Skorzystałem z okazji, która trafiła się dziś.
Po załatwieniu paru spraw urzędowych i że z sobotniej wyprawy na ryby sprzęt został w samochodzie, ruszyłem nad jezioro.
Parę ostatnich nocy i dni z dość wysoka temperaturą roztopiło resztki sobotniego lodu na jeziorze.
Tym razem zajechałem od północnej strony jeziora by wyruszyć z wędką na pomost w zatoce.
Przy parkingu na piknikowym stole wypiłem kawę i zjadłem śniadanie żeby tego majdanu nie dźwigać w plecaku.
Zabrałem tylko wędkę gruntową, podbierak, przynętę i zanętę w małym wiaderku, podpórkę i parę drobiazgów, nieprzemakalną podkładkę pod siedzenie, no i oczywiście z aparatem na szyi ruszyłem do pomostu.
Nad jeziorem niebyło nikogo, tylko kaczki i kormorany, które uciekały przede mną.
Było jak na tą porę roku ciepło 5 a może nawet 8 stopni, słoneczko to wychodziło z za chmur, to się chowało.
Po drodze zrobiłem parę zdjęć, takich, co zawsze robię, chłopek, wyspa, pomost i kormorany, to ostatnie zdjęcie na nim za kormoranami widać pomost, z którego ostatnio wędkowałem.
Wrzuciłem parę kul zanętowych zacząłem łowić ryby, tak dobrze czytacie „łowić ryby”, oczywiście zaczęły brać dopiero po godzinie czasu, ale brały, sam byłem zdziwiony.
Leszcze, takie około 30 cm 1 za drugim, brania trwały może z 1/2 godziny a później cisza, 0, nic i tak do 13oo.
Złowiłem aż 8 sztuk, oczywiście bez wyjątku wszystkie od razu wróciły do wody.