W dniach 24-25 września nad zbiornikiem zaporowym zwanym często Domaniowskim morzem odbyły się kolejne z rzędu zawody wędkarskie Powitanie Jesieni 2011.W tym roku frekwencja dopisała ponad oczekiwania organizatorów.
Zawody rozpoczęły się zgodnie z harmonogramem. Po losowaniu numerków zawodnicy udali się na swoje stanowiska.
Do przerwy obiadowej panował nad wszystkim Kazik.
Udało nam się dotrzeć ok.
14:00 do namiotu sędziowskiego. W samą porę, bo akurat kończyło się leczo tradycyjnie przygotowane przez małżonkę naszego kolegi Bodzia.
Szybki posiłek, zajęcie domku (dzięki Kaziu za rezerwacje) a w drodze powrotnej obchód terenu zawodów.
Szybkie powitanie zawodników. Nie ma czasu na gadanie bo już czekają pierwsze obowiązki - jak zliczenie punktów z pierwszej tury.
Wyniki nie powalały na kolana, ryby było znacznie mniej niż w poprzednim roku.
Część zawodników nastawiła się na leszcza, który jest dominującym gatunkiem.
W zeszłym roku łowiący go zawodnicy osiągali 20.000 punktów.
Parę osób postawiło na karpia.
Albo wszystko albo nic. Okazy z Domaniowa potrafią przechylić szalę zwycięstwa. O dziwo nie zauważyłem zawodników chcących skusić szczupaki i sandacze. Część zawodników deklarowała zamiar połowu sandaczy przy pomocy filetów.
Chwila przerwy to czas dla Kazika na rozłożenie swojego stanowiska.
W tym roku zaczyna ostatni. Cała organizacja spoczęła na jego barkach i nie miał jeszcze czasu zająć swojego stanowiska.
Kazik nastawił się na karpie i starał się zwabić je nęcąc rakietą mieszankę kulek i zanęty.
Powoli zapadał zmierzch i zostało rozpalone tradycyjne ognisko z kiełbaskami.
Jest to najlepszy czas by podzielić się swoimi strategiami na noc, planowanym połowem i zwykłymi wędkarskimi opowieściami.
W nocy sygnalizatory co raz rozbrzmiewają zmuszając zawodników do karkołomnych skoków przez płot.
Pojawiły się również długo oczekiwane sandacze. Choć nie porażały rozmiarem zapewniały dobrą ilość punktów (x1,5pkt.). Odnotowano również węgorze, jednak nie osiągnęły regulaminowego wymiaru.
W nocy razem z sędziami PZW robię jeszcze obchód i możemy spokojnie zasiąść do ogniska.
Pieczenie kiełbasek i rozmowy trwają do 4 nad ranem kiedy w końcu udajemy się na spoczynek. Trzeba się zdrzemnąć przed ostatnim najważniejszym ważeniem które może zadecydować o sytuacji na podium.
Wstajemy rano akurat by zdążyć na strzał kończący zawody.
Udajemy się z sędziami na ostatnie ważenie. Zawodnicy zgłaszali ryby ale bez rewelacji. W nocy niewiele się działo z wyjątkiem stanowisk gdzie żerował lecz i drugiego gdzie pojawiły się sandacze.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Powoli dochodzimy do ostatnich stanowisk i tu niespodzianka. Jacek Błędowski, zwycięzca zeszłorocznego Powitania Jesieni stoczył pojedynek z Robertem Woźniakiem.
Jak pokazały późniejsze wyniki o wygranej zadecydował jeden leszcz.
Udaliśmy się do namiotu, który oprócz funkcji reklamowej był również magazynem z nagrodami.
W tym roku na pewno ich nie zabrakło.
Główną nagrodę, elektryczny silnik Daiwa 48lb ufundował Rapa Sklep Wędkarski s.c. O nagrodę za drugie miejsce zadbał kolejny sponsor, firma Daiwa-Cormoran Sp z o.o. z Warszawy fundując wysokiej klasy kołowrotek Team Daiwa R4.
Nagrodę za trzecie miejsce ufundował Sklep Wędkarski Okonik z Radomia. Zajęcie tej lokaty oznaczało wygranie fotela karpiowego. Dodatkowo każde miejsce na podium miało zapewniony miły pakiet upominków od firmy Globol.
Nagrody za 4,5 i 6 miejsce ufundował Rapa Sklep Wędkarski s.c. Pierwsza trójka poza podium otrzymała feedery Daiwa i kołowrotki Shimano. Dodatkowo każdy z zawodników otrzymał pakiet zanęt GUT-MIX.
Ponadto trzem zawodnikom z poza finałowej szóstki mogło dopisać szczęście w losowaniu nagród pocieszenia. Kołowrotek Daiwa Procaster od Team-Rapa.pl, spinning Byron od Sklepu Wędkarskiego Okonik, karton zanęty Edmunda Gutkiewicza czekały na szczęśliwców.
Tradycją jest to że z Powitania Jesieni nikt nie wychodzi z pustymi rękoma każdy z zawodników otrzymał wobler firmy SIEK-M, która jak co roku przekazała wybór woblerów ze swojej szerokiej oferty.
Punkty zostały zliczone i rozstrzygnęło się kto wygrał a komu nie dopisało szczęście.
Na wręczenie nagród przybył przedstawiciel firmy Daiwa-Cormoran Pan Marcin Szczepaniak.
I Miejsce zajął zwycięzca zeszłorocznej edycji Powitania Jesieni Jacek Błędowski uzyskując 9455 punktów.
II miejsce zajął Robert Woźniak uzyskując 8375 punktów.
Zaważył jeden dorodny leszcz ale tak czasem bywa.
III miejsce zajął Karol Wiaderek uzyskując 7372 punktów.
Nocne skoki przez płotki zapewniły mu miejsce na pudle.
IV miejsce zajął Rafał Mieszczakowski uzyskując 7215 punktów.
V miejsce zajął Marcin Błędowski uzyskując 5725 punktów.
VI miejsce zajął Mariusz Więchowicz uzyskując 4035 punktów.
W losowaniu nagród najwięcej szczęścia mieli:
- Bodzio wygrywając kołowrotek od team-rapa.pl - Krzysztof Wiaderek wygrywając spinning od Sklepu Okonik - Tomasz Burak wygrywając 20kg zanęty od firmy GUT-MIX.
Zawodnicy losowali woblery firmy SIEK-M i powoli zbierali się do domu.
Nadszedł czas na zdjęcie grupowe.
Oby w przyszłym roku frekwencja równie dopisała i by udało się przekroczyć liczbę 30 stanowisk.
Na zakończenie chciałbym podziękować wszystkim zawodnikom za tak liczne stawienie się na zawodach.
Kołu 25 z Radomia i jego przedstawicielom, którzy pomagali przy organizacji i sędziowaniu w trakcie zawodów. Wszystkim wymienionym wcześniej sponsorom. Największe podziękowania należą się Kazimierzowi Sadło, bez którego kolejne Powitanie Jesieni 2011 na pewno by się nie odbyło.
Do zobaczenia za rok! PS. Uważajcie na żaby one potrafią zjeść więcej niż można by przypuszczać ;) I mała niespodzianka na koniec. Znany wszystkim użytkownikom portalu shrap-drakers.pl Waldi dodał kilka słów od siebie :)
Relacja Waldka
Z dwugodzinnym opóźnieniem wreszcie udało mi się dojechać do Radomia, gdzie czekał już na mnie Kaz i bez dalszych już komplikacji dotarliśmy nad Zbiornik Zaporowy w Wólce Domaniowskiej około 16.Na miejscu czekał już na nas wraz ze swoją Panią (pozdrowienia dla Eli) „Spinstar”, wkrótce zaczęli zjeżdżać się coraz to inni uczestnicy zawodów i sponsorzy (sklep wędkarski Okonik) w osobie „Super Gościa” Sławka.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
A ponieważ nie było jeszcze nikogo z koła Nr 25 Radom Miasto i nie było dodatkowych zezwoleń na Domaniów to w kilka osób zaczęliśmy od przygotowania całego zaplecza, czyli punktu „dowodzenia” tych zawodów.
Po rozbiciu namiotu i rozwieszeniu banerów reklamowych, oczywiście ognisko. W tym też czasie dotarli z W-wy kolejni „Drakersi” i jak to mówi porzekadło „nic koleżeństwa tak nie wzmacnia, jak przy ogniu integracja” a ponieważ z braku tych zezwoleń, treningowe łowienie nie mogło się odbyć byliśmy zmuszeni do treningu czysto teoretycznego.
Rozmowom o metodach i sposobach łowienia o tych pięknych okazach złowionych kiedyś nie było końca, o pływaniu po Wiśle w dziurawej łódce i o wielu śmiesznych sytuacjach, jakie się czasem nad wodą i na wodzie przydarzają również, długo będę te zawody pamiętał, oj długo.
Tak naprawdę to ciągle się śmieję gdy wspomnę opowieść Roberta o tej właśnie dziurawej łódce i opowieść innego z uczestników o żabie, która zjadała oj... cicho, psss. O tym niech napisze Rapa.
O sytuacjach wynikających przy tego typu integracji. Jednym słowem, było pięknie i sympatycznie, jak to bywa gdy się „Drakersi” do kupy zbiorą. Ale czym dalej w noc, tym więcej zostawało pustych krzesełek przy dopalającym się ognisku, dawało o sobie znać zmęczenie samą integracją jednym i zmęczenie dwudobowym dyżurem w pracy drugim, do rana przy ognisku pozostał Kaz i ja.
Około 5 rano dotarł sędzia główny, po wytyczeniu stanowisk, opisaniu ich na piasku patykiem bo nawet numerków nie wolno było wbijać w podłoże, przystąpiliśmy do losowania numerów startowych.
Organizatorzy w osobach, prezes koła Nr. 25 Radom Miasto, Kaz z ramienia „Shrapa”, oraz sędzia główny tych zawodów wygłosili okolicznościowe przemówienie, poinformowali wszystkich o przepisach na Domaniowie, życzyli nam wszystkim wspaniałych wyników, po czym każdy udał się na wylosowane stanowisko.
I wszystko byłoby wspaniale gdyby nie to, że ryby, te wielkie sumy i karpie całkowicie się tym nie przejęły, że to dla nich przyjechaliśmy na Domaniów i postanowiły z nami nie mieć nic wspólnego, całkowicie nas ignorując.
Poza jednym szczupaczkiem i trzema sandaczykami w tym jeden wymiarowy, oraz jednym sznurówkowym węgorzykiem. Duże leszcze też postanowiły trzymać się od nas z daleka, jedynie pojedyncze podrostki, takie do kilograma i w dwóch, czy trzech przypadkach przekraczające 1 kilogram sztuki były całym naszym osiągnięciem, co nie przeszkodziło zwycięskiej trójce osiągnąć taki wynik, który ich stawiał na podium tychzawodów.
Brawa dla zwycięscy, brawa dla zdobywców drugiego i trzeciego miejsca, brawa dla pozostałych zawodników, którzy zajęli czwarte, piąte i szóste miejsce. Brawo Panowie! Przede wszystkim Wielkie Brawa należą się Kazimierzowi Sadło „Kaz” za przygotowanie tych zawodów, bo wiem ile go to kosztowało czasu aby wszystko spiąć, jak to się mówi do kupy.
Wielkie brawa dla sponsorów, to dzięki nim, każdy z poza punktowanej szóstki zawodników brał udział w losowaniu nagrody niespodzianki, oprócz tego każdy z zawodników otrzymał upominek w postaci woblera, oraz środka odstraszającego tak uciążliwe nad wodą komary.
Wielkie brawa dla uroczej małżonki naszego kolegi Bodzia za bardzo smaczne leczo (przepraszam za pisownię fonetyczną) było takie, że palce lizać. Nie wiem jak inni uczestnicy, ale ja ze swojej strony w taki sposób chcę podziękować organizatorom, sponsorom i wszystkim, którzy brali udział w tych towarzyskich zawodach na Domaniowie!
Radomskie morze
[i]Zbiornik Dominiów – „Radomskie morze” piękna ta woda i otoczenie, wczoraj w lekko zielonym kolorze, lecz jakie to dla nas, dziś ma znaczenie.Wczoraj tam były wędkarskie zawody, tak jak co roku witaliśmy Jesień, pełne słońca, koleżeńskiej zgody, której nie zmącił żaden cień. Tak witać jesień, mogą tylko „Drakersi” gdy w koło zawiść i „wyścig szczurów” tu w koleżeństwie wszyscy byli pierwsi, tam nikt ze złości nie gryzł „pazurów” I mimo, że to były zawody, rywalizacji prawie nie było wcale, tam nikt nikomu nie robił szkody, jak w rodzinie czułem się wspaniale.
W tak miłym gronie czas szybko mija i nadszedł czas pożegnania, dobrze, że razem „pomoczyliśmy kija” i do rychłego wiosną spotkania. Grupą wspaniałą, taką jak tą w tym temacie nic się nie zmienia, spotkajmy się razem wiosną nad Wkrą, wiosną nad Wkrą – do zobaczenia.[/i] Z wędkarskim pozdrowieniem – waldi-54
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem