W sobotę pojechałem z 4,5 letnim synem, kolegą i jego 11 letnim synem. Ze względu na dziecko wyjazd "popołudnioowy" bo wyjechaliśmy z osiedla dopiero o 8.00.
Kierunek Rynia i okolice jednak po dojechaniu na miejsce i zobaczeniu ile stoi wokół aut daliśmy sobie spokój.
No cóż, na mnie spadło podjęcie decyzji co dalej. Rozważałem najechać okolice Długosiodła, lasy otwockie lub pułtuskie. Jednak Narew ciągnie do siebie ;) i obraliśmy kierunek "Za Pułtusk". Pojechałem przez Popowo (ludzi i samochodów mnóstwo) potem Zatory, gdzie w znajomych zagajnikach już nazbieraliśmy sporo zdrowych koźlarzy i podgrzybków. Następnie jeszcze odwiedziliśmy dwa miejsca po drodze i wreszcie znaleźliśmy się w okolicach Zambsk. Tu też ludzi dużo, ale las też jakby większy ;) Po trafieniu na niewyeksploatowaną miejscówkę można było zebrać i po 40 szt. podgrzybków w jednym miejscu (trzy takie miejsca trafiliśmy). W sumie do domu zjechaliśmy na 16.30 z czterema pełnymi wiadrami grzybów co mając na uwadze presję oraz porę wyjazdu uważam, że jest b. dobrym wynikiem. Fakt, za grzybami trzeba było się dużo nachodzić. Niestety, miejscówki borowikowe były przechodzone stąd trafiłem tylko na dwa grzyby tego gatunku. Ponieważ mam już posuszone borowiki z Mazur i kurki w słoikach więc oddałem wiadro grzybów koledze, niech sobie powalczy z nimi w domu ;) Jedno mi wystarczyło na bieżące potrzeby ;) Teraz już tylko borowiki i gąski będę zbierał. Kolejny atak grzybowo-wędkarski 27 września. Teraz w niedziele tylko rybki ;)