Wchodząc w rok 2012 byłem pełen dobrych myśli jeśli chodzi o wędkarstwo, do takiego nastawienia skłaniał mnie fakt, że końcówka roku 2011 była aż nadto pomyślna, tak pod względem obfitości, jak i pod względem wyników.
Obfitość ryb, a szczególnie drapieżników w jeziorze, nad którym mam przyjemność posiadać działkę, pozwalała mieć nadzieję, że każdy następny rok, będzie rokiem lepszym, pod każdym względem.
Jakże się myliłem w swoim naiwnym nastawieniu... Zawsze staram się być wędkarzem, który dba o wodę i o zasoby tej wody, czyli ryby. Wychodzę z założenia, że jeśli ja nie będę zbytnio eksploatował swojego łowiska, to w przyszłości woda mi to wynagrodzi i w tym temacie nic nie jest w stanie mnie zmienić. Nie mogę tego samego powiedzieć natomiast o wędkarzach, którzy jak ja, również na tym jeziorze wędkują, ale do rzeczy.
Tak więc początek roku 2012 miałem całkiem udany, już na początku stycznia łowię pierwsze pstrągi z mojej ulubionej rzeki.
Gdy tylko mam czas i ochotę to wyruszam na kilkunasto kilometrowe wycieczki z wędką w dłoni, czy to za pstrągiem, czy to z lekką wędką spławikową po to aby łowić płotki i jelce.
Te moje eskapady wędkarskie czasami kończą się dość nieszczęśliwie ( złamany kij ) ale pozwalają mi przetrwać zimowy czas aktywnie, z wędką w dłoni, a nie tylko przeglądając notatki z wypraw, czy oglądając zdjęcia z poprzedniego sezonu.
Tak więc, zima minęła, przyszły cieplejsze dni i tak jak większość wędkarskiej braci, nie mogłem już doczeka się tej jakże oczekiwanej Wiosny. Ledwie nadrzeczne wikliny wypuściły bazie, a ja już niemal każdego dnia, czy to z wędką, czy tylko z zanętą, byłem nad swoją rzeczką, która wpada do zalewu Zemborzyckiego aby nęcić jazia, i już upatrzone miejscówki z myślą o majowym linie.
Jazie, owszem jakieś złowiłem, ale jeśli chodzi o lina to tylko raz byłem w maju na tych miejscówkach i prócz karasi i płoci, nawet ładnych, to o linie nawet nie słyszałem, już to dawało do myślenia, ale jak to?
Ja nie złowię? Jak nie tym razem to za tydzień - myślałem. I na myśleniu pozostało. Maj zbliżał się wielkimi krokami, więc czas było myśleć o tym aby całkowicie majowy weekend poświęcić na poławianie szczupaków.
Jakież było moje rozgoryczenie faktem, że tak rybne do tej pory jezioro, zostało niemal całkowicie odłowione przez miejscowych kłusowników w okresie późnojesiennym i zimowym. Jeszcze łudziłem się nadzieją, że pewnie wszystkiego nie wybrali w siatki, ale majowy weekend tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że tak właśnie się stało, bo jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że jesienią, podczas każdego wypłynięcia, prócz wymiarowych szczupaków łowiło się kilka takich "nie wymiarków" to tym razem przez tydzień udało mi się złowić tylko dwa takie około 30 cm.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Fakt, miałem na wędce dość ładnego szczupaka i nawet pokazał mi się w całej swej krasie, ale jak to bywa, nie miał chęci na sesję foto i wypiął się tuż przy łodzi, był to jeden, jedyny w tym całym sezonie tak okazały szczupak, piszę był bo już na pewno go niema, gdyż kilka dni później dowiedziałem się od znajomego wędkarza, że właśnie w tym rejonie jeden z „kłusoli” który właśnie w tym rejonie wędkował pilnując sieci, złowił takiego na blachę i oczywiście, do wody już nie wrócił.
Jak to w życiu bywa, gdy coś nie idzie tak jak sami sobie zaplanowaliśmy, szukamy jakiejś alternatywy, moją alternatywą miał być Wieprz, rzeka płynąca w niedalekiej odległości od mego miejsca zamieszkania, rzeka piękna i rybna.

Ale i tym razem moje plany wzięły w przysłowiowy „łeb” bo jak wiecie, rzeki w całym kraju nie rozpieszczały nas wcale, Wisła osiągnęła swój rekord jeśli idzie o poziom wody, od kilkudziesięciu lat nie była tak niska, a ponieważ Wieprz wpada do Wisły, więc i on od kilkudziesięciu lat był najniższy, co skutkowało tym, że aby coś konkretnego złowić, trzeba było się dobrze nachodzić a i tak efekty tego były w sumie mizerne, owszem jakieś klenie czy jazie w czerwcu się trafiały, ale zostawiały wiele do życzenia pod względem wielkości, czasem trafił się na spławik ładny leszcz, lub okazała płoć i to było wszystko.
To tyle jeśli idzie o złe strony tego roku.
Teraz trochę pozytywów jakie ten zmierzający ku końcowi rok przyniósł mnie i nie tylko mnie. Oczywiście pozytywem było spotkanie z wieloma z Was na Narwi w Pułtusku. I tu wielkie brawa dla "bysiora" za to, że tak to wszystko pięknie przygotował, technicznie i fizycznie - sam.
Brawo Tomek!
Kolejne brawa dla "Kaza" za to, że mogłem ponownie się spotkać z wieloma z Was na cyklicznej imprezie jaką jest Powitanie Jesieni na zbiorniku Domaniów, brawo Kaziu, tak trzymać!
Jak wiecie kilku z "Drakersów" zostało ojcami, cieszyłem się razem z nimi tym faktem, ale jeszcze bardziej ucieszył mnie fakt, że w grudniu po raz drugi już zostanę dziadkiem i już wiem, że tym razem będzie to chłopiec, wreszcie będę miał z kim chodzić na ryby.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Kolejnym pozytywem tego roku jest to, że po wielu latach starań, wreszcie mamy na działce elektryczność, wiem, że to trochę głupio brzmi, niemniej cieszymy się z tego wszyscy, którzy mamy tam działki, kolejna dobra wiadomość to taka, że gdy tylko za własne pieniądze, zainstalowaliśmy prąd, to prawie natychmiast, gmina nasze działki przekształciła z nieużytków w działki letniskowe, co prócz większych opłat daje nam możliwość domagania się od gminy, choćby lepszej drogi dojazdowej.
Kolejnym pozytywem tego roku jest fakt zakupu nowego auta, co prawda nie jest to wymarzone auto typowo wędkarskie, ale nowy Nissan Micra, też cieszy.
Reasumując
Ten sezon pod względem wędkarskim ja osobiście uznać muszę za nie udany.Oj, dawno nie miałem takiej posuchy, jeśli chodzi o złowione ryby, natomiast cieszy fakt, że coraz więcej jest pośród Nas, wędkarzy myślących o tym, aby te największe złowione okazy jednak wracały do wody.
Tak trzymać Panowie! Smuci natomiast to, że pomimo alarmowania, organa do tego powołane całkowicie odpuszczają temat kłusownictwa, lub co gorsza w oczy mówią, że takowego nie ma. Postanowiłem nie odpuszczać tematu i w najbliższym czasie wyskrobie pismo do Okręgu PZW w Lublinie.
I to by było na tyle jeśli chodzi o ten kończący się pomału rok, co prawda jeszcze spina nie odstawiłem do kąta, ale już jak co roku wyruszam w swoje nad rzeczne rewiry z lekką wędką spławikową aby bawić się poławianiem płotek i co tam mi woda jest w stanie ofiarować, czasem jest to ładna płoć, czasem jelec, wypasiony przez lato, a czasem choć już coraz rzadziej jesienny jaź.
I tak jak każdego roku w taki właśnie sposób staram się zamknąć rok z nadzieją, że ten następny będzie lepszy, i tego dziś życzę - Wam i sobie.
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem