Z tych lepiej tkwiących w pamięci:
*Zaczep na kasie pancernej zatopionej w Wiśle przy moście Gdańskim.
*Zdechła wrona.
*Różne przynęty, z których najmilej wspominam wyjęcie motka zawierającego 3 woblery, pare obrotówek i kilka innych zabawek.
*Lalka naśladująca niemowlaka, złowiona na spławik za włosy.
*Kaczka, która skorzystała z okazji, że odszedłem ze stanowiska zostawiając zwiniętego częściowo pickera.
*Łowię za okoniem,żyłka 0.14, paproch, delikatny kijek. Chcę posłać przynętę w miarę daleko, mocny wymach i oczekiwanie na plusk....boże, ale ten wiatr znosi! Chwilę potrwało, nim zoriętowałem się, że przynętę w locie zapała rybitwa. Na szczęście sama się odhaczyła.
*pływak żółtobrzeżek (karasiowe bajorko, 0.2 grama spławik, haczyk zaczepił się bodaj na łączeniu pancerzyka)
*ważka, która złapała majtającego się robaka gdy wyciągałem zestaw, zapięła się za tors.
*Koniec października, idę brzegiem Wisły....coś płynie. Duże, konar? Dryfuje obracane nurtem tak z 10 metrów od brzegu. Człekokształtne cholera! W momencie, gdy dostrzegłem dłoń w rękawiczce, zrobiło się niefajnie. Okazało się toto wypchanymi ciuchami. Przyznam, że ktoś miał specyficzne poczucie humoru ;) Cóż...skoro tyle się namęczył, postanowiłem nie psuć mu/im szyków, i odesłałem manekina w nurt....niech straszy innych.
Tyle z tych ciekawszych, które chwilowo przychodzą mi do głowy.