Trochę cieszę się jak dziecko, a trochę jestem przerażony….
Otóż pod wpływem zbliżającego się poławiania szczupaków na szkierach popadłem w szaleństwo, konkretnie coś mi odbiło i postanowiłem skompletować jakiś zestaw castingowy.
Już sam ten pomysł uważam za porażkę, bo do niedawna w moim wędkowaniu wszystko było jasne: normalne wędki, normalne kołowrotki, normalne przynęty….
A teraz skomplikowałem sobie sprawę!
Z miesiąc temu kupiłem od kumpla multiplikator. Sanger Iron Claw. Nowy, więc się skusiłem. Firma nic mi nie mówiła, ale co tam, ładny kolor, taki bordowy, cena okazyjna, więc wziąłem. Raczej nieduży, taki podobny do Viento, niskoprofilowy. No to teraz trzeba było dokupić kij. Po analizie ofert i poczytaniu opinii wybrałem sobie Team Dragona 1,98 m, 30-70 gr.
Dzisiaj kurier mi go przywiózł.
Zamocowałem multiplikator, nawinąłem jakąś dość grubą starą żyłkę zdając sobie sprawę, że i tak wszystko poplączę. A kij? Kij mnie zszokował swoją akcją… kija od szczotki oraz straszną krótkością (jestem zwolennikiem 3-metrowych spinningów – Wisła mnie tego nauczyła)
No i się zaczęło! Nie bacząc na to, że ciemno na dworze, wyskoczyłem na ogródek, na koniec założyłem jerka Dorado 50 gram, na głowę czapkę z latarką, intuicyjnie poustawiałem liczne hamulce i…, wiem spodziewacie się, że wszystko mi się poplątało, na kołowrotku broda, że hej…. No to Was zaskoczę! Od samego początku świetnie sobie poradziłem. Wbrew wielu wyświechtanym opiniom. Że zestawem castingowym trzeba się nauczyć rzucać i ileś tam metrów linki zmarnować. Może i tak jest. Tyle, że ja przez wiele lat na Wiśle używałem poczciwych sowieckich „katuszek”, które nie miały tych wszystkich hamulców magnetycznych czy odśrodkowych. I się okazało, że takich rzeczy się nie zapomina.
Z zestawem castingowym zacząłem ostrożnie, ale chyba już w piątym rzucie przerzuciłem całą szerokość ogródka (ponad 30 metrów). Po ciemku, bez żadnego poplątania.
No i teraz się martwię, że mi się spodoba!
Ten wątek założyłem trochę z przekory.
Na Shrapie chyba jeszcze za wiele o castingu się nie pisało, a pewnie kilku zwolenników tutaj się znajdzie.
Będę wdzięczny za wszelkiego rodzaju uwagi, doświadczenia, itp.
Otóż pod wpływem zbliżającego się poławiania szczupaków na szkierach popadłem w szaleństwo, konkretnie coś mi odbiło i postanowiłem skompletować jakiś zestaw castingowy.
Już sam ten pomysł uważam za porażkę, bo do niedawna w moim wędkowaniu wszystko było jasne: normalne wędki, normalne kołowrotki, normalne przynęty….
A teraz skomplikowałem sobie sprawę!
Z miesiąc temu kupiłem od kumpla multiplikator. Sanger Iron Claw. Nowy, więc się skusiłem. Firma nic mi nie mówiła, ale co tam, ładny kolor, taki bordowy, cena okazyjna, więc wziąłem. Raczej nieduży, taki podobny do Viento, niskoprofilowy. No to teraz trzeba było dokupić kij. Po analizie ofert i poczytaniu opinii wybrałem sobie Team Dragona 1,98 m, 30-70 gr.
Dzisiaj kurier mi go przywiózł.
Zamocowałem multiplikator, nawinąłem jakąś dość grubą starą żyłkę zdając sobie sprawę, że i tak wszystko poplączę. A kij? Kij mnie zszokował swoją akcją… kija od szczotki oraz straszną krótkością (jestem zwolennikiem 3-metrowych spinningów – Wisła mnie tego nauczyła)
No i się zaczęło! Nie bacząc na to, że ciemno na dworze, wyskoczyłem na ogródek, na koniec założyłem jerka Dorado 50 gram, na głowę czapkę z latarką, intuicyjnie poustawiałem liczne hamulce i…, wiem spodziewacie się, że wszystko mi się poplątało, na kołowrotku broda, że hej…. No to Was zaskoczę! Od samego początku świetnie sobie poradziłem. Wbrew wielu wyświechtanym opiniom. Że zestawem castingowym trzeba się nauczyć rzucać i ileś tam metrów linki zmarnować. Może i tak jest. Tyle, że ja przez wiele lat na Wiśle używałem poczciwych sowieckich „katuszek”, które nie miały tych wszystkich hamulców magnetycznych czy odśrodkowych. I się okazało, że takich rzeczy się nie zapomina.
Z zestawem castingowym zacząłem ostrożnie, ale chyba już w piątym rzucie przerzuciłem całą szerokość ogródka (ponad 30 metrów). Po ciemku, bez żadnego poplątania.
No i teraz się martwię, że mi się spodoba!
Ten wątek założyłem trochę z przekory.
Na Shrapie chyba jeszcze za wiele o castingu się nie pisało, a pewnie kilku zwolenników tutaj się znajdzie.
Będę wdzięczny za wszelkiego rodzaju uwagi, doświadczenia, itp.