Witam.
Poniewż nie pamiętam czy publikowałen
ten wiersz na tej stronie czy nie, na
wszelki wypadek to czynię, bo i okazja
jest ku temu. 67 rocznica wybuchu
Powstania Warszawskiego.
Bohaterom tamtych lat.
Dzisiaj szereg białych krzyży,
to świadkowie tamtych dni.
Gdy okupant zęby szczerzył,
młodzież wyruszała w dym.
Bój to był o wolną Polskę,
odwet za pięć długich lat.
Każdy swoją włożył cząstkę,
by usłyszał o nich świat.
Co dziesiąty z parabelum,
co dwudziesty miał karabin.
Lecz nie było to problemem,
zapał oddech w piersi dławił.
Gdy wybiła „W” godzina,
mąż pożegnał żonę swą.
Matka uściskała syna,
sąsiad ściskał bratnią dłoń.
Tak zaczęło się powstanie,
dla Warszawy straszne dni.
Nikt nie wiedział co się stanie,
życie się składało z chwil.
Dla łączniczek i kurierów,
chwila mogła być wiecznością,
gdy w kanale wśród ekskrementów,
biegli z ważną wiadomością.
Chwilkę jedną miał staruszek,
gdy chciał wody podać dzban,
przyniósł go dla sanitariuszek,
umarł z odniesionych ran.
Dymy w koło i pożoga,
to „sztukasy” sieją śmierć.
Biegnąc modlą się do Boga
w kułak zaciskając pięść.
Tak przez wiele, wiele chwil,
przeżywali to od nowa.
Przez 63 długich dni,
„krowa” zagłuszała słowa.
Gdy nadziei już nie było
i nie było już naboi,
bardzo wielu z nich nie żyło
a kto przeżył się nie boi.
Gołą ręką chcą rwać bruk,
wracać chcą na barykady,
słysząc głośny butów stuk,
pijanej, wrogów gromady.
Nagła cisza ich poraża,
powietrze pachnie jak ciasto,
tylko wróg im wciąż odgraża
i kochane pali miasto.
Wyrok zapadł na Warszawę,
wyrok o jej nie istnieniu.
Dzisiaj wielka w swojej sławie
a miał nie pozostać kamień na kamieniu.
Bohaterom tamtych lat,
co krew swoją przelewali,
na pomniku składam kwiat
z zapewnieniem- Pamiętamy