Nie mam doświadczenia z łowieniu leszczy w jeziorach... ALE...
Przede wszystkim, leszcze w jeziorach mają "swoje" trasy. I tak naprawdę, kluczem do sukcesu jest znalezienie tej drogi... Teraz na wiosnę, leszcze dopiero zaczynają żerować. Świetnie napisał Tymon, że warto przez jakiś okres czasu nęcić. Bez łowienia. Tylko nęcić. Tylko w jakim miejscu? Poszukaj blatów, przy dołach. Woda szybciej nagrzewa się po zimowym okresie i większość ryb wędruje na stołówkę do takiej wody. Jak ja bym to rozegrał?
Pierwszy ruch to nęcenie, jak napisał Tymon. Na wybranej miejscówce. Codziennie o tej samej porze - to bardzo ważne. Przez pierwsze trzy dni nęcenia, nie brałbym ze sobą żadnej wędki - tylko netę. Potem, tak dla spokoju, jeśli bym miał czas, wziąłbym odległościówkę albo pickera, maksymalnie na godzinę. Po 4-5 dniach, połączyłbym tą grubą zanętę ze "sklepową" - czyli drobną i smużącą. Ważne jest, żeby zestawy rzucać z tym co nęciłeś.... I wtedy zrobiłbym zasiadkę! :)
Ogólnie jest tak, że nie mamy czasu na nęcenie... praca, obowiązki itp. Jeśli wyrywasz się na chwilę nad wodę - moim zdaniem pomieszałbym grubą zanętę ze smużakiem. Oczywiście na jakimś blacie, gdzie leszcze się co jakiś czas pojawiają. Na wiosnę zanęta powinna być słodka. Wanilia, melasa, truskawka - coś w ten deseń.
Najlepszą receptą na wiosenne leszcze, jest spędzanie mnóstwa czasu nad wodą... i poznanie ich tras, co na dużej wodzie jest nie możliwe dla laika. Wtedy trzeba sięgnąć porady u miejscowych wędkarzy... Ale jak poznasz już tą drogę... to mam nadzieję, że zaprezentujesz nam mnóstwo wspaniałych łopat! :)