Przez pierwszą godzinkę przyzwyczajając oczy do mrocznych ciemności i łowiąc totalnie na wyczucie spudłowałem trzy brania jednak parę minut po pierwszej na wędce po pięknym sandaczowym kopnięciu melduje się pierwszy mętnooki.
Pogoda nie rozpieszczała, fakt że było ciepło jednak, bardzo silny i porywisty wiatr, uniemożliwiał obłowienie miejscówki "od a do z", dlatego pozostało mi tkwić w jednym miejscu z możliwością przesunięcia się o parę metrów chowając się w cieniu wysyp przed wiatrem.
Podsumowując pierwszą czerwcowo-sandaczową noc i moją ulubioną technikę łapania na czuja to mogę powiedzieć że jestem zadowolony pomimo kilku nie przyjaznych czynników złapałem kilkanaście sandaczy w rozmiarze 40-55 cm poza tym spuściłem ładną kluchę pod samą łódką (była słabo zapięta) i kilka podczas holu których nie widziałem oraz kilkanaście brań nie trafionych.