Za oknem zima, powoli czas podsumować kończący się sezon. Przeglądając notatki i zdjęcia dochodzę do jednego wniosku. Smutnego wniosku. W bieżącym roku całkowicie prawie odpuściłem połów białej ryby.
Prawie cały rok tylko gońba ze spinningiem. Niedobrze, jeszcze ze dwa, trzy sezony i zapomnę jak się łapie na grunt czy przepływankę. Zresztą prześledźmy moje tegoroczne sukcesy w połowie białorybu.
W marcu byłem tylko raz i to pod sam koniec. Wisła, za czwartą główką, z brzegu. Jeszcze mnóstwo błota. Wody na bata prawie 2,5 metra, na pikerka dalej – trochę płycej. Mnóstwo złapanych uklei (wyrośniętej wiślanej), sporo płotek ( i płoci – największe spokojnie miały ok.
30 cm), parę świnek (z piękną ok. 35 cm – tutaj szczególnie ostrożnym trzeba być – wszak okres ochronny, no i ryba to wyjątkowo urocza!), parę małych jazi, kleni i podleszczyków parę, krąpie, babka.
Pełen asortyment! Większość ryb na 6-metrowego bata, pikerka dość szybko wyjąłem z wody, nie miałem na niego czasu!
Następne wyjście po tygodniu, w lany poniedziałek.
Zwabiłem nawet Mariusza w swoje nadwiślańskie rewiry. Wybrałem czwartą główkę, jest krótka, na dwóch w sam raz. Jako, że obaj zdecydowaliśmy się na grunt, postawiliśmy po pikerku na napływie i po cięższym fedderze od strony dołka.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Przynęty to białe robaki, pinka, czerwony i ochotka. Brała raczej drobnica, chyba ryba siedzi jeszcze po krzakach, mimo, że woda opadła sporo. Trafiały się płotki, drobne krąpie, sapy, ukleje, trafił się malutki jazik.
Mi się uczepiła piękna karaska. A Mariusz złowił pierwszą w życiu certę, bardzo ładną. Zachwycił się jej walecznością.
Kolejne wyjście nad Wisłę 18 kwietnia.
Łowisko to ta sama główka co dwa tygodnie temu z Mariuszem. Wody ciut więcej, ale za to jaka metamorfoza w przyrodzie! Wiosna pełną gębą! Od świtu, tak gdzieś do 6-tej fajne brania, ale jedynie spore krąpie, niewielkie leszczyki i sapki.
Żadnej płoci. A później brała tylko drobnica. To było ostatnie wędkowanie stacjonarne tej wiosny!!!
Dopiero w połowie lipca z Mariuszem umówiliśmy się na nockę.
Tym razem wybór padł na miejsce między główkami. Złapaliśmy sporo fajnych, wymiarowych cert (30 cm), największa miała 33 cm. Brały też przyzwoite sapy i krąpie. Największy leszcz około kilograma.
Zasadniczo te nocne łowy były średnio skuteczne, ale ognisko, kiełbaski pieczone, długie Polaków rozmowy przy chłodnym piwku zrekompensowały nam tę drobną niedogodność.
I ostatnia w 2010 roku wycieczka z gruntówkami.
7 sierpnia, to były te dni, kiedy Polskę nawiedzały gwałtowne burze. Wybrałem się z rana, tym razem miejscówkę wybrałem tuż przed zalaną główką, rzucałem na napływ. Krąpie i sapy brały tylko.
Po porannych rozpogodzeniach szybko jednak zostałem przegoniony przez kolejną burzę!
I to tyle w tym roku leniuchowania przy gruntówkach.
5 (słownie: pięć!) razy! Żałosne! Tak zaniedbać białą rybę! I nie mogą tu być usprawiedliwieniem liczne przybory Wisły! Przecież nie było ani jednego wyjścia na wiosenną płoteczkę, ani razu na Narwii czy Wkrze.
Niech ten krótki tekst będzie wisiał mi na blogu jako wyrzut sumienia! Popraw się, Paweł, w przyszłym roku, oj popraw!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem