Oprócz czapli, kormoranów i dzikich kaczek nad jeziorem było pusto,
ani jednego samochodu na parkingu, nigdzie nad wodą nie było wędkarzy,
kompletna pustka.
Doświadczenie mi mówiło, że ryba nie będzie brała, tak jest prawie zawsze,
kiedy przyjeżdżam nad wodę, nad którą niema wędkarzy.
Nigdy nie sprawdzam kalendarza brań, niema dla mnie większego znaczenia,
czy coś złowię czy nie ważny jest kontakt z naturą, spokój i cisza nad wodą,
no i zawsze zamiast łowić mogę robić zdjęcia.
Nieodzownym wyposażeniem w wyprawie nad wodę zawsze jest aparat fotograficzny,
aparat a nie fotokomórka (telefon), którą też zawsze mam, choć w miejscach,
w których wędkuję często jest brak zasięgu.
Kto czytał „Wieści znad jeziora Kamica” od samego początku zauważył pewną prawidłowość,
brak w moich wyprawach na ryby innych wędkarzy, wędkarz samotnik, zawsze sam.
Tak na ryby uwielbiam jeździć sam, lubię być niezależny (już taki jestem),
choć zdarza się czasem, że ktoś mi towarzyszy i niekoniecznie i nie zawsze
jest to wędkarz, czasem jest to inny miłośnik wody.
Trochę dużo mam do napisania wiec relacje rozłożę na kilka postów.