W pierwszą sobotę kwietnia postanowiliśmy odwiedzić miejsce IV Pucharu Shrapa, umówiliśmy się nad rzeką, żeby porozmawiać o zawodach i pospacerować nad piękną, wiosenną Wkrą. Mario był już na miejscu o 7 rano, ja jak zwykle zaspałem ale kilka minut po telefonie od Mariusza pędziłem już w kierunku Ciechanowa i po godzinie znalazłem się we Wkrze.
Zaparkowałem za busem Mariusza i szybko zrobiłem zdjęcie starej chatki, którą powinni zapamiętać Ci, którzy wybierają się na zawody 7 maja - ten widok oznacza że jesteście już bardzo, baaardzo blisko!
Założyłem wodery, złożyłem sprzęt i pełni radości spoglądałem na dolinę Wkry skąpaną we wiosennym słońcu!
Widok przyrody i zapach wiosennej wody jest naprawdę bezcenny, zwłaszcza po długiej i ponurej zimie.
Uzbrojony w dwa kije, wklejankę Dragona i można powiedzieć kleniowego Black Stara ruszyłem na pierwszą burtę.
Zmieniając co chwila wędki i przynęty, przeskakując przez zapory na łąkach w postaci drutów kolczastych i podupadłych drewnianych płotków, bez brania dotarłem na super miejscówkę.
Na zdjęciu wygląda może niepozornie, ale...
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
pozory mylą! Piaszczysta łacha łagodnie przechodzi w piękną rynienkę, tworzącą się pod nawisami traw. Cudo! Zatrzymałem się tutaj na dłużej - bo rybę było dosłownie czuć a ja już kombinowałem na czym ustawić aparat do zrobienia sobie fotki z kleniem.
Niestety z marzeń o rybie wyrwał mnie dość szybko Mario, który zaatakował znienacka wyłaniając mi się zza pleców.
Dowiedziałem się szybko, że to ze mnie tylko taki cienki bolek!
Mario złapał już klenia, jeden mu spadł i zaliczył jeszcze przyłów w postaci ryby objętej jeszcze okresem ochronnym. Trochę podniosło mi się ciśnienie, bo ja ciągle bez brania... no ale cóż...
tak to jest czasami, że lepszy nie zawsze wygrywa! Mario oddał kilka ostatnich rzutów i w oddali pojawił się Piotrek. Zrobiliśmy sobie chwilę przerwy na pięknej łące i grzejąc się na słońcu jak foki gadaliśmy o majowych zawodach.
Konsultacje odbywały się nawet telefonicznie.
Bardziej rozmawiając i cykając fotki niż łowiąc pokonaliśmy kolejny meander idąc w stronę zaparkowanych samochodów.
Na parkingu przezbroiłem sprzęt, Mario przezbroił ubiór, Wozik uciekł już do domu. A ja ciągle byłem głodny ryby, a chociaż jednego pobicia... Tym razem poszliśmy w górę rzeki, rozdzielając się o kilka zakrętów.
Skradając się na kolanach po brzegu zobaczyłem spadającego na wodę owada. Zniknął z cmoknięciem zanim zdążył odkleić się z powierzchni! Szybka zmiana przynęty i rzut pod drugi brzeg. Czekam w napięciu a wobler wachlarzem schodzi pod mój brzeg.
I nagle kleniowe kopnięcie wyostrza mi wszystkie zmysły, jednak chyba za słabo bo nie udaje mi się zaciąć ryby. Kolejny rzut, tym razem bliżej środka rzeki i bach! Siedzi, dwa mocne bujnięcie kijem, adrenalina buzuje i ryba znowu spada.
Klnę pod nosem, oglądam woblera, kotwiczki... i słyszę zza zakrętu jakieś głosy, które jak się za chwilę okazało należały do dwóch kajakarzy. Przepłynęli po cichu pod drugim brzegiem, ale uprzejmość nie pomogła.
Klenie zniknęły. Poszedłem kilkanaście metrów niżej i sytuacja się powtarza. Mam po kolei około 5 uderzeń, doskonale czuję ryby przez chwilę na wędce i za każdym razem spadają. Nie pomaga zmiana wobka, bo brania są tylko na tego jednego, a raczej były.
A to o to ten niedoszły killer.
Zza pleców znowu wyłonił mi się Mario, wlazł do wody, narobił zamieszania i tyle żeśmy kleni widzieli!
Do następnego razu Wkro!
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem