Znalazłem zapomniany wątek - wykorzystam😏
W wiślanych wieściach „pochwaliłem” się złamaniem kija, a dokładniej obcięciem ok 10-ciu cm wraz z dwoma ostatnimi przelotkami . Teraz doprecyzuję i chętnie posłucham opinii co zrobić…
Otóż jest to kijek wybitnie mi pasujący pod sandacza, Daiwa Drop-Shot 10-40 gr, 303 (teraz już tylko może 290😄) cm. I po przemyśleniach szkoda mi rezygnować z łowienia nim.
Jest to na szczęście wklejka (węgiel), ale świetnie wpasowana w resztę, niełatwo na pierwszy rzut oka po ugięciu wyczaić gdzie jest łączenie. I widzę takie możliwości:
1) zamienić szczytówkę (część wklejaną – w wersji niezłamanej ponad 70 cm!), ale obawiam się, że dobranie odpowiednio twardego, węglowego materiału łatwe nie będzie, natomiast odpowiedniej gotowej szczytówki zakupić szans na pewno nie ma,
2) zeszlifować na całej długości tę część wklejoną do odpowiedniej „cienkości”, trochę przestawić przelotki (dokupując szczytową). I mimo, iż do majsterkowania talent mam umiarkowany co najwyżej - bardziej ku temu pomysłowi się skłaniam wierząc, że w ten sposób jest większa szansa na zachowanie zbliżonych do poprzednich parametrów (poza długością oczywiście!). No i jak się to nie powiedzie – można zastosować pkt 1 lub 3! Tylko czy ręcznie da się to zeszlifować tak precyzyjnie i idealnie zbieżnie?
3) oddać to gdzieś do sprawdzonego punktu napraw, gdzie zrobią to szybko (to najważniejszy parametr wszak sezon sandaczowy już trwa), świetnie i niedrogo… Może ktoś zna taki w Stolicy?
Ma ktoś sugestie lub pomysł🥺?