Sobota. Rano. Bardzo rano. Ledwie oczka otworzyłem – telefon! Cholera, przeleciała myśl, co jest, zaspałem? Poprzedniego dnia umówiliśmy się z Mariuszem na kontakt około dziewiątej, a tu ósmej jeszcze nie ma!
Okazało się, że mario obrobił się ze sprawami wcześniej niż planował. Niewiele się namyślając, zgadzam się na spotkanie za godzinę w miejscu, gdzie nie mam realnych szans zdążyć w tę godzinę! W pośpiechu wrzucam do plecaka zalewowe pudełko z przynętami (ostatni raz korzystałem z niego w tamtym roku), dwa kołowrotki (mały i duży – na oko), dwa kije w garść (jeden to kongerowski mikrosek, drugi na chybił trafił).
Kolejny telefon: „zapomniałem sondy, weźmiesz?” Napewno nienaładowana, myślę, ale co tam biorę! Bez śniadania (masssakra!) wybiegam na przystanek. Zdążyłem! Już w autobusie krótkie podsumowanie zysków i strat czyli czego nie zabrałem w pośpiechu...
Niestety... Brak okularów, czapki i... karrramba, sztycy do echosondy... Z jednego autobusu przeskakuję do drugiego, potem krótki bieg na przełaj... Jestem minutkę przed czasem!!! Zaskakuję Mariusza, wyglądał mnie z innej strony, nie spodziewał się mnie od „strony traw”!
Przybijamy piątkę i w dalszą drogę! Ale jest i dobra informacja. Otóż Mariusz zadzwonił skoro świt do „trzynastki” i zarezerwował przedostatnią łódkę, uff... Jedziemy, po drodze oczywiście sklep spożywczy, wszak trzeba kupić śniadanie, obiad i kolację!
Puszki, pieczywko, pepsi na drogę, prince polo i powerade na miejscu. Lepsza i szybsza byłaby kroplówka, ale nie mieli... Na miejscu ,w Zegrzu, jesteśmy przed dziesiątą. Parking całkowicie zajęty, z wyjątkiem jednego miejsca.
Dla nas! Szybkie formalności i już jesteśmy na łódce. Tu malutka dygresja. Podoba mi się ta stanica PZW koła nr 13 w Legionowie. Naprawdę starają się tam, łódki jak nowe, czyściutkie, bez wody, porządne wiosła, nie trzeba szukać obsługi.
Do tego przyzwoite wc. Tak trzymać! Koniec dygresji... Z powodu braku mocowania, echosondy decydujemy się nie zabierać. Można by coś pokombinować z jakiegoś patyka a la McGyver, ale... jednak popływamy na nosa, tak jak kiedyś się to robiło, wszak Zalew obaj znamy nienajgorzej.
Kapitanem mianuje się oczywiście mario, On ma pomysł na trasę dnia. Będziemy szukać przede wszystkim okoni, z tym, że ja na troka (w tym roku mikroska jeszcze nie odpalałem, więc cieszę się niezmiernie...).
Wypływamy.
Po kilku minutach pierwsza miejscówka.
Nie, nie łapiemy jeszcze, najpierw obowiązek ustawowy...
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Mariusz przygotowuje sprzęt, a ja...
z radością zjadam na śniadanie kilka kanapek z puszką. Sceneria w pobliżu kanapki taka raczej... wędkarska, co nie?
Po śniadanku sprawdzam co za sprzęt wziąłem, oczywiście mikrosek i kołowrotek tysiączka do niego, drugi kijek też się wylosował dobrze (kongerowski zanderek do 28 gram).
Niestety kołowrotek do niego trochę szybki, boleniowy z przełożeniem 6,2:1, na szczęście z plecionką. Wiążąc zestaw do troka z przerażeniem patrzę jak zeszłoroczna czternastka rwie się w rekach.
Fartownie mam w plecaku cieniutką plecioneczkę do 5 kg, nawijam na nexawkę, do tego przypon z żyłki 0,12, z boku ciężarek 6 gram i do roboty... Okazało się, że okonki żerują, na troka raczej nieduże, aczkolwiek wymiarowe (czy ja dobrze kojarzę, teraz na Mazowszu, tak jak i w całym kraju wymiar to 15 cm?
W zeszłym roku było u nas 18!). Pierwszego przyzwoitego pasiaka łowi jednak Mariusz na klasyczny zestaw z główką.
Prawda, że w wodzie ryba wygląda na większą?
Potem i ja coś tam łapię.
I tak mijają kolejne minuty.
Pogoda jest niezła, choć zaczyna mocniej się chmurzyć. Zmieniamy kolejne miejscówki, okonie ciągle nieduże. Więc decydujemy się diametralnie zmienić koncepcję i płyniemy ostro na Wieliszew i Dębe.
Z czasem okaże się to błędem, tam było o wiele gorzej. Co gorsza, pogoda zaczyna się psuć, pierwsza fala deszczu nie zniechęca nas oczywiście.
Trochę też trollujemy.
Jako, że żadne kabany nie żerują, my żerujemy na kabanach...
Podczas przepływania niedaleko jednej z łódek słyszymy rzadki odgłos, jakby szklanką trzymaną do góry nogami uderzać o wodę.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Mario powiedział to, co ja w tym samym czasie pomyślałem: „Kaczy kwoczy”!!!! I mimo, że to nie był jednak nasz Kolega Drakers Grześ - uśmieliśmy się do łez. W końcu w płynącą za łódką przynętę prowadzoną ręką Mariusza coś uderzyło.
Jednak okoń.
Znowu zaczyna popadywać, rzut oka na most w Zegrzu w naturalny sposób każe powoli kierować się na stanicę.
Gdy się rozpadało na dobre, jesteśmy jeszcze daleko.
Mimo to jednogłośnie stwierdzamy, że i tak jesteśmy już mokrzy, trzeba więc spróbować coś jeszcze pochwycić! Wszak człowieki nie są z cukieru, a zwłaszcza Drakersi, no nie? Powrót na początkowe miejscówki obdarowuje kilkoma braniami, ale maluchy są to.
A że deszcz nie odpuszcza – odpuszczamy my!
Wracamy do stanicy, zdajemy sprzęt, koniec łapania!
Wiem, zdaję sobie sprawę, że czytającego mogła nie urzec opisana historia. Może zadać pytanie: po co nam, Pawle, zawracasz głowę takimi nic nie wnoszącymi historiami? Otóż, moim zdaniem, to jest codzienność wędkarska, której każdy z nas doświadcza.
Codzienność, która ładuje nam akumulatory, pozwala na kontakt z przyrodą. Pozwala mieć nadzieję, że następnym razem będzie jeszcze lepiej, jeszcze piękniej!!! Przecież nie co dzień zdarzają się liczne hole dużych ryb.
Są oczywiście wyjątki od tej reguły, ale pamiętajmy, że tak jak nie każdy Garbus jest okoniem, tak nie każdy okoń jest od razu garbusem...! A było tych okoni wystarczająco, żeby cieszyć.
Pogoda, mimo deszczu, wcale nie była taka paskudna. Powietrze było świeże i zdrowe. A towarzystwo na łódce wspaniałe! Do zobaczenia nad wodą...
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem