26 listopada 2011 roku. Drakersi nad Jeziorkiem Czerniakowskim. Cel: sprzątanie brzegów tego akwenu, na którym poławia spora grupa naszych portalowych kolegów... Zbieraliśmy się od godziny 8.30, o 9.00 byli już prawie wszyscy, którzy zdeklarowali się przybyć.
Wszyscy zaopatrzeni w rękawiczki i pozytywne nastawienie. Pogoda nie była bardzo sprzyjająca, ale na szczęście nie padało... Plan był prosty, ruszamy w teren z workami, po napełnieniu których powrót i pobranie następnych.
Około południa miał być grill. Zdecydowanie najlepiej do dzisiejszego dnia przygotowana była Ela i Jej grupa (Ela, Iza i Tomek). Termos z kilkunastoma litrami gorącej herbaty z cytrynką oraz „kawa na zimno z mocą rozgrzewającą” to tylko kilka niespodzianek Eli i spółki...
Killerek z Bizonikiem rozdzielili worki...
Rozgrzani – ruszyliśmy z wigorem w teren.
Co tam zobaczyliśmy – to nasze!
Ale... warto popatrzeć!
Pierwsze powroty z pełnymi workami rozpoczęły się nadspodziewanie szybko!
Zamiana worków na nowe i w drogę!
Pełnych worków przybywało i przybywało...
W końcu przyszedł czas na zasłużone jedzonko i picie.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
I znowu Ela nas zaskoczyła!
Chlebek własnego porannego wypieku zrekompensował nam trudy sprzątania! Mnie osobiście najbardziej smakował chlebek o smaku czosnkowym, ale wybór smaków był znacznie większy...
A na koniec wyszło słoneczko i uśmiechnęło się do nas cieplutko
A ptaszki podpłynęły w podzięce!
Tak naprawdę na tej fotorelacji najlepiej by było skończyć...
Bo chyba nie ma sensu komentować takiego stanu naszych zbiorników wodnych. Jednak na usta same cisną się przekleństwa... Prawda jest taka, że nie uratowaliśmy dziś świata! Taka garstka ludzi nie zdziała nic!
Ale gdyby wyszło nas nawet tysiąc sztuk – to też na marne by poszło! Nawet na tak małej wodzie jak Jeziorko Czerniakowskie. Dopóki nad naszymi wodami królować będą idioci, którym nie przeszkadza, że śmiecąc kalają swoje gniazdo...
nic się nie zmieni! Sprzątanie po nich to takie syzyfowe prace i nic więcej! A wystarczyło by tylko zabierać ze sobą to co się przyniosło nad wodę! A wystarczyło by tylko nauczyć się wyrzucać śmieci do kosza, a nie obok!
A wystarczyło by niekiedy posprzątać wokół siebie i nie śmiecić „na wyjeździe”! Nic więcej nie potrzeba!!! Wystarczyło by... no właśnie... Tylko czy nie za dużo wymagam? Niektórym na pewno wydaje się, że za dużo!
Ale...
Mimo, że wcześniej napisałem, że to bez sensu, że to syzyfowe prace... Trzeba jednak próbować! Bo kiedyś może się uda. Może kiedyś zaskoczy...Dlatego po zejściu lodu, w kwietniu, proponuję ponownie spotkać się nad wodą z workami... Tak jak dziś… Bo mimo, że nic wielkiego nie zrobiliśmy, nic wielkiego ja nie zrobiłem – cieszę się z tego mijającego dnia...
I dziękuję wszystkim przybyłym za wspaniały dzień...
Zdjęcia autorstwa: Ela, Iza, Tomek, Bizonik, Paweł PS.
Szczególne podziękowania ode mnie (ale zapewne w imieniu pozostałych): Killerek – za inicjatywę, Bizonik – za organizację niezbędnych atrybutów, Elu – Ciebie zostawiłem na koniec – za stworzenie nieprzeciętnej, cieplutkiej atmosfery...
Do zobaczenia na wiosnę!!!
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem