No i stało się:) Dwa dni na łowach nad morzem:) Decyzja zapada wieczorem w poniedziałek. Cel: belony :) We wtorek już jesteśmy w drodze i koło 16 po wypakowaniu się do holenderki i zejściu z wielkiego zbocza stoimy już na śliskich kamulcach :) Pogoda piękna, belony jeszcze jako tako się kłębią. Pierwszą zapinam w 3 rzucie. Wije się, skacze i zaraz jest w mojej ręce. Śmieszne to to :) kłapie paszczą i oślepia swoim blaskiem :)
Potem morze się dla nas otwiera i po weryfikacji przynęt mamy mega odjazdy :) Belon niedużo ale za to... silne duże okonie! :) Mój pierwszy zaraz po belonie robi szał na wędce do 40g. Z Robertem zastanawiamy się co to bo nie nastawialiśmy się, że one są :) Nagle Robert krzyczy,że mam wielkiego okonia :) No i ja już też go widzę. Euforia i podebranie jakoś ręką. Staram się cyknąć foto ale śliski kamień i mokre ręce, strach przed upuszczeniem telefonu i roztrzęsienie organizmu oraz ostre słońce i okulary polaryzacyjne powodują to,że ( jak się okazuje na spokojnie w przyczepie ) robię mu tylko zdjęcie ogona... :(:(:(:( :beczy::beczy: Na szczęście przyłożyłem go do dolnika daiwy exceler 300cm do 40g. Cały korek plus 3 zwoje gwinta dają 42cm :) Prosiak w paski! Waleczny garbus z prawdziwego zdarzenia. Później z opanowaniem robienia fotek było już łatwiej. Okonie dopisywały. Złowiliśmy ich łącznie z 30-40 szt a tylko dwa z nich spadły poniżej 30cm ( ok 25-27cm ). Reszta takie byczki po 35-38cm. Przeplatane to było pojedynczymi belonami i... lechorami :) Mój 57cm i 2,2kg a na drugi dzień Roberta ok 3,5kg! I to oba zażarły wahadłówki! Potem jeszcze doszedł szczupak Robertowi 57cm a niedaleko nas mlody koleś łowi szczupaka 3,2kg ( przyszedł do nas żeby zważyć :) )
Nałowiliśmy się do bólu! W końcu :) 😊 Na drugi dzień też. :) 😎
Dziś kilka fotek z telefonu. Jutro c.d. ponieważ aparat, którym robiliśmy fotki na plaży został w pracy :)
c.d.n...
p.s. Daiwa Legalis przeszła morski chrzest bojowy. Topiona, moczona, gloniona... i działa jak nowa :) Opłukana czeka na kontrolne przesmarowanie :)