Będziesz operował kijem do metody aktywnej - podawania przynęty w nurcie, często na dużą odległość z ciągłym przerzucaniem zestawu (coś a'la tyczka, ale więcej roboty bo trza zwijać żyłkę). Zestaw musi być lekki, nie odkładasz tego na podpórki, bawisz się tym przez parę godzin, to z praktyki musi być poręczne i nie męczyć.
Przemku, Salmo dobrze to napisał.
Ale też dlatego właśnie są takie rozbieżności w wielkości kołowrotka.
Bo z jednej strony trzeba szukać czegoś możliwie lekkiego - wszak trzymasz to w ręku non stop.
Ale z drugiej strony - ciągle przerzucasz czyli kołowrotek musi być szybki, nawijać sporo żyłki na jeden obrót.
Ja bolonka bawię się co rok. Zarówno na wiosennych rozlewiskach jak i w lato na szybkich niegłębokich rynienkach. I wiem jedno - z malutkich kręciołków wielkości 1000 wyleczyłem się na zawsze. Nakręci się człowiek tym co niemiara, żyłka łatwiej się skręca.
Lepiej dołożyć parę złotych i kupić wyższej klasy kołowrotek, w wielkości minimum 2500, i najlepiej z szeroką szpulą.
Ja osobiście cenię sobie (właśnie za szeroką szpulę) shimaniaki, może być nexawe (cenowo dość ekonomiczny), jeszcze lepiej exage.
A jeżeli wypatrzyłeś bolonkę w wadze poniżej ćwierc kilo - tym bardziej nie zaszkodzi Ci te 20-30 gram więcej na kołowrotku.
A można wiedzieć co za kij sobie wypatrzyłeś?
Bo 240 gram jak na 6 m to pewnie już sporo kasy wykładasz, poważnie szykujesz się na akcje bolonka 2012:)