Tą trasą jechałem pierwszy raz w życiu. Zastanawiałem się gdzie jedziemy, ale wózek, wanienka i leżaczek, które jechały razem z nami sugerowały coś zupełnie nowego. Do tego wszystkiego dwie walizki i masa mniejszych toreb z różnymi rzeczami.
Auto, mimo tylu bagaży sunęło dość sennie i gładko po płaskim terenie, co skutecznie w doprowadziło mnie do drzemki. Gdy się obudziłem staliśmy w pięknym sosnowymi borze, a przez otwarte drzwi wpadł mi do noska zapach świerków.
Popijając mleko z butelki oddychałem sobie tym jakże rześkim i świeższym niż znałem powietrzem. Po krótkim postoju Tata znów zasiadł za kierownicą i ruszyliśmy dalej. Krajobraz zmienił się znacząco w stosunku do dobrze mi znanego tego warszawskiego czy też „nad wkrzańskiego”.
Pojawiła się masa pagórków, wśród których porozrzucane były wiejskie zabudowania. Charakterystycznym dla tych wiejskich chat było to, że większość z nich miała czerwone dachy. - Patrz, patrz po prawej.
Zlotowisko żurawi – powiedział Tata, po czym oboje z Mamą zaczęli zachwycać się szarymi ptakami. Fakt, było ich kilkaset i wyglądały nader dostojnie na tym zaoranym pagórku. Niedługo potem w tym całkiem ładnym krajobrazie pojawiły się duże niebieskie tafle wody.
Wydaje mi się, że właśnie na ich widok oczy Taty zaiskrzyły się radością. Z rozmyślań nad tym wyrwała mnie rozmowa przez telefon, którą było słychać przez samochodowe głośniki: - Brat.
Słuchaj. Jestem pół godziny na wodzie i wyjąłem już 9 szt !!! Nie czekajcie na mnie z obiadem, idźcie sami. Jak bawię się z nimi do zmroku… Nie wiem, o co chodziło, ale zarówno Wujek jak i Tata byli tymi słowami mocno podekscytowani.
Kulminacja owej radości i podniecenia nastąpiła w momencie, kiedy zgasł silnik, a Tata pobiegł na drewnianą kładkę – jak powiedziała mi Mama „przywitać się z jeziorem”.
Ja natomiast poznałem wujka Kazika i Jego żonę.
A więc to były te Mazury.
To o nich na półce w domu stoi tyle albumów i książek. Nie raz Mama pokazywała mi zdjęcia, które teraz widziałem na żywo. Faktycznie było tu bardzo fajnie. Wieczorem Tata nawijał jakiś sznurek i trochę się denerwował, gdy mu w tym przeszkadzałem.
Zbliżał się wieczór. Słonko chowało się za horyzont.
W końcu jednak poszedłem spać, tylko nie mogłem usnąć, bo przeszkadzały mi strasznie te głośne porykiwania z lasu, tego tuż za wsią.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Rano Tata od samego rana chodził lekko podenerwowany. Wyczułem to w Jego głosie, kiedy mnie karmił. Wyraźnie gdzieś mu się spieszyło. - Dobra idź, ja do kończę – rzekła Mama, po czym Tata z jakimiś patykami poszedł w stronę jeziora.
A ja? No cóż razem z Mamą bawiliśmy się w słonku na kocu, gdzie Mama cały czas dużo mi opowiadała.
W którymś momencie przyszły nawet takie ptaki, jakie mamy na zdjęciu wiszącym w przedpokoju.
Łabędzie. Fajne.
Obudziłem się po czwartej.
I znów ten piękny widok jeziora powodował radość na mojej buzi
Tata wypakowywał te patyki i grzechoczące pudełeczka z zielonej łódki.
Przyszedł nawet do nas Pan Kazik pytając o wyniki (?), po czym wszyscy zaczęli oglądać zdjęcia w aparacie.
Poszliśmy na obiad, tzn Mama i Tata, bo ja byłem już po.
Poznałem wilka, choć ten z książeczki o Czerwonym Kapturku wydawał mi się nieco inny.
W pewnej chwili zadzwonił telefon.
Tata odebrał. - Czekaj, czekaj, pomału. Gdzie go miałeś? Na „Moroukowym” miejscu? Jak wziął, energicznie? Taaaaa? Ile chodził? Nieźle, ale co widziałeś go? Przy łódce? Kurcze no szkoda.
Wiem jak się czujesz, ale porzucaj jeszcze, może powtórzy. Dopiero wieczorem dowiedziałem się, że Wujek miał sporego szczupaka (90+), który odczepił mu się tuż koło łodzi. Razem z Tatą bardzo tą historię przeżywali.
Ja poszedłem spać, ale oni zdaje się do miejscowej knajpki, by utopić smutek w czymś z bąbelkami … Kolejne dwa dni Tata znów pływał po jeziorze, bo jak nadmienił Mamie „gryzą jak rzadko”.
Pogoda się nieco zmieniła, ale nadal było ciepło i bezdeszczowo.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Słonko jedynie wyglądało rzadziej, lecz i to popołudniem wróciło do normy.
Baraszkowałem z Mamą nad wodą, a raz nawet Mama pokazała mi orła bielika.
Był wysoko, wysoko, ale miał wyraźnie jasny ogon oraz dziób i szyję. Wieczory jednak były już chłodne.
We czwartek Wujek wrócił wyraźnie zadowolony.
Jak się okazało ustanowił swój rekord z tego jeziora łapiąc jakiegoś sporego szczupaka. Cieszyli się z Tatą bardzo.
Następnego dnia pojechaliśmy na małą wycieczkę.
Tata zatrzymał się nad jakąś rzeczką, gdzie zaczął rzucać wędką czymś do wody. W końcu na końcu linki zatrzepotała piękna złota rybka. Tata był dumny bo ustanowił swój rekord wzdręgi (?) .
Kilka minut później rekord był już nieaktualny, bo o to druga złota rybka była o 2 cm dłuższa od poprzedniej.
Bardzo był z tego faktu zadowolony, co Mama uwieczniła na zdjęciach.
Tydzień szybko mi minął i musieliśmy opuścić mazurskie pejzaże.
Póki co pozostały mi wspomnienia i zdjęcia, które Tata co chwilę ogląda oraz nadzieja, że w przyszłym roku znów tam pojedziemy.
Aha. No i jeszcze coś – właśnie patrzę jak rodzice zajadają się jakimś przysmakiem.
Ochów i Achów nie ma końca, więc na pewno to coś dobrego i godnego polecenia.
Ja póki co zmykam pić mleko. A wodom cześć Jaś
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem