Wczoraj spotkałem ludzi bardzo skrzywdzonych przez
los, tylko dlatego, że są Polakami.
Pod wpływem tej rozmowy napisałem taki wiersz.
Tym których zesłali.
Gdy ich wiedli w step szeroki,
gęsty bardzo padał śnieg.
W puchu białym znikły drogi,
gdzie jest Polska? Czy ktoś wie?
Tam została hen za Nami,
gdzie niebo z ziemią styka się,
wiorst tysiące jeszcze przed nami,
nie płacz miła, nie trzeba łez.
Szli rodacy na wygnanie,
gwizdał bat i padał strzał.
Kto raz upadł, już nie wstanie
i nie grzebie nikt martwych ciał.
Nie wiedzieli, dokąd ich pędzą,
każdy wziął co pod ręką miał.
Wspólnie dzielili się własną nędzą
i wspólnie grzali, ciepłem swych ciał.
Gdy dobrnęli kresu drogi,
ciepły ich nie czekał kąt,
zapytali, Boże drogi,
- czy my kiedyś, wrócimy stąd?
Mowy ojczystej pogrześć nie dali,
pacierza uczyli własne dzieci
i myśli ich biegły, tam gdzie w oddali
w Ostrej Bramie Panienka świeci.
Na próżno do dzisiaj błagają boga,
prosząc jak dzieci w swej bezsilności.
Prowadź Nas Panie, gdzie Ojczyzna droga,
tam utrudzone złożymy swe kości.
los, tylko dlatego, że są Polakami.
Pod wpływem tej rozmowy napisałem taki wiersz.
Tym których zesłali.
Gdy ich wiedli w step szeroki,
gęsty bardzo padał śnieg.
W puchu białym znikły drogi,
gdzie jest Polska? Czy ktoś wie?
Tam została hen za Nami,
gdzie niebo z ziemią styka się,
wiorst tysiące jeszcze przed nami,
nie płacz miła, nie trzeba łez.
Szli rodacy na wygnanie,
gwizdał bat i padał strzał.
Kto raz upadł, już nie wstanie
i nie grzebie nikt martwych ciał.
Nie wiedzieli, dokąd ich pędzą,
każdy wziął co pod ręką miał.
Wspólnie dzielili się własną nędzą
i wspólnie grzali, ciepłem swych ciał.
Gdy dobrnęli kresu drogi,
ciepły ich nie czekał kąt,
zapytali, Boże drogi,
- czy my kiedyś, wrócimy stąd?
Mowy ojczystej pogrześć nie dali,
pacierza uczyli własne dzieci
i myśli ich biegły, tam gdzie w oddali
w Ostrej Bramie Panienka świeci.
Na próżno do dzisiaj błagają boga,
prosząc jak dzieci w swej bezsilności.
Prowadź Nas Panie, gdzie Ojczyzna droga,
tam utrudzone złożymy swe kości.