- Chłopaki, organizuję wypad na Islandię. Gejzery, skutery, białe noce, łososie jak kloce. Byłem rok wcześniej, można nałowić się do bólu. Wpadnie paru moich znajomków, będzie ekipa przewodników, wszystko jest zabukowane, może dacie radę dołączyć?
Gediminas zabił nam ćwieka, zaczęliśmy drapać się po głowach... Hubert nie miał łatwo się wyrwać bo parę tygodni wcześniej został po raz trzeci ojcem. U mnie z kolei termin wyjazdu kolidował z planowaną operacją syna.
Tydzień przed zabukowanym terminem wyjazdu dostaliśmy telefon z CZD, że operacja jest przełożona na lipiec. Szybki telefon do Kojota czy ma jakieś buty do brodzenia z kolcami. Naturalnie miał, naturalnie zabrał tez do domu moje śpiochy, które zostawiłem w CW po przymierzeniu butów.
Hubert przekonał żonę i pięknego czerwcowego dnia zapakowaliśmy się do samolotu do Kopenhagi. Zakupy w bezcłówce, przesiadka i po paru godzinach wylądowaliśmy na wyspie gejzerów.
- Czy to Pański bagaż?
- Tak...a o co chodzi? - Przewozi Pan zbyt dużo alkoholu. - Dwie butelki, jedna dla mnie, druga kolegi! - Ale kolega też ma jedną butelkę. Poproszę dokumenty! Islandzki celnik na lotnisku w Keflaviku był nieugięty.
Nie pomogły tłumaczenia, że to taka polska tradycja, że należę do koła wędkarskiego przy urzędzie celnym ani że przylecieliśmy tutaj po raz pierwszy. 35,000 koron mandatu, konfiskata butelki Russian Standard i byliśmy wolni.
W sumie i tak mieliśmy furę szczęścia. Celnik zasugerował się nowymi butami i nie zauważył, że moje spodniobuty były używane. Cały sprzęt wędkarski wwożony do Islandii musi być zdezynfekowany.
Jeśli nie jest sterylny to dezynfekcja odbywa się na lotnisku za horrendalna kasę: buty, spodniobuty, muchówki, kołowrotki, sznury, nawet muchy muszą być zdezynfekowane! W ten sposób wyspa broni się przed chorobami, które dziesiątkują stada łososiowatych w Europie.
Wkrótce mieliśmy się przekonać, że broni się bardzo skutecznie. Droga do bazy upłynęła nam na podziwianiu górzystych krajobrazów
, poprzecinanych szerokimi górskimi rzekami.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Baza okazała się dużą, komfortową daczą położoną bezpośrednio nad brzegiem rzeki i wyposażoną we wszystko, co potrzebne wędkarzom
Największe wrażenie zrobiły na nas długie muchówki zamontowane do masek i dachów terenówek
Rozpalały wyobraźnie….
Gediminas z pomocą islandzkiego kolegi Siggiego zabukowali doskonałe czerwcowe terminy na ujściowym odcinku Blandy. Blanda to 125 kilometrowa, legendarna, łososiowa rzeka w północno-zachodniej Islandii, spływająca z lodowca Hofsjokull i uchodząca do Morza Grenlandzkiego.
Słynie z dużej populacji łososia atlantyckiego, a w szczególności z licznych ciągów tzw.: multi winter salmons, większych łososi które w przeciwieństwie do tzw.: grilse spędziły co najmniej dwie zimy w morzu przed powrotem na tarło.
Łososie wchodzące na tarło do Blandy to gejzery energii.
Ryby są bardzo silne a na odcinku numer 1 łowi się praktycznie jedynie srebrniaki. Trzy kilometry rzeki od odcinka numer 1 do morza to praktycznie jedno, ciągłe bystrze. Mimo niewątpliwego zmęczenia ryb nawet łowione z płani grilse wymagały dwudziestominutowego holu
Natomiast wielosezonowy łosoś na końcu zestawu oznaczał bardzo zaciętą i długą walkę nawet na naszych mocarnych zestawach
Problemem było nie tyle zacięcie ryby ile niedopuszczenie do wytargania muchy podczas wyskoków w początkowej fazie holu, powrót do brzegu z żywym srebrem na haku bez wpadnięcia do dołka za głazem i przelania woderów a na części odcinka również znalezienie miejsca na brzegu dogodnego do podebrania ryby za ogon.
W przeciwieństwie do wielu innych rzek na wyspie Blanda nie ma problemu wysychającej wody, przepływ jest duży bez względu na ilość opadów a łososie wykorzystują potężny nurt rzeki w walce.
Niektóre brania były tak gwałtowne, że po zacięciu zahaczone ryby wyskakiwały w zupełnie innych miejscach niż spodziewaliśmy się, co powodowało najwięcej strat holowanych ryb, bo za późno obniżaliśmy szczytówki muchówek.
Dawka emocji w ciągu tych kilku zaledwie godzin była niesamowita, można by nią obdzielić kilka sezonów trociowych w naszych zdewastowanych wodach, które przy rybnych wodach Islandii wyglądają jak studnie.
Hol grubego łososia na muchówce jest mega przeżyciem, buzująca adrenalina, terkot kołowrotka przy odjazdach i ten dreszcz przy cofaniu się i omijaniu wymytych przez rwącą rzekę dołków nie da się porównać z niczym, czego do tej pory doświadczyliśmy łowiąc ryby.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Wieczorem rozpamiętywaliśmy nasze sukcesy i porażki, szykując plan na drugi dzień wędkowania. Zimna wódka najlepiej smakowała w jacuzzi pod chmurką.
Islandia jest malowniczym krajem zamieszkałym przez interesujacych ludzi.
Islandczycy są po skandynawsku zdystansowani, w pierwszym kontakcie wydaja się nawet oschli, ale po bliższym poznaniu okazują się bardzo gościnni, otwarci i na swój sposób zabawni
.
Znają i chyba lubią Polaków, którzy stanowią najliczniejszą mniejszość narodową na wyspie. Cała ekipą zwiedziliśmy wiele interesujących miejsc.
Gejzery
, wodospady
, ogromny lodowiec Vatnajokull
oraz fantastyczne, geotermalne spa pod gołym niebem Blue Lagoon
to tylko mała cześć atrakcji turystycznych, jakie ma do zaoferowania ta piękna wyspa.
Warto tam pojechać, wrażenia są gwarantowane, nie tylko wędkarskie, chociaż te są niezapomniane. Wyniki przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Łowiąc na zmiany z pozostałymi uczestnikami wyprawy z Islandii, Niemiec i Litwy we dwójkę z Hubertem złowiliśmy około 15 łososi a drugie tyle spadło nam podczas emocjonujących holi w rwącej rzece najeżonej skalistymi głazami, bystrzami i głębokimi dołkami.
To wszystko przez może 6-8 godzin efektywnego łowienia w ciągu półtorej dnia.
Łowiliśmy głównie 15 stopowymi dwuręcznymi muchówkami, na stosunkowo niewielkie muchy tubowe wiązane do tonących tipów.
Najwięcej ryb wyholowałem na niewielka czarno-czerwono-żółtą rurową muchę uzbrojoną w krotki, zadziwiająco nieduży pojedynczy hak o nazwie German Snaelda. Podczas łowienia sprzętem, pomocą w brodzeniu, doborze przynęt oraz nauką zarzucaniu sznura służyli nam doświadczeni przewodnicy.
Bez ich bezcennych, fachowych rad nasze wyniki wyglądałyby z pewnością zupełnie inaczej. 

Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem