Idę sobie wzdłuż opaski Wiślanej parę metrów od wody żeby nie płoszyć ryb i nagle widzę że ze mną coś jest chyba nie tak.Leżący kamień zaczyna wolno się przemieszczać :boisie:🤪.Staję ja i kamień też staje.Podchodzę ostrożnie na bezpieczną odległość bo to z chodzącymi kamieniami nigdy nie wiadomo czy taki nie zaatakuje i ciach mu fotkę.W świetle lampy dostrzegam przemiłego futrzaka zastygłego w bezruchu z zamkniętymi oczami, bo przecież jak się ma zamknięte oczy to nikt nas nie widzi :luzik:.Nie odważyłem się podejść bliżej bo nie wiem co taki misiaczek ze strachu potrafi zrobić i nie chciałem go zbytnio stresować.Jednak nad wodą nigdy nie wiadomo na co możemy się natknąć.Nie złowiłem sandacza ale futrzak na brzegu wynagrodził mi wszystko 🎉😄.