No to ja smaruję takiego maila:
Szanowna Redakcjo,
Właśnie przeczytałem wstępniaka do czerwcowego numeru Wiadomości Wędkarskich i z zadowoleniem stwierdziłem, że w końcu został zauważony problem łowienia ryb w okresach ochronnych. Niestety zgłoszenia ryb medalowych do WW, o których wspomina redaktor Zawisza, to tylko wierzchołek góry lodowej. Ten naganny proceder staje się coraz bardziej powszechny. Już na początku kwietnia w wodzie lądują 3-5 calowe gumy i 7-9 centymetrowe woblery boleniowe, już w maju w wodzie lądują sumowe przynęty na ciężkich gruntówkach. Do łowiących nie trafiają żadne argumenty (ani te wiążące się z poszanowaniem przepisów, ani te dotyczące etyki, dobra ryb i ich prawa do odbycia tarła i regeneracji po nim), a zwracający uwagę naraża się co najmniej na stek wyzwisk.
Jak słusznie zauważa redaktor Zawisza jednym z argumentów tych pseudo-wędkarzy jest to, że wypuszczają ryby, a regulamin nakazuje wypuszczać złowione w okresie ochronnym ryby, ale wprost nie zakazuje ich połowu (poza tarliskami). Cieszy, że redakcja WW, a jak mniemam również ZG PZW, dostrzegł ten problem i będzie on uwzględniony w pracach nad nowelizacją RAPR. Mam nadzieję, że poza doprecyzowaniem RAPR poprzez wyraźny zakaz celowego połowu danego gatunku w obowiązującym okresie ochronnym, wprowadzone zostaną również i inne zapisy pomagające chronić rybostan. Zanim wspomnę o zmianach, które moim zdaniem winny być wprowadzone, chciałbym wtrącić małą dygresję.
Śmiem twierdzić, i tu zdaje się redaktor Zawisza troszkę rozmija się ze stanem faktycznym, że nie największym problemem są Ci „fałszywi no-killowcy” łowiący w okresie ochronnym, bo ich zdobycze przynajmniej w dużej części mają szansę na przeżycie. Choć zgadzam się, że i z takim – nagannym -podejściem należy walczyć. Jednak daleko większym zagrożeniem dla rybostanu naszych wód są Ci, dla których nie istnieją ani okresy ochronne, ani wymiary ochronne, ani limity ilościowe, ani inne zapisy RAPR. Dla tych „kłusoli” mieniących się tylko wędkarzami, nie ma żadnej świętości – wystarczy, że nikt nie widzi, a w łeb dostaje 40 – centymetrowy sandaczyk, do wora idzie trzeci i czwarty szczupak, w reklamówkę chowany jest majowy sumek. I niestety takiego postępowania nie jest w stanie zmienić żaden zapis RAPR. W mojej skromnej ocenie podstawowym problem nie są zbyt liberalne zapisy RAPR, a powszechne ich nieprzestrzeganie. Z kolei przepisy RAPR nie są przestrzegane, bo nie ma kontroli, a nawet jeśli są, to kary za nieprzestrzeganie RAPR są śmieszne. W rezultacie wędkarze mają poczucie bezkarności i żadnej motywacji do przestrzegania przepisów, tym bardziej, że widzą jak ich nieprzestrzeganie bezkarnie uchodzi ich znajomym i nieznajomym znad wody. Moim skromnym zdaniem, w pierwszej więc kolejności dyskusja powinna dotyczyć tego, jak sprawić, żeby zapisy RAPR były przestrzegane, a dopiero w drugiej kolejności, jak je zmieniać, żeby lepiej chroniły ryby i eliminowały patologie znad naszych wód.
Wracając do zmian, które wydają mi się sensowne i niemalże niezbędne, są trzy podstawowe dotyczące ochrony ryb i jedna dotycząca sankcji za nieprzestrzeganie RAPR.
1. Wspomniany już wcześniej kategoryczny zakaz celowego połowu danych gatunków ryb w ich okresach ochronnych.
Tak jak słusznie zauważono RAPR nie jest w tej kwestii wystarczająco jednoznaczny i wiele osób uważa, że łowiąc i wypuszczając ryby w okresie ochronnym są w porządku wobec przepisów. Ba, wielu uważa, że skoro wypuszcza rybę, to jest również w porządku wobec ryby, bo nie czyni jej żadnej krzywdy. Brakuje świadomości, że stres i wyczerpanie fizyczne ryby może spowodować, że ryba ta nie przystąpi do tarła lub że wysiłek walki o życie ryby świeżo wytartej może być ostatnim w jej życiu, nawet jeśli wróci do wody. Niestety w polskich realiach nie wystarczy zostawić sprawy ocenie i sumieniu każdego wędkarza – brakuje poczucia etyki i wiedzy – tylko kategoryczny zakaz spowoduje, że mniej osób będzie „skracało” sobie okresy ochronne.
Być może również warto rozważyć szereg przepisów bardziej szczegółowych, które łatwiej pozwolą przestrzegać w/w zakazu – np. zakaz używania przynęt sztucznych o długości większej niż 5 cm przed 1. maja czy też zakaz używania haków i żywców o określonej wielkości przed 1. lipca.
2. Istotne zmniejszenie limitów ilościowych, przede wszystkim dla drapieżników.
Jak jest, każdy bywający nad wodą dobrze widzi – jest coraz gorzej. Na ogromnej większości wód złowienie szczupaka ponad wymiar staje się problemem. Przepaść pomiędzy wielkością łowionych ryb w polskich łowiskach, a np. łowiskach skandynawskich jest ogromna. A przecież to w Polsce, kraju o łagodniejszym klimacie i dłuższym okresie wegetatywnym, ryby powinny osiągać większe rozmiary. WW donosi, że liczba zgłaszanych medalowych ryb nie maleje, więc rybostan się utrzymuje. Czy jednak to, że liczba zgłaszanych okazów nie maleje jest dowodem na to, że liczba ryb nie maleje? Czy może jest efektem coraz lepszej technologii, lepszego sprzętu, rozwoju coraz bardziej skutecznych technik połowu, większej liczby uprawiających wędkarstwo, lepszej dostępności środków pływających itp.? Skoro łowimy coraz doskonalszym sprzętem, coraz cieńszymi żyłkami, coraz wymyślniejszymi przynętami, w dobie internetu wspomagani coraz lepszym przepływem wiedzy, może tych okazów powinno być coraz więcej? Obserwacje i wyniki wędkarzy z kilkudziesięcioletnim stażem najczęściej jednak stwierdzają, że ryb jest niestety coraz mniej i coraz trudniej o okazy. Tą tendencję trzeba powstrzymać za wszelką cenę. Zmniejszenie limitów ilościowych (o ile całkowity zakaz zabierania ryb jest niemożliwy do wprowadzenia) wydaje się w tej sytuacji koniecznością, szczególnie w wodach o wysokiej presji wędkarskiej, gdzie kilkudziesięciu, a często kilkuset wędkarzy, z których każdy zabierze tylko komplet ryb określony limitem RAPR, dość szybko jest w stanie wyjałowić z ryb najlepszą nawet wodę.
3. Wprowadzenie górnych wymiarów ochronnych
Abstrahując od tego czy najcenniejszym dla rozrodu są osobniki średnie (najlepsza „produktywność”) czy osobniki duże (najlepsze geny), dla atrakcyjności naszego hobby powinniśmy objąć okazy szczególną ochroną. Nie ma chyba wędkarza, który nie marzyłby o złowieniu taaaakiej ryby. Łowienie okazów jest esencją wędkarstwa. Dlaczego w krajach skandynawskich kwitnie turystyka wędkarska? Przecież nie chodzi tylko o piękne krajobrazy, bo i Polska w tym zakresie nie ma się czego wstydzić. Wędkarze jeżdżą za granicę, bo tam mają daleko większe szanse na złowienie ryby życia niż w polskich, przetrzebionych łowiskach. Wielu prawdziwych wędkarzy zdaje sobie sprawę z tego jak ważne są okazowe ryby dla atrakcyjności wędkarstwa i wypuszcza złowione okazy z własnej, nieprzymuszonej woli. Często jednak ich godne naśladowania postępowanie jest niweczone przez tych, którym wspólne wędkarskie dobro nie leży na sercu. Wprowadzenie górnych wymiarów podniosłoby atrakcyjność polskich łowisk i dało większe szanse każdemu wędkarzowi na spełnianie wędkarskich marzeń.
Wydaje się, że widełkowe wymiary ochronne nie powinny wyjałowić naszych wód z ryb średnich (czego obawiają się przeciwnicy takich zmian) pozostawiając w wodach populację ryb małych i wielkich. Tych wielkich ryb jest na tyle mało i łowione są na tyle rzadko, że objęcie ich dodatkową ochroną nie powinno wpłynąć na zmniejszenie populacji ryb średnich.
4. Automatyczna sankcja za nieprzestrzeganie RAPR w postaci utraty zezwolenia na połów ryb na wodach PZW.
Tak jak wspomniałem wyżej, uważam, że dużo większym problemem są nie zbyt liberalne (i niewystarczająco precyzyjne – jak w przypadku zakazu celowego połowu ryb w okresie ochronnym) przepisy RAPR, a ich powszechne nieprzestrzeganie. Automatyczna sankcja w postaci utraty zezwolenia na wędkowanie na wodach PZW za złamanie RAPR (teoretycznie w tej chwili również możliwa, ale dopiero po sądzie koleżeńskim, więc w praktyce niestosowana) byłaby jakąś dodatkową motywacją, aby tenże RAPR przestrzegać. Być może, jeśli za złamanie RAPR obok mandatu, groziłaby automatyczna utrata zezwolenia na wędkowanie w danym roku, RAPR byłby choć odrobinę lepiej przestrzegany. PZW nie ma wpływu na wysokość kar stosowanych przez państwo, ale może przecież (i powinien) stosować kary wewnętrzne, które sprawią, że nieprzestrzeganie RAPR będzie bardziej dotkliwe.
Kończąc i podsumowując mój przydługi nieco wywód, chciałbym podkreślić, że Polski Związek Wędkarski jest związkiem wędkarzy i powinien działać na dobro wędkarzy. Powinien podejmować działania mające na celu ochronę najcenniejszego elementu wędkarstwa, bez którego wędkarstwo przestaje istnieć - ryb, powinien podejmować działania mające na celu uatrakcyjnienie naszej pasji.
Zmiana RAPR w zakresie lepszej ochrony ryb w okresie tarła i tuż po nim, zmniejszenia ilości ryb zabieranych z wody i ochrony okazów na pewno wpłynie z korzyścią dla atrakcyjności wędkarstwa w Polsce. Jednak jeszcze ważniejsze (i stawiane na pierwszym miejscu) powinny być działania, które sprawią, że RAPR będzie przestrzegany. Automatyczne, wewnętrzne sankcje, takie jak utrata zezwolenia, ale i wykluczenie z szeregu członków związku (np. w przypadku recydywy) mogą temu pomóc, choć oczywiście nie wyczerpują spektrum działań. Niewątpliwie potrzebne jest silne lobby, które spowoduje, że państwo i prawo stanowione lepiej będzie chronić zasoby wód przed kłusownictwem (wyższe kary finansowe, więcej pieniędzy na PSR), i tym „profesjonalnym”, i tym drobnym działającym pod przykrywką „wędkarstwa”. Potem pozostanie już tylko kwestia rybactwa śródlądowego, w szczególności na wodach PZW, ale to już temat na całkiem inną dyskusję.