Całe lato czekałem na jesień. Jesień, której jeszcze nie dawno specjalnie nie lubiłem. Tym razem od paru już dni gościła na Mazowszu ta najpiękniejsza – typowo Polska, złocista, z fruwającym babim latem, z mglistym mroźnym porankiem i całkiem ciepłym popołudniem.
Nie mogłem przegapić tego podarunku przyrody i już tydzień wcześniej plan ułożyłem sobie w głowie. Pozostało przekonać żonę do wizyty na działce (w nieogrzewanym domku było to pewnym ryzykiem), co udało mi się nader łatwo i już mogłem myśleć o weekendzie z wędką.
Na dodatek postanowiłem sprawdzić typowanie z mapy i rozejrzeć się nad miejscem na przyszłoroczne spotkanie Drakersów - „Rozpoczęcie sezonu Shrap-,Drakers - Wkra 2011” .. Tydzień wcześniej podczas spotkania w Zegrzu planem tym podzieliłem się Moroukiem.
Nie musiałem długo go przekonywać do tego wypadu, tak więc w sobotę rano zawitaliśmy nad wodą.
Miejsce to ( jak i drugie, które tego dnia odwiedzaliśmy), gdzie stanęły nasze wodery póki co niech pozostanie tajemnicą – wszak wody te mają potencjał, aby przyjąć zlot Drakersów i zapewne wiosną 2011 podamy je do „publicznej wiadomości”.
7.30 rano , minus 3,5st. Brrr. Zatrzymujemy się przy moście skąd rozpościera się niesamowity widok.
Wkra w tym rejonie jest nieco węższa niż odcinek bolęciński, ale w zamian za to oferuje znacznie głębsze rynienki Mój aparat odmawia posłuszeństwa, ale „felietonista Morouk” czuwa i dzielnie uwiecznia atuty Wkry.
Rzeka kręci raz w prawo raz w lewo.
Ja „robię” lewy brzeg, Morouk prawy.
Zauroczeni kolejnymi meandrami ani się spostrzegamy jak jest przed południem.
Wracamy. Redaktorski obowiązek nakazuje spenetrowanie odcinka od mostu w dół, co niniejszym czynimy. Znów oba brzegi. Pierwsza burta poniżej mostu, przy której tworzy się piękny, głęboki wsteczniak.
- Tu musi stać – rozmyślam w ciszy.
Posyłam biało czarne kopytko w sam środek dołka i już po chwili szczytówka Kongera rytmicznie podryguje. Szczupak walczy dzielnie. Holuje go ostrożnie. W końcu mogę poddać go statystycznemu zmierzeniu, a jego kraniec ogona wskazuje 53cm.
Chwilę później, 100 m niżej jego młodszy brat znów raduje moje wędkarskie serce.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Cieszy nas to, że rybki po porannej ciszy zaczęły żerować, co znaczy także, że miejsce typowaliśmy nienajgorzej…
Mając jeszcze troszkę czasu jedziemy w górę rzeki.
Tu Wkra zachwyca nas jeszcze bardziej. Szczupakiem, kleniem i jaziem pachnie na każdym zakręcie, a tych jest bez liku !!! W dodatku dostępność brzegów też jakby lepsza, a o miejsce na zlot też nie ma problemu.
Dokumentujemy wszystko i zgadzamy się wspólnie, że wrócimy tu jeszcze nie raz. W niedzielę postanowiłem zbadać inny fragment rzeki. Wybór padł na okolice Królewa. Nad wodą jestem w momencie, kiedy słonko już dobrze przygrzewa.
Na niebie żadnej chmurki. Pospiesznie chwytam wędkę w dłoń i ruszam na podbój okolicy.
Przez pierwszą godzinę kompletna pustynia.
Nie martwię się tym, ale w głowie pojawia się nutka zawodu – cóż – będzie to zapewne kolejny przeciętny wędkarsko wypad. Kiedy zaczynam odczuwać na plecach wyraźne ciepło październikowego słonka dochodzę do obiecującego zakrętu.
Na łuku tym trace dwa kopyta, ale to mnie nie zniechęca by opuścić to miejsce. Na wyjściu z zakrętu wyraźne „zassanie kopytka” sygnalizowane rytmicznie przyginającą się szczytówką. Lubie takie brania, bo czas na reakcję i zacięcie jest niezwykle długi.
Tu poprostu nie można się spóźnić. Lekki ruch nadgarstaka i pulsujący ciężar na końcu zestawu. Rybka w prądzie walczy naprawdę ochoczo. Hamulczyk pogrywa, a ja w skupieniu holuję szczupaka pod nogi.
W końcu jest. Szybka miara – 51cm. Ostrożnie wupuszczam rybę i przemieszczam się do następnego zakola. Piękna to woda, dość głęboka jak na Wkrę i bardzo spowolniona. Przy brzegu resztki grążeli, których latem zapewne jest tu mulutm.
Słońce pięknie prześwietla toń, a moja wyobraźnia zaczyna pracować. To co wydarzyło się w kolejnych dwóch godzinach na długo zapadnie w mojej pamięci. W każdym miejscu, w którym się zatrzymuję mam po kilka kontaktów z rybami.
Po kolei meldują się sztuki – 52, 43, 53, 46, 55, 53 cm. Wszystkie ryby biorą w sposób podobny – tak jak pierwszy pięćdziesiątak. Co więcej – atakują kopyto z niezwykłą zaciętością, pewnie zapinając się za górną szczękę.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Ryby są w świetnej kondycji i są dość grube. Nietrafione branie po sekundowej przerwie w skręcaniu jest powtarzane. W tym całym amoku (i ryb i moim) nie udaje wycholować mi się 3 podobnych przeciwników – ryby wchodzą w resztki grążeli, gdzie po chwili przeciągania wypinają się.
Kilku innych brań nie zacinam.
Jestem niezwykle szczęśliwy, bo tak emocjonującyh wędkarsko godzin nie miałem chyba nigdy.
To był bodaj najlepszy szczupakowy dzień w mojej wędkarskiej historii !!!!!Wygląda to tak, jakby jakimś niezwykłym zbiegiem okoliczności szczupaki zebrały się w tym miejscu i do tego przez nikogo nie niepokojone od wielu dni, miały ochotę intensywnie żerować!!!
Cóż z tego, że nie są to przyzwoite sześdziesiątaki, jednakże złowienie w obecnych czasach podwójnego wymiarowego kompletu w tak krótkim czasie to już powód do radości. Najwyraźniej podwyższony w tym roku stan wody dał rybom trochę spokoju, a nie przełowiony fragment rzeki zaprocentował właśnie w tym dniu.
Dobrze rokuje to także na przyszłość. Dodam jeszcze, że rybki te nadal pływają we Wkrze. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, iż muszę się przyznać, że pozorna „obfitość” jaką miałem przyjemność zaznać w tym dniu kusiła, aby zabrać jednego cętkowanego, tym bardziej że ciągłe biadolenie rodziny (znów wypuściłeś ryby, przywiózł byś coś) zaczyna powodować chęć mojego ukrywania się z wypadem na ryby.
Nie roztrząsając tematu powiem tylko, iż zanim na dobre pomyślałem o tym by rybę zabrać, ostatnia sztuka odpływała machając mi ogonem... A rodzicom przy kolejnej okazji zawiozę marketowego tęczaka – i tak nie będą świadomi, iż ten we Wkrze nie występuje.
Mi pozostaje pamięć pięknego październikowego weekendu.
Obym na swojej wędkarskiej ścieżce miał więcej takich chwil...Czego sobie i Wam życzę! P.S. Morouk – dzięki za spotkanie i zdjęcia. Bez nich nie mielibyśmy materiału do przemyśleń nad przyszłorocznym zlotem.
Z wędkarskim pozdrowieniem Wozik77
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem