Oj, to był piękny poranek. Założenie było takie - Ja i Szwagierek z rana na liny... potem spływając w dół ok. kilometra - spinning. Czas wyrwany od kobiet 4:00 - 9:00. Wypływamy po czwartej, pierwsze pół godziny na łowisku linowym - intensywne żerowanie linów.
Ja wyciągam ładnego ok. 40 cm prosiaka w pierwszych 10 min od rozpakowania się. Po 15 minutach mam kolejne branie - zacięcie i mocny odjazd - chcąc odciągnąć rybę od grążeli chyba zbyt mocno ją potraktowałem i gruby lin (ponad 50 cm) urywa się wraz z haczykiem...
Przerwa, trochę hałasu... potem 20 minut ciszy. Kolejny majestatyczny odjazd spławika u Szwagierka - i kolejna porażka - ryba urywa zestaw... Na zegarkach godzina 6:30... brania ustały. W łowisko weszły krasnopióry, które budowały napięcie...
o 7:30 stwierdzamy, że "liny z nami wygrały". Decydujemy że wsiadamy w krypę i powoli spływamy. W drugim rzucie Szwagierek zapina małego szczupaka, kilka minut i już holuje kolejnego tym razem ponad 60cm.
Ryba walczy zaciekle o wolność, wykonuje mega świecę nad wodę i wypina z pyska białe kopyto. Szwagierek pod nosem rzuca że dziś to nie jest nasz dzień. Ale najważniejsze że jest fajna zabawa i ryby są aktywne.
Zmiana brzegu i zaczynamy obławianie... krótki szczupak u mnie a kolejny wymiarowy spina się pod samą łodzią.... Łódeczka majestatycznie sobie spływa a my dalej obławiamy rzekę. Szwagierkowy kij znów pięknie pracuje ale tym razem to nie Szczupak, Robert twierdzi że to boleń ...
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
ja stawiam na sandacza... Podbierak w wodzie... czekam z niecierpliwością co nam się ukarze... a tu pan Lechosław z pięknie zapiętym w pysku kopytkiem :) 51 cm brunatnego cielska :)
Ryby nam dziś pokazują na co ich stać!
Pięknie! Jeszcze okoń i szczupak... jeszcze kolejne pobicie... dzieje się!!! Urywam swoje ostatnie kopyto. Szwagierek decyduje - "Spływamy!!!" Ja mówię "Czekaj Pan..." - jeszcze dwa rzuty w ten warkocz!!
Szybko wiążę bezpośrednio 5-cio centymetrowego biało-niebieskiego mennsika na małej główeczce....
Celny rzut pod nawis z gałęzi dwa obroty korbką...........
BACH!!! Siedzi!!! Od razu widać różnicę w sile.. Szwagierek z podbierakiem czeka ale ryba się nawet nie chce pokazać, wpływa pod spływającą łódkę... i wchodzi w jakiś zaczep przy brzegu, jakiś konar...
no nie... czy to może być prawda? Co za niefart!!! Delikatnie staram się naciągnąć plecionkę... Wyszła!!! Walka zaczyna się od początku... nadal jej nie widzę - nie wiem kto jest tak godnym przeciwnikiem w walce...
kolejny odjazd pod łódkę... udaje się go zobaczyć..... piękny gruby Sandacz... Pierwsza próba podebrania ... porażka... kolejna ... też pudło!!! Mały podbieraczek... Trzecia próba Szwagierkowa...
Jest! Krzyczę Ale PIES!!!!!!!!!!! Nawet nie wiem kiedy łódka dobiła do brzegu...
MÓJ NOWY REKORD ŻYCIOWY W SANDACZU!
- 71 cm długości, na oko ok 3,5 kg!!!Godz 9:00!
Kocham tą rzekę ...a najbardziej w takie dni!!!
Szwagierku i Rzeko dzięki za te wspólne cztery i pół godziny!
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem