Taki był efekt mojej lipcowej wyprawy na wiślane bolenie. Zganiam to na warunki jakie panowały nad wodą tuż po powodzi, czyli w skrócie- wszędzie błoto. Nie oddałem jeszcze pierwszego rzutu. Zmontowałem kij, założyłem Thrilla i po skończeniu kawy zamierzałem się zakraść powyżej miejsca gdzie już zdążyła się pokazać rapa. Niestety- zjazd ze skarpy na tyłku i tylko myśl żeby nie uszkodzić kija :)
Jeden z grotów przebił mi skórę na przedramieniu. Siedział głęboko. Nie pokusiłem się na sposób zaprezentowany w filmach powyżej. Przebiłem grotem skórę w drugim miejscu, odciąłem ramię kotwicy na łuku i przewlokłem jak igłę. Całe szczęście szybko się zagoiło....
Oczywiście kontynuowałem podchodzenie rapek :)