Niestety Bombel jest bez dostępu do netu od dłuższego czasu i jeszcze trochę bez niego pewnie pobędzie - więc póki co nie możemy liczyć na jego odzew na forum, ale cały czas mamy kontakt telefoniczny i generalnie relacjonuję mu co się u nas dzieje...
Taaak. Cała prawda o Narwi.. Szkoda tylko, że tak niesamowicie smutna i przygnębiająca. Ja sam, mimo że jeszcze młody jestem w miarę, pamiętam jak ze swoim Ojcem pływaliśmy na wspominane przez Bombla leszcze. Nie trzeba było najnowszych super smużących i wysoko proteinowych zanęt, nie trzeba było najnowszych wędek i kołowrotków z tworzyw, z których buduje się sztuczne satelity, nie trzeba było specjalnych zapachów do robaków i atraktorów, ani żyłek 0,00001. Wystarczyła wykopana rano glina z pobliskiej skarpy, płatki owsiane, pęczak, kartofle i coś do założenia na haczyk. W dwie godziny na palikach, można było złowić 10-20 leszczy. Leszczy, nie leszczyków, najmniejsze miały przeszło 1.5kg. A ile razy sazan zestaw porwał... fiu fiu....
W czasach gdy uczyłem się w pułtuskim liceum każdą wolną chwilę spędzałem nad wodą. To jeszcze były czasy, kiedy złapanie ryby nie graniczyło z cudem! Na przystani na betonie ( bulwarze ), ciężko było o metrowej szerokości miejsce, tyle stało tam wędek! I każdy łowił, każdy! Niestety też każdy pakował wsjo do wora... Pamiętam jeszcze moją ukochaną główkę, jeszcze z przed remontu. Na całej długości była porośnięta krzakami, pamiętam, jak rano jechałem z prędkością światła na rowerze żeby zdążyć nad wodę przed wschodem słońca, pakowałem ów rower ze spinningiem przywiązanym do ramy na bark i przedzierałem się przez krzaki - dotarwszy do wody byłem cały mokry od porannej rosy... Cicho stawiałem rower obok, rozkładałem spinning i czekałem na skrawek słońca... wraz z nim pod główką woda zaczynała kipieć... - przypływały sandacze... A ja ot, durak, nie miałem wtedy aparaty, nawet zwykłej małpki... :(
A teraz - jak pisze Bombel - dla mnie sezon 2008 na Narwi to kompletna porażka. Owszem, ktoś coś tam nieraz złowił - dajmy na to Krzysiek, który uparł się na bolenie - połapał - bo jeszcze są... Ja też jednego złowiłem ładnego - jako przyłów na sandaczowej miejscówce. Owszem, padł nawet metrowy sandacz, a nawet dwa... Ale to jak wygrana w totka...
Nie wiem co jest z tą Narwią i czym to tłumaczyć brak ryb ;( Jak to mówią, Nadzieja Matką głupców... widać ja takim głupcem jestem, bo ciągle mam nadzieję, że w kolejnym sezonie będzie lepiej....