Tegoroczny sezon jest dla mnie bardzo nieprzychylny. Tak bardzo, że nie pamiętam takiego drugiego w całej swojej świadomej karierze wędkarskiej, która liczy już gruuubo ponad dekadę. Mówiąc wprost – ten sezon to istna tragedia.
Chyba nie potrafię już łowić... Kuter poszedł na wodę parę dni przed sandaczowym sezonem, bo szczupaków po krzakach łowić nie lubię, a majowe bolenie zupełnie sobie odpuściłem.
Pierwsze wypłynięcie na sandacze, co prawda dopiero 15 czerwca więc dosyć późno (za późno), standardowo było opłynięciem wszystkich starych i zeszłorocznych najlepszych miejscówek.
Efektów w nie było żadnych, rzeka po zimie trochę się zmieniła, więc następne wypłynięcie było bardziej rekreacyjne, w środku dnia, z echosondą, żeby zobaczyć co tam na dnie Narwi się pozmieniało.
Oczywiście woblery grały pierwsze skrzypce.
Oczywiście bez rezultatów.
Miejscówki stare i nowe zostały mniej więcej rozpoznane więc razem z forumową, i nie tylko, Antenką zaczęliśmy pływać.
Dzień w dzień. Wieczór w wieczór. Oczywiście szukając tych wrednych i paskudnych sandaczy. Właściwie codziennie około 20.00 wypływaliśmy z portu. Przeważnie do 23.00 - 24.00. A z soboty na niedzielę startowaliśmy w nocy łowiąc do rana.
Antenka główny fotograf na kutrze, ja nawigator, sternik i wędkarz.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Gdzie, jak, na co?
Ameryki odkrywać nie będę, a to nie jest tekst dla początkujących wędkarzy, na pewno każdy teorię ma w małym palcu.W dzień i przed zmierzchem szukaliśmy ryb w rynnach i dołkach. Również po kantach, gdzie woda z 1.2m schodzi na 4m z kawałkiem. Przykos na Narwi nie ma. Przynajmniej na moim odcinku.
Przed zmierzchem i po zmroku pływaliśmy po typowych stołówkach, czyli blatach sąsiadujących z głębokimi rynnami.
Jedynym efektem był pluszaczek, którego nawet ciężko nazwać pluszaczkiem...
Łowiliśmy na ciężko, na lekko, na duże i małe gumy, nie wspominając o woblerach.
Jaki z tego wniosek?
Taki, że od wielu lat lipiec i sierpień to najgorsze miesiące w roku.Zmiany ciśnienia, zmiany pogody, amplitudy temperatury. Pierwsze dwa tygodnie czerwca są obiecujące, które w tym roku ominąłem, a potem trzeba czekać do połowy września.
Dlaczego tak jest?
Nie mam zielonego nawet pojęcia.Wchodzę rano na fejsbuka, piję kawę i oglądam piękne sumy, sandacze, klenie, jazie, przeważnie u kolegów znad Odry. Kamil Walicki vel. Łysy doprowadza mnie już do szewskiej pasji swoimi rybami z Wisły.
Nie potrafię tego wytłumaczyć. Może po prostu ja nie potrafię łowić?
Wyjątki od reguły
Tak, takie wyjątki się zdarzają. Wypływam z kolegą Gumą, dopływamy na miejscówkę, ja szukam papierosa, Guma rzucił pierwszy raz tak z biegu.Za 3 sekundy krzyczy MAM! Piękny sandacz ponad piątka. Z pierwszego rzutu, z pierwszego opadu.
Po kilku dniach, rano, stanęliśmy z Antenką w tym samym miejscu i … z tej rynny i zwalonych drzew na gumę 11 cm wziął szczupaczyna...
którego chociaż Antenka ładnie zaprezentowała.
Czy ja potrafię łowić?
Pływamy dzień w dzień bo taka to już jest choroba wędkarska.Rano mówię sobie: ni ch... nie pływam tydzień co najmniej, muszę odpocząć, a wieczorem już mnie nosi. I płynę. W weekendy wstaję w nocy i wypływam jeszcze dobrze po ciemku. Ryby zaczną brać, bo są na pewno.
Pogoda, ciśnienie, fazy księżyca, Marsa i Wenus, a nawet może i Neptuna wpływają na to że ryby nie biorą. Ale mimo wszystko nie dajemy za wygraną i walczymy dalej. Wszystkim życzę TAAAAAkiej ryby!
:) 
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem