Od dłuższego czasu, Kaz ma wreszcie tydzień urlopu i czas na nasz wspólny dłuższy pobyt nad wodą. Wszystko zapowiadało się dobrze, pogoda zapowiadała się dobra, ciśnienie rosło, wiatr zachodni dawał nadzieję na dobre brania.
Z tymi nadziejami pojawiłem się jako pierwszy już w piątek wieczorem nad wodą. Kaz dotarł w sobotę przed południem, mój ranny rekonesans wypadł bardzo blado, bez kontaktu z rybą. Od znajomego wędkarza dowiedziałem się, że ostatnio szczupak gryzie co trzeci dzień i pięknie brał we wtorek i środę, przed moim przyjazdem.
Zatem sobota powinna być dniem szczupaka, ale nie była, tak rano jak i wieczorem, poza drobnymi puknięciami okonków nic konkretnego. Obaj z Kazem ostrzymy kotwice na niedzielę, przecież kiedyś musi zacząć gryźć.
Od godziny 6 rano do godziny 10-tej w niedzielę mam jedno nie zacięte uderzenie szczupaka, Kaz bez kontaktu, umawiamy się na popołudnie na godzinę 15. Wolny czas wykorzystuję na wypad rowerowy wraz z małżonką w okolicę miejscowości Zienki, niedaleko tej miejscowości usytuowany jest szlak do obozu powstańców z 1863 roku.
Po południu wypływamy z Kazem łodzią na nasze tajne łowisko i tu zaskoczenie, nie jest ono już tajne, bo w naszym rewirze kotwiczą trzy łódki, na wodzie spokój, nic się nie dzieje, nie widać nawet oznak żerowania drapieżnika, po godzinie machania kijem wreszcie Kaz ma uderzenie i po krótkiej walce ląduje w łodzi szczupak 60 cm, po kilku minutach również ja zacinam „kaczo-dziobego” ale próba podebrania go ręką kończy się tym że szczupak odpływa w odmęty wody a mnie została na pamiątkę fotka, którą Kaz zdążył zrobić.
Nie było źle tego popołudnia, ale mogło być lepiej.
Poniedziałek wita nas dość silnym wiatrem i skokiem ciśnienia, już od rana zapowiadało się, że dzień będzie nie za ciekawy wędkarsko, więc po rannym nieudanym wypadzie mamy nadzieję na to, że popołudnie będzie lepsze, ale okazuje się, że nie do końca.
Kaz ma jedno pobicie szczupakowe i łowi dwa okonie 20+ i to wszystko tego dnia. Wtorek rano bez kontaktu z rybą, czas do popołudnia Kaz wykorzystuje na bieżące prace na działce, ja natomiast wyruszam w duecie z żoną na wypad rowerowy do nie dalekiej Sosnowicy, odwiedzić Dwór Kościuszki i zwiedzić okoliczne stawy i park z przepięknymi starymi dębami.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
O czternastej jestem już na powrót na działce i kilka minut po czternastej wypływamy z Kazem na wieczorne łowy.
Po dotarciu na łowisko widzę dwie łódki w naszej okolicy, od znajomych dowiadujemy się, że jak na razie nic się ciekawego nie dzieje, poza drobnym okoniem i nie dużym sandaczykiem. Ustawiamy się na dość głębokiej wodzie takiej do 5 metrów.
Pierwsze rzuty nie przynoszą nic, ale cierpliwość jest cechą zdobywców, po kilku następnych rzutach mam uderzenie szczupaka, czuję go dobrze w dłoni, jest naprawdę duży, idzie dnem kilka metrów i na naprężonej żyłce, może 5 może 6 metrów od łódki wypina się z kotwicy, po wyjęciu blaszki okazuje się, że wirówka DAM 4 jest wygięta pod kątem prostym, to znaczy drut na którym obraca się paletka jest zgięty, trudno, szkoda, ale ważne, że był.
Po zmianie blachy kilka kolejnych pustych przebiegów i mam kolejne uderzenie, tym razem dla pewności poprawiam zacięcie, czuję, że ryba jest dobrze zacięta, też idzie dnem i trudno jest ją oderwać, Kaz w tym czasie wyjmuje aparat aby to uwiecznić a ponieważ to nie jest jego lustrzanka tylko mój „Olympus” to trochę trwa, ja w tym czasie już podniosłem szczupaka do góry i naszym oczom ukazał się piękny „esox” - tuż przy burcie.
Na widok jego Kaz tylko zakrzyknął ”k..., Waldziu, ale bydlę, masz metrówkę” jeszcze kilka potężnych odjazdów i na tyle go zmordowałem, że Kaz sprawnym ruchem podebrał go podbierakiem, był mój.
Po zmierzeniu jednak okazało się, że to jeszcze nie metrówka, ale całe 90 cm kaczego szczęścia. Był mały kłopot z wyjęciem kotwicy, bo wbiła się głęboko w gardzieli ryby, więc czasu na sesję foto było bardzo mało i stąd tylko jedna fotka z tym moim rekordem jak do tej pory, na tym jeziorze.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Po sesji foto natychmiast powrócił do macierzy.
Tego dnia złowiłem jeszcze krótkiego sandaczyka, Kaz pozostał na zero.
W środę w czasie porannego łowienia, ja złowiłem tylko jednego nie wymiarowego szczupaczka, za to Kaz miał „dzień konia” już w trzecim rzucie ma pobicie i po chwili w łodzi ląduje szczupak 80cm po następnych kilku pustych rzutach ponownie ma uderzenie, ale gdy ja robię fotki, szczupak wypina się tuż przy podbieraku, miał ponad 70 centymetrów, szkoda, ale szczęście było po jego stronie.
Kolejne dni można zaliczyć też do średnio udanych, łowimy same krótkie szczupaki i trzy, albo cztery 50+.
Jednym słowem Kaz swój urlop zalicza na 4, ja natomiast na 3+, bo coś nie mam w tym sezonie szczęścia do dużych szczupaków, albo przetarta stalówka, albo wygięta blacha, zawsze coś mi przeszkadza w złowieniu tej oczekiwanej „metrówki” ale sezon jeszcze się nie kończy, więc wszystko jeszcze jest do złowienia.
I metrówka też.
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem