Sacha, no to szanuję Cię za to, że masz hamulce, ale wielu tak deklarujących się, że wziąłby jedną jest zwykłym kłamcą. Mówi o jednym, dopóki nie złowi tego pierwszego. Potem po sezonie tłumaczy się, że wziął np. tylko 9szt, a na pytanie ile złowił, odpowiada, że 9szt. Więc jest to poważny problem o którym powinniśmy rozmawiać jak najwięcej. Nie można problemu zamiatać pod dywan.
Nie jestem jakimś ortodoksem. Sam brałem ryby w swej młodości. Takie coś w krew weszło przez ojca. Teraz po latach przemyśleń, widząc jak wygląda sytuacja naszych wód zmieniłem podejście całkowicie. Cieszy mnie odpływająca rapa, sandacz, szczupak, bardziej, niż na oleju, choć rybki lubię bardzo. Ale zrozumiałem, że skoro stać mnie na wiele głupot to stać mnie na rybę, jeżeli przyjdzie mi na nią ochota.
A problem wielkiego suma w zbiorniku zamkniętym pojawia się wówczas, kiedy wyłowi się białoryb i nie ma winnych. Wtedy najlepiej zgonić winę na drapieżnika. Takie jest moje zdanie. Wyraziłem się myślę w bardzo kulturalny sposób nikogo nie krzywdząc. Pozdrawiam :)