To miejsce, gdzie był kręcony film, zna chyba każdy łowiący w okolicach Połańca. To nieco poniżej ujścia kanału z ciepłą wodą elektrownianą do Wisły. W latach 90-tych było tam boleni tyle, co dziś uklei :). Wystarczyła przeciążona obrotówka long i kilkanaście sztuk w trzy godziny nie stanowiło problemu. Niestety, dziś to już tylko wspomnienia - po prostu niektórzy ludzie te bolenie zabierali.
Dziś są jeszcze dwa lub trzy miejsca z ciepłą wodą, gdzie bolenia jest sporo. Jednak - przyznam szczerze - łowienie w takim miejscu (w obecnych czasach, co podkreślam) to dla mnie trochę jak świętokradztwo.
Zdecydowanie wolę "dzikie" bolenie z niedostępnych, mniej znanych miejsc. A Robertowi trzeba przyznać, że był jednym z polskich prekursorów sportowego połowu boleni.