Jako że łowie sandacze z łódki castingiem w 90% postaram się to krótko opisać.
Łowienie na casting nie ma żadnych minusów w porównaniu to łowienia z kołowrotkiem o stałej szpuli. Jeśli są jakiekolwiek różnice to tylko na plus. Oczywiście jest to kwestia przestawienia się: Inny uchwyt, inne "ściąganie" przynęty (mniejsza średnica przy obrocie korbką), no i oczywiście nauka rzutów młynkiem o ruchomej szpuli, która wbrew opiniom NIE JEST taka trudna i bardzo szybko można to opanować.. Jeśli ktoś twierdzi że to zbyt trudne i uciążliwe do opanowania to jest to tylko obawa przed tym co wyczytał.. Dla przykładu: Jeśli ktoś łowi tylko na spinning i chce spróbować muszkarstwa - to jest trudne! Multik przy tym to "pikuś" ;)
Wędka, jak i przy tradycyjnym spinningu z łódki jest dla mnie takiej samej długości (1,98 - 2,13m) - zarówno przy castingu jak i spinningu nie wyobrażam sobie dłuższej na łódkę. Moim zdaniem przy dłuższym kiju (powyżej 2,2m) skuteczność łowienia podczas jigowania jak i komfort jest mniejszy (prowadzenie, czułość, zacięcie).
W castingu używam kijów na 1,98m i 2,13m do tego multiplikator - dla mnie do łowienia sandaczy czy okoni a nawet "naszych" szczupaków w grę wchodzi tylko niskoprofilowiec, ze względu na lepszy komfort łowienia.
Zalety zestawu castingowego na łódkę:
Mój lżejszy zestaw na sandacza waży ok. 330g (kij + multiplikator) - bajeczny komfort przy nawet całodziennym łowieniu (kij do 25 i 28g - moc dolnika wyholuje każdego naszego sandacza czy szczupaka)
Multiplikator: ABU Premier, STX, Zillion (dla mnie najlepsze młynki z tych co sprawdziłem w takim przedziale cenowym)
Kolejna rzecz to przełożenie: Np. STX z przełożeniem 7,1:1 - bardzo szybkie przełożenie co pozwala na szybsze zniwelowanie luzów linki podczas jigowania co jest świetną sprawą (również podczas jerkowania). Równiez ściągnięcie samej przynęty jest szybsze.
Następna rzecz to celność: Po tym co widzę i z doświadczenia nie byłbym w stanie tak celnie rzucać tradycyjnym kołowrotkiem. Tutaj dosłownie można trafić w punkt o wiele łatwiej niż spinningiem. Po jakimś czasie można to idealnie wyczuć..
Kolejna - to co ja dostrzegłem i czego jestem pewien to lepsza czułość w sensie przenoszenia jej. W przeciwieństwie do stałoszpulowców tutaj linka jest idealnie prosta i naprężona na całej długości kija do samej szpuli która jest tuż przy blanku, co moim zdaniem przenosi się na lepszą i szybszą reakcję przenoszenia drgań..
To bzdura że na casting łowi się tylko ciężkimi przynętami - w większości jerkami przy kijach na łódkę do 80-100g wyrzutu :)
Jeśli chodzi o metodę spinningową to chyba tylko okonia bym odpuścił na multiplikator - ale tylko dla tych co łowią je bardzo delikatnie. Większe okonie przy użyciu gum śmiało można poławiać - oczywiście odpowiednim kijem.
Długie kije? Są przecież kije tak zwane "Salmon Steelhead" a długość 2,70 to nie problem i można łowić spokojnie sandacze, szczupaki, bolenie na rzece..
Ja mam kija pod pstrąga na 2,74 cm i jest to bajka. A dodatkowym plusem jest to, że podczas wypuszczania woblerka z nurtem mamy pełną i płynną kontrolę przy ruchomej szpuli - regulując kciukiem mozemy wszystko :)
Jedyny minus to ceny multiplikatorów - i tutaj nie kupowałbym tanich multików takich za 2, 3 stówy. Szybko można się rozczarować i zniechęcić :)
Może trochę pomogłem w temacie ;)