Początek sezonu sumowego i sandaczowego nie należy u mnie do udanych. Fakt, nie bywałem ostatnio nad wodą zbyt często, ale kilka kilkugodzinnych wypadów zdążyło już trafić do notesu.
W łowieniu sumów specjalistą nie jestem, więc brak brań jeszcze mnie nie dziwi. Ale sandaczy kilka w życiu złowiłem i przyznam, że trochę mnie zastanawia, że przez kilka ostatnich wypłynięć nie miałem nawet kontaktu z rybą.
Nie ma ryby? Jeszcze się nie wytarła? Nie żeruje? Wiatr wieje ze złej strony? A może słońce świeci pod niewłaściwym kątem? Sam już nie wiem...
Jedno wiem na pewno – spinning zaczyna mnie trochę męczyć. Ile można machać spinningiem? Tysiące razy bez choćby jednego puknięcia? Dlatego na jakiś czas odkładam go głębiej do szafy.
Teraz plan jest prosty: trochę gruntowania. Sum, kleń, może jakiś leszcz. Posiedzieć spokojnie nad wodą, obserować rzekę i cieszyć się samym faktem przebywania nad wodą.
Dzisiaj zaczynam od suma na pellet... albo na jętkę. Jeszcze się nie zdecydowałem. Jedno jest pewne – czas na małą zmianę i trochę innego wędkowania.
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
0 komentarzyZaloguj się, aby dodać komentarz.
Brak komentarzy
Bądź pierwszy i rozpocznij dyskusję!