W telewizji same konkursy audiotele, czasami jakaś powtórka . No ale cóż nie warto się już spać :) W końcu nadchodzi godzina 2:30. Wędrówka do kuchni, przygotowanie kawy i lekkiej wałówki :) W końcu wsiadam w suzukę i gnam po Piotrka do Ząbek , potem w przyjemnej atmosferze udajemy się w okolice Wierzbicy, gdzie czeka już szwagier i pakujemy się na łódkę. W końcu wypływamy.
Mimo że godzina wczesna na wodzie widać już kilka łódek. dopływamy na wcześniej wytypowaną miejscóweczkę. Rozkładamy wędki i zaczynamy połowy. W dosyć krótkim czasie Piotrek zacina skróta, a Bartek pod naszym okiem uczy się spinningu.
W końcu i u mnie się coś uwiesiło, ale nie raczyło się nawet pokazać :) Zapada decyzja o zmianie miejscówki, wypływamy na rozległą zatokę, moją uwagę przykuwa samotna kępa trzciny na środku tejże zatoczki.
Najpierw obrzucam gumą z jednej strony, nic, żadnego efektu. Już mam obrzucać drugą stronę kiedy widzę że Piotrek odwraca się, szybkie spojrzenie sobie w oczy, i nasze przynęty lądują w odległości 0,5 metra od siebie.
Piotrek ściąga i nic, ja po 4 obrotach korbką mam uderzenie. Wędka lekko się ugina, mówię do chłopaków że coś mam, ale chyba nie duże. Im bliżej łodzi tym kij gnie się bardziej, a ryba rozpoczyna walkę.
Kołowrotek zaczyna grać, nagle patrze a to okoń, baaa OKONISKO :) Chłopaki przestają rzucać i obserwują moją walkę z rybą. Kij dosyć mocny a jednak gnie się jak witka. Widzę przynętę wystającą z pyska okonia, więc jest płytko zahaczony.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Wołam o przygotowanie podbieraka, a wtedy pada pytanie "a wziąłeś ??". No tak, podbierak śpi sobie między fotelami w suzuce . No cóż trzeba okonia zmęczyć i spróbować podebrać ręką. Jeszcze trochę walki, jeszcze kilka szarpnięć i ryba już zmęczona przy burcie.
Wkładam rękę pod brzuch, szybki ruch i okoń już w łodzi . Moja niesamowita radość . Szybkie mierzeniem, miarka pokazuje równe 39 cm :) A więc rekord życiowy ze Szwecji pobity. Jeszcze tylko kilka zdjęć, buzi i do wody.
Okoń chwile stoi przy rufie, wkładam więc rękę aby mu trochę pomóc, a ten skubaniec w tym momencie dziab mnie w palucha i szybciutko zanurza się w odmętach Narwi. Ufff no pięknie życiówka pobita.
Chwila odpoczynku. Zmieniamy miejsce, obławiamy ciekawe miejsce, gdzie wcześniej zauważyliśmy atak dużej ryby. W pewnym momencie obracam się, rzut w kierunku grążeli, dosłownie pół obrotu korbką i mega uderzenie w gumkę.
Krzyczę do chłopaków "SIEDZI!!!!". Tym razem od razu czuję że to duża ryba. Nagle wyskok i naszym oczom pokazuje się piękny co najmniej metrowy szczupak. W głowie od razu pojawia się myśl o podbieraku, który cały czas leży sobie spokojnie w aucie, no ale jest jeszcze grip.
Kij pracuje pięknie. Nagle Szczupak decyduje się na długi odjazd, kołowrotek gra na najwyższych obrotach, nagle stop , ja zaskoczony, widzę pleciona nie jest naprężona tak jak wcześniej. Zaczynam zwijać najszybciej jak potrafię, ale efektu nie widać.
Ryba zasuwa prosto na łódkę. Chwilę później już tylko sama przynęta zostaje mi na kiju. Z kocią mordą i trzęsącymi się rękami zapalam papierosa. Ufffff no skubianiec okazał się mądrzejszy ode mnie.
No ale cóż pobić dwa życiowe rekordy to by było za dużo jednego dnia:). W każdym razie wiem gdzie ta metrówka mieszka i kiedyś na pewno się spotkamy :))) 
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem