Dzień 6 stycznia, Święto Trzech Króli, można już uznać jako tradycyjny dzień spotkania Drakersów. W tym roku był to Drugi Spontaniczny Zimowy Zlot Drakersów - Drwęca 2012 r. Pomysł spotkania się w większym gronie Drakersów nad Drwęcą powstał już rok temu.
Jednak bardzo niekorzystne warunki pogodowe sprawiły, że w zeszłym roku zamiast na Drwęcy spotkaliśmy się na lodzie... Ale skoro obecna zima jest taka łagodna – nic nie stało na przeszkodzie, aby zrealizować zeszłoroczny plan...
Tak więc 6 stycznia 2012 roku skoro świt ruszyliśmy! Droga z Warszawy nad Drwęcę przebiegła bez zakłóceń, padający deszcz i deszcz ze śniegiem nie mógł nam zepsuć świetnego humoru. Nad wodę dotarliśmy po godzinie siódmej.
Ilość samochodów – 3, ilość wędkarzy – 11! Chyba jeszcze nigdy tak daleko nie spotkało się tak wielu Drakersów! Dotarliśmy tam, gdzie dalej już nie można było.
Szybkie przygotowania i niedługo potem ruszyliśmy na spotkanie z przygodą.
Rozeszliśmy się w różne strony.
Próbowaliśmy wszelkich możliwych sposobów, aby przechytrzyć okazałe egzemplarze łososia i troci w tych pięknych okolicznościach przyrody.
Niestety, ryby współpracować nie chciały choć dwa kontakty były!!!
O umówionej godzinie w pełnym składzie spotkaliśmy się w celach towarzysko - konsumpcyjnych. Ognisko czas zacząć, jak widać humory dopisywały!
Niestety, wszystko co piękne zbyt szybko się kończy...
Jeszcze pamiątkowe zdjęcie, obietnica wszystkich, że trzeba to powtórzyć jak najszybciej.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Ja obiecuję. I dziękuję Wam za to wspaniałe spotkanie. Do zobaczenia...
Ale, ale...
nie odchodźcie jeszcze, proszę, od odbiorników... To była oficjalna relacja, a teraz indywidualne przemyślenia autora tejże relacji... Tak jak rok temu 6 stycznia debiutowałem na lodzie, tak tegoroczny wyjazd nad Drwęcę był moją inicjacją trociowo - łososiową.
Nie oczekiwałem ryb, ale liczyłem na poznanie czegoś nowego, ekscytującego... nie zawiodłem się ani trochę! Wątku towarzyskiego nie będę prowadził, bo wiadomym jest, że jak kilku(nastu, dziesięciu) Drakersów spotyka się nad wodą - to zawsze jest czadersko!!!
Natomiast chętnie podzielę się swoimi przemyśleniami odnośnie dzisiejszego wędkowania. Otóż Drwęca mnie urzekła! Cudowna rzeka, piękne plenery. Bałem się, że to będzie jakiś deptak wędkarski, a rzeczywistość jest o wiele przyjemniejsza. Rano ludzi było bardzo mało, po południu trochę dobiło.
Rzucałem woblerami i wahadłami, gama miejscówek tak szeroka, że musiałem stosować wszelkie znane mi wędkarskie techniki wabienia ryb. I wiecie co? Miałem ją!!!!!!! Miałem na kiju troć lub łososia, nie wiem, nie dałem rady zobaczyć.
A było to tak...
Już w drodze powrotnej zainteresowała mnie prostka, do której dostępu prawie nie było. Na szczęście „prawie” to nie „na pewno”!Znalazłem zejście bobrze, zsunąłem się i zacząłem obławiać. Najpierw woblerem puszczonym z prądem zainteresował się twardy zaczep. Straciłem gębalkę. Ale podobało mi się to miejsce. Dwa rzuty potem w ten sam zaczep wprowadziłem wahadło.
Straciłem. Nie dawałem za wygraną. Jakieś przeczucie? Kolejna wahadłówka, próba ominięcia zaczepu nie udaje się. Tak mi się wydawało... Ale to twarde po przeciwnej stronie ożyło! O w mordę, mam rybę!
Ryba bardzo spokojnie wysnuła mi kilka metrów plecionki, kołowrotek zagrał, ale dość łatwo zatrzymałem. Krótkie przeciąganie linki i powoli mi ulega. Powoli pompuje pod prąd. Po dwóch - trzech minutach jest już niedaleko mnie, ale jakoś niepokojąco blisko dna wciąż idzie.
I w momencie jak dopływała do mojego stanowiska - nagle sama ruszyła pod prąd!!! I ledwo mnie minęła – błystka wyskoczyła z wody... Nóżki mięciutkie, puls na granicy, chwilka żalu. Ale tylko chwilka!
Przecież ja miałem rybę na kiju! Może łososia! Może troć! Na pierwszej w życiu wyprawie! Przecież to cudowne! Nawet się nie zastanawiam jak była duża. Pewnie nieogromna, przecież to ja ją kontrolowałem albo tak mi się tylko wydawało...
Chyba wpadłem po uszy! Już żadna zima nie będzie taka jak kiedyś, przed telewizorem, w kapciach...
A po tych emocjach zapraszam na parę widoczków.
Naprawdę warto bo Drwęca to piękna Rzeka!!!
A na koniec zagadka.
Czy po gestach Marcina ktoś jest mi w stanie podać dokładną długość ryby, którą miałem na kiju?
A fotki trzaskali: Bizonik, wojtek_b i Paweł.
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem