przelotek. W kleju lub lakierze widać bąbelki. Nie jestem przyzwyczajony do takiego wykonania i od razu zwróciłem na to uwagę.
Kolejną rzeczą są omotki przelotek, a raczej ozdobniki mające imitować omotki.
Są one w postaci jakiejś kalkomanii zalanej w tworzywie trzymającym przelotki. Niektóre są nierówno nałożone i wyglądają nieestetycznie. Przelotki też mógłby być lepszej jakość.
Powyższe rzeczy znalazłem trochę na siłę.
Teraz przejdę do rzeczy, które mi się podobają. Na uwagę zasługuje przede wszystkim blank. Pracuje na całej długości wędziska. Po wykorzystaniu możliwości wklejki reszta wędki dąży do paraboli.
Nie jest jednocześnie zbyt lejąca, dzięki czemu pozwala na szybkie zacięcie ryby. Bardzo lubię taką akcję kija więc to co pokazało Nihonoto od razu przypadło mi do gustu. Co więcej w przypadku połowu okonia mamy dodatkową amortyzację, dzięki której nie rozrywamy delikatnego pyska pasiaka co z kolei wpływa na skuteczność holu.
Przejdę teraz do omówienia dolnika.
Wędki używam głównie do skakania małymi i bardzo małymi przynętami na różnej wielkości główkach (oczywiście mieszczących się w cw. wędki). Z tego powodu wędka powinna mieć krótki dolnik ułatwiający podrywanie przynęty.
I tak jest w tym modelu. W tym zakresie nie mam żadnych zastrzeżeń. Co więcej wędka bardzo dobrze współgra z małymi kołowrotkami w wielkości ok. 1000. W takim zestawie jest bardzo dobrze wyważona i długie, opadowe łowienie nie męczy nadgarstka i przedramienia.
Następnym atrybutem, który bardzo przypadł mi do gustu jest uchwyt typu SKSS.
Ogranicza się on niemalże tylko do części przytrzymujących kołowrotek i uchwytu na samą dłoń. Cała charakterystyka wędki (wyważenie, długość, typ uchwytu itp) sprawia, że w moim przypadku palec wskazujący ręki prawej (trzymającej wędkę) ląduje na blanku przed uchwytem kołowrotka.
Wpływa to bardzo pozytywnie na odczucia podczas łowienia. Przenoszenie drgań jest o wiele lepiej odczuwalne. Co więcej przypadkowo zauważyłem, że dokładnie taki sam uchwyt mają inne o wiele droższe wędki.
Różni je tylko, to że na tych droższych widnieje logo o długości 2mm bardzo znanej firmy robiącej osprzęt do wędek . Kształt, materiał oraz budowa są identyczne.
Kolorystyka wędki też jest bardzo ciekawa.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Czarny lakier ładnie komponuje się z intensywnie czerwonymi ozdobnikami. Małe, białe napisy w czcionce imitującą japońską kaligrafię myliły ludzi, którzy oglądali tą wędkę - na początku myśleli, że jest to produkt z pracowni (logo firmy też jest bardzo małe co dodatkowo potęguje ten efekt - duże logo jest tylko na stopce dolnika).
Po pobieżnych oględzinach znajomi potrafili rzucić takim komentarzem: “pewnie wydałeś co najmniej 600zł”. Ich miny po podaniu realnej wartości zakupu były bezcenne. Raz na łódce miałem sytuację, kiedy użyłem omawianej wędki do łowienia na boczny trok - po prostu nie wziąłem swojej standardowej “trokówki”.
Dostosowałem ciężarek do cw. i dało radę, ale 2m kija to za mało do tej metody.
Czy było warto?
Oczywiście można kupić droższą i lepiej wykonaną wędkę.Możliwe, że będzie przewodziła drgania lepiej i może będzie miała dłuższą gwarancję. Co więc sprawiło, że dokonałem akurat takiego zakupu? Już wyjaśniam - najważniejszą sprawą było wybranie modelu o określonych cechach.
Zaczynając od najważniejszych były to: ciężar wyrzutu - od 0 do maks 8g, akcja wędki - szczytowa o progresywnym ugięciu, cena - około 100zł, uchwyt - typu SKSS, długość - około 200cm. Fizyczne atrybuty sprzętu są moim prywatnym “widzimisię” i tego nie będę szerzej omawiał.
Przejdę natomiast do ceny. Póki co nie dorobiłem się wędki z pracowni, natomiast używam bardzo wysokich modeli seryjnych. Dostrzegam ich przewagę nad niższymi modelami. Natomiast nie lubię wyrzucać pieniędzy w błoto.
Najzwyczajniej w świecie wkurzałoby mnie to że wędka za “pareset” złotych jest używana kilka razy w roku na treningach i zawodach, ewentualnie w sytuacjach ekstremalnych nad wodą (nie ukrywajmy że wędka jest ekstremalna chociażby pod względem cw.).
Ważną dla mnie rzeczą jest również skuteczność serwisu danej marki. Informacje, które do mnie docierały potwierdzają pozytywne działanie firmy Mikado w tym zakresie. Najważniejsze pytanie, które sobie stawiam po zakupie jakiegokolwiek sprzętu jest następujące: czy było warto?
W przypadku opisywanej wędki mogę odpowiedzieć krótko: tak. Natomiast argumentacja będzie troszkę dłuższa. Wędka spełnia postawione przed zakupem kryteria, które powstały na podstawie zebranego doświadczenia, potrzeby sprzętowej (po prostu nie miałem sprzętu, który by się nadawał do takiego łowienia) i najważniejsze - podczas łowienia nie zauważyłem rzeczy, które by mi przeszkadzała.
Kij spełnia swoją rolę bardzo dobrze. Dała radę nawet ładnemu szczupakowi.
Dostępność sprzętu wędkarskiego na rynku jest ogromna dlatego możemy wybrzydzać.
Co więcej fora internetowe takiej jak Shrap Drakers pozwalają na wymianę doświadczeń. Nie musimy opierać się tylko na tym co producent napisze w katalogu oraz na pierwszym wrażeniu ze sklepu (czasem i tego nie ma jak kupujemy przez Internet).
Zachęcam do bycia świadomym konsumentem. Bardzo mnie satysfakcjonuje to, że podczas łowienia na Nihonto mam lepsze efekty niż kolega używający wędki z pracowni. Zakończę więc ten artykuł, krótkim stwierdzeniem - nie jest ważna cena sprzętu, bo to nie wędka łowi, a człowiek posługujący się nią.
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem