Do poruszenia tematu pływania pontonem po Wiśle zbierałem się już od dłuższego czasu. Ale bezpośrednim zapalnikiem, który spowodował, że w końcu popełniłem ten tekst było kilka komentarzy pod moją ostatnio opisaną wiślaną przygodą 2010.
Zresztą zdarzało mi się również we wcześniejszych rozmowach słyszeć zapytania czy to aby bezpieczne. Krótko mówiąc słyszę niekiedy: wariat jesteś czy tylko niespełna rozumu…? Więc postanowiłem przybliżyć nieco to moje pływanie po Wiśle, artykułując zarówno radości jak i niebezpieczeństwa.
Zacznę od prostego pytania: Dlaczego w ogóle pływam po Wiśle? Wbrew pozorom pytanie to jest zasadne, a odpowiedź złożona. Ryby nad Wisłą łowię od dziecka, grubo już ponad 30 lat. Wisła była naturalnym przedszkolem, podstawówką i szkołą średnią mojego wędkarstwa.
Lecz w pewnym momencie chyba znużyłem się tą nauką. Zacząłem poszukiwać innych wód, coraz częściej bywałem nad Narwią, Bugiem czy Zalewem Zegrzyńskim. Niekiedy wywiewało mnie jeszcze dalej.
Doszło do momentu, że więcej czasu spędzałem poza Wisłą niż nad Nią. Taka zdrada na wielką skalę!!! Więc przyszło opamiętanie. Ale żeby zdrada już nigdy więcej się nie zdarzyła w tak wielkim wymiarze postanowiłem urozmaicić sobie to współżycie.
A naturalną koleją rzeczy stał się pomysł o pływaniu… Dlaczego ponton? W temacie pływania po Wiśle rozważyć można trzy opcje: - wiślana pychówka, - porządna wiślana łódka, - ponton.
Nie będę owijał w bawełnę, dla mnie możliwa była tylko trzecia opcja!
Bo ja wędkarstwo kojarzę jednak z ciszą, spokojem.
Tego szukam nad wodą. Przy czym PODKREŚLAM: dwie pierwsze opcje z punktu widzenia bezpieczeństwa i efektywności połowu są dużo lepsze!!! Jednak ja jak chciałbym posłuchać ryku silników mogę udać się nad Zalew.
Pływanie pontonem po Wiśle Od samego początku mojego pomysłu na wiślane pływanie zdecydowany byłem na spływy. Jako napęd miały mi służyć: wiślny nurt oraz praca własnych ramion. Z kolei wielkość pontonu narzucała się sama: musi być mały, a przede wszystkim lekki!
Bo spływ to nie jest podjechanie rano samochodem nad wodę, zrzucenie pontonu, zaparkowanie, a potem z tego samego miejsca wieczorny odwrót. Mój jednodniowy spływ to jednak niekiedy ponad 20 kilometrów, więc taka opcja odpada!
Oczywiście sporadycznie można kogoś zaangażować do przywózki i odbioru w innym miejscu. Ale nie zawsze jest taka możliwość. Więc ten ponton muszę jakoś dotargać nad Wisłę, a potem go z niej wytargać!
I lekkość jest tu warunkiem koniecznym. Porządne, profesjonalne pływadła ważą dużo więcej, kilkadziesiąt kilo. Natomiast ja pływam pontonem firmy Sevylor długości 2,5 metra. Gdzieś przeczytałem, że to najporządniejszy spośród… ceraciaków!
I pewnie coś w tym jest. Bo masa mojej dwu i półmetrowej jednostki to niecałe 10 kg! Więc i materiał raczej do najgrubszych i najsolidniejszych należeć nie może…. Aczkolwiek 5 komór, z czego dwie główne duże, dmuchana podłoga, solidne zawory bostońskie, wzmacniana część spodnia, całkowita wyporność około 400 kg – dają jakieś tam poczucie bezpieczeństwa.
Za to mogę z nim dotrzeć w dowolne miejsce, zwodować go nawet z wiślanej burty, a spływ skończyć kiedy mi się będzie chciało. Bo trzeba sobie zdać sprawę, że w miarę dogodnych możliwości zwodowania większej jednostki niż moje pływadło jest na prawym brzegu na odcinku dwudziestu kilometrów od Mostu Siekierkowskiego w górę raczej niewiele.
Główka na wysokości Karczewa i Przystań Sum tuż przed mostem. I to raczej wszystko! A wodowanie w nieodpowiednim miejscu może skończyć się nieciekawie.
Pierwszy wiślany spływ Jestem pewien, że do końca życia nie zapomnę swojego pierwszego wiślanego spływu!
Pamiętam jak dziś… Połowa maja… Stanąłem o świcie z całym majdanem na moście na Świdrze. Spojrzałem w dół na tę niewielką rzeczkę… Pięknie było… A po pół godzinie z niecierpliwością, ale i pewną obawą odbiłem od brzegu.
Do przepłynięcia tą malutką rzeczką miałem około kilometra, kilka razy musiałem wyjść i przeciągnąć ponton przez płyciznę czy między leżącymi drzewami.
Ale w końcu dopłynąłem do ujścia!
Wpłynąłem w objęcia Królowej… Poczułem się jak mały żeglarz na Wielkiej Rzece! I wtedy właśnie to się stało! Ponownie zakochałem się w Wiśle!!!!
Wiem, że tym razem już na zawsze!
Tamtego roku wiele spływów odbyłem! Właściwie to cały sezon poświęciłem badaniu Wisły! Uczyłem się Jej od nowa! Uczyłem się szacunku dla Jej kaprysów. Podziwiałem piękno! Odkrywałem na nowo!
Nic już nie mogło mnie powstrzymać w dalszej eksploracji Jej zasobów tym sposobem! Podstawowe czynniki wpływające na pływanie Planowanie każdego weekendu wędkarskiego zaczynam od sprawdzania pogody i stanu wody pod kątem Wisły.
Bo właśnie te dwa czynniki musi brać pod uwagę każdy, kto będzie próbował organizować sobie wiślane spływy pontonowe bez silnika. Pogoda Ponton charakteryzuje się bardzo małym zanurzeniem, a jednocześnie sporą powierzchnią i niewielką wagą (przypominam, że piszę tu o łupinkach pokroju mojego Sevylorka).
Czyli jest to jednostka bardzo sprytna, natychmiast reaguje na każdy ruch wioseł. Jest to wielkim plusem w manewrowaniu między wystającymi zatopionymi drzewami czy innymi zawadami. Ale niestety również bardzo mocno reaguje na wiatr.
Wisła płynie, ujmując to ogólnie, z południa na północ. Czyli i naturalny spływ pontonu jest w kierunku północnym. Lekki wiaterek nie ma wpływu na nasz spływ. Ale silniejsze podmuchy musimy już wziąć pod uwagę.
Mocniejsze wiatry z kierunków wschodnich czy zachodnich umożliwiają nam spływ, pod warunkiem, że pływamy blisko brzegu, osłonięci od wiatru. Fakt, nie da się wtedy poszaleć po całej Rzece. Z kolei przy silniejszym wietrze z południa, czyli w plecy, wiatr wieje po całej szerokości, spływ jest zbyt szybki, wędkowanie utrudnione.
A SILNIEJSZY WIATR Z KIERUNKU PÓŁNOCNEGO SPŁYW PONTONEM WYKLUCZA!!! Dlaczego? Ponton działa jak żagiel, nawet mocna praca wioseł plus prąd wody nie jest w stanie na dłuższą metę zrównoważyć przeciwnego wiatru.
W 2009 roku miałem taki właśnie przypadek. Prognozy co do wiatru całkowicie się nie sprawdziły. Już jak ruszyłem z wysokości Karczewa coś mi się nie spodobało. A jak wypłynąłem na szersze wody, okazało się, że może i płynę, ale… w miejscu!
W każdym razie spływ tego dnia skróciłem do trzech może kilometrów. Miało być dobre 20 kilometrów do Siekierkoszczaka, a skończyłem u ujścia … Świdra!
A co jeszcze, ważniejsze, wiatr wiejący pod prąd tworzy sporą falę.
Niesie to ogromne zagrożenia. Ale o tym szerzej napiszę przy opisywaniu czyhających na nas niebezpieczeństw. Aktualny stan wody Czynnik równie ważny jak pogoda! Wisła, w odróżnieniu od innych dużych rzek Mazowsza, wypływa z gór.
Ma to ogromne znaczenie dla jej wahań wody. Naturalne podniesienie wód na wiosnę, tradycyjna czerwcowa Janówka, te fakty są znane każdemu wiślakowi. Również intensywne deszcze potrafią podnieść poziom wody w ciągu dwóch-trzech dni nawet o kilka metrów.
A poprzedni rok to już w ogóle była katastrofa. Ale pamiętać też trzeba, że Wisła potrafi nas obdarzyć i w drugą stronę! Czyli niżówką! Niżówka jest trudnym okresem do pływania, ale również i wdzięcznym.
Mnie niżówka kojarzy się przede wszystkim z piaskiem, latem, słoneczkiem, przykosami, lataniem na bosaka po płyciznach, itp... Ale także kojarzy się z utrudnieniami w mojej żegludze pontonem. Bo niżówka to mnóstwo łach, piaskowych wysp.
To także ogromne połacie wystających, zatopionych kiedyś na skutek osuwów brzegów, drzew. To mnóstwo przesuwających się piasków czyli przykos. Generalnie niżówka niesie sporo niedogodności dla jednostek pływających.
Ale właśnie ponton jest najlepszym lekiem na tak niskie stany wód. Ze względu na znikome zanurzenie przechodzi nad płyciznami rzędu 20-30 centymetrów. Jak nie przechodzi – łatwo go przeciągnąć, wszak ponton jest leciutki.
A pontonem bez silnika to już w ogóle wszędzie można sobie poradzić!
W tym miejscu chciałbym przestrzec.
Najczęściej pokonywanymi wypłaceniami podczas niżówki są przykosy. Jeżeli szczyt przykosy jest tuż pod wodą – konieczne będzie wyjście z pontonu i przeciągnięcie go przez przykosę. NA PRZYKOSIE UWAŻAJMY BARDZO!!!
Przykosy są to przesuwające się warstwy luźnego piasku. W piasku tym można się niebezpiecznie zapaść, aczkolwiek najczęściej góra do kolan czy ud. Ale szczyt przykosy jest bardzo niebezpieczny, bo za nim zawsze jest gwałtowny uskok.
Niekiedy jest tam metr wody, ale niekiedy i cztery metry głębokośći! Zsunąć się tam po piasku jest łatwo. TO NAPRAWDĘ JEST REALNE NIEBEZPIECZEŃSTWO!!! Dlatego przeciągając ponton starajmy się być tuż przy nim, nie róbmy tego na długiej lince!!!
Dodatkowo dla orientacji podam przykładowo stany wody na wodowskazie w Warszawie i moją osobistą interpretację. Stany te można zaobserwować na stronie http://www.pogodynka.pl/polska/hydro/wisla/: - do 150 centymetrów – niżówka, na 100% nasz ponton będziemy przeciągali nad przykosami, - od 150 do 300 cm – stan średni, bardzo korzystny do pływania, - od 300 do 400 cm – woda wysoka, ale jeszcze można pływać, choć woda dość nieczytelna (szczególnie w górnej części tego stanu), przy takich stanach konieczna jest dobra znajomość Rzeki, - powyżej 400 – woda bardzo wysoka, moim zdaniem dyskwalifikująca pływanie małym pontonem po Wiśle!!!
Jako ciekawostkę podam, że najniższą wodę jaką pamiętam za swojego życia to 66 cm na wodowskazie w Warszawie. Tak niskie stany zdarzały się podczas kilkuletnich niżówek w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
A najwyższy stan pamiętamy wszyscy z zeszłego roku… Liczne zagrożenia i sposoby minimalizowania niebezpieczeństw No i w końcu doszliśmy do sedna tego tekstu. Czyli co zrobić, aby pływanie było radością, a nie nadmiernym i niepotrzebnym ryzykiem.
Do podstawowych zagrożeń zaliczam wspomniane wcześniej niekorzystną pogodę oraz gwałtowny przybór, ale także niemożność dobrej obserwacji powierzchni wody, pływanie w ostrym nurcie, wiślane wiry, stan techniczny pontonu, nieodpowiednia odzież, własne samopoczucie.
Otóż ja kieruję się kilkoma zasadami, które są u mnie nie do złamania!!!! Nieprzyjazna pogoda Wystarczy spojrzeć na moje fotki z wiślanych spływów. W większości są one robione w dni słoneczne, rzadko widać padający deszcz, na powierzchni wody nie widać większych fal.
Każdy wędkarz z reguły stara się śledzić prognozę pogody, ale moim zdaniem, dla wędkarza wybierającego się na spływ po Wiśle jest to OBOWIĄZEK. Ja przede wszystkim wykluczam dni, kiedy średnio albo mocno wieje z północy, wykluczam dni z potencjalnymi burzami, nie wypływam również, kiedy zapowiadany jest rzęsisty opad deszczu.
I nigdy nie mam sobie za złe, że nie popłynąłem, nawet gdy prognozy się nie sprawdzą. PAMIĘTAJMY - NIE RYZYKUJMY NIEPOTRZEBNIE!!! Przy czym dopuszczam taką niekorzystną pogodę w przypadku, kiedy ponton jest dla mnie jedynie transportem (np.
na wyspę), a całe wędkowanie odbywa się z lądu. Wtedy taka pogoda mi niestraszna, a zagrożenie oceniam jako zwykłe wędkarskie. Gwałtowny przybór Czas równie niekorzystny jak zła pogoda!
Na odcinku mazowieckim prognozowanie stanu wody na dzień czy dwa do przodu nie stanowi żadnego problemu! Odpala się komputer, wchodzi na wcześniej wspomnianą już stronę: http://www.pogodynka.pl/polska/hydro/wisla/ i analizuje się stan Wisły w Warszawie oraz powyżej.
Znaczna zmiana w ciągu ostatniej doby na plus w Puławach (czyli około 100 km w górę Rzeki) musi w nas włączyć bezwarunkowy alarm i automatyczną decyzję: NIE WYPŁYWAM!!!! Za znaczny wzrost ja uważam metr i więcej.
Dlaczego to takie ważne? Woda przyborowa jest mętna, dodatkowo nurt zwiększa swoją szybkość. A gwałtowne przybory często potrafią nieść w swoich nurtach całe drzewa czy konary, o różnych śmieciach nie wspominając.
Obserwacja powierzchni wody W dużej mierze jest zależna od opisanych powyżej pogody i stanu wody. Kontynuujmy temat gwałtownego przyboru. Przybór oprócz mętnej wody funduje nam stopniowe zalewanie odkrytych wcześniej ”obiektów” takich jak główki, duże karpy osadzone na dnie, czy różnego rodzaju śmiecie (butelki, puszki) pozostawione przez wędkarzy.
Nie muszę chyba ostrzegać jakie jest to zagrożenie dla naszego delikatnego pontonu. Obserwację wody pogarsza również wszelkiego rodzaju fala, nawet nieduża, powstająca pod wpływem wiatru. Z uporem maniaka przypominam: wiatr wiejący pod prąd UNIEMOŻLIWIA odpowiednią obserwację powierzchni wody i tego co pod nią jest!!!
Wprawne oko doświadczonego wiślaka podczas dobrej pogody potrafi wychwycić każdy zwarek pojawiający się na powierzchni wody.
Często na przykład „ożywienie powierzchni wody” wskazuje na zbliżanie się do przykosy. Ale również delikatnie przykryta rafka potrafi zmarszczyć wodę. I o ile przykoska nie jest dla naszej jednostki wielkim niebezpieczeństwem, to już ostre kamienie rafki mogą przysporzyć nam nieco kłopotu w postaci nadwyrężenia dna.
Więc w takich przypadkach, jak nie mamy pewności co pod nami, warto mieć na pokładzie półtorametrowy kawałek sztywnego kija. Obicie nim dna powie nam wyraźnie czy to jest piasek czy kamienie lub żwir.
Dodam tylko, że np. widełki wędkarskie, takie z ostrym zakończeniem, nie są dobrym rozwiązaniem, gdyż zbyt łatwo wpadają w dno i nie informują nas dokładnie o jakości podłoża. Natomiast najgorszym możliwym niebezpieczeństwem jest niezauważenie większej przeszkody.
Na Wiśle wiele jest wystających, mocno umocowanych konarów leżących na dnie. Pamiętajmy, że drzewo, które leży zakotwiczone w suchym piasku, w miarę podnoszenia się wody jest coraz mniej widoczne, z czasem zostaje całkiem zakryte przez wodę i jedynym jego śladem jest garb na wodzie.
Powinniśmy unikać przepływana nad takim garbem, ale również blisko niego, bo nigdy nie wiadomo jakie odgałęzienia to może mieć.
Wszystkie te niebezpieczeństwa, które można zauważyć obserwując powierzchnię wody narzucają jedyny sensowny i konieczny sposób spływania: TWARZĄ W KIERUNKU PŁYNIĘCIA!!!
Do tego również wrócę jeszcze w dalszej części tego tekstu.
Pływanie w ostrym nurcie Temat ten w znacznym stopniu powiązany jest z obserwacją wody.
Ale jest jeszcze inny aspekt silnego nurtu. Płynąc głęboką rynną bardzo kusi, aby zatrzymać ponton, podać przynętę na dno. Szczerze powiedziawszy – nie polecam. Do tego sposobu wędkowania bardziej odpowiednia jest mocniejsza jednostka, koniecznie z silnikiem.
Opiszę jedną taką sytuację, która bardziej zadziała na wyobraźnię niż jakiekolwiek teoretyzowanie. To była rynna, jakieś cztery metry pode mną, dość szybki nurt. Gorąco, słońce przygrzewało, dopiero co upuściłem trochę powietrza z pływadła, więc pontonik nieco „miękki”.
Coś mi walnęło do głowy, żeby zatrzymać się i porzucać. Kotwica do wody, wtedy jeszcze używałem ciężarka prawie dziesięciokilowego. Opuszczając poczułem, że na dnie piękny żwir. Złapałem za wędką, rzuciłem.
Niestety, czuję, że ciężarek przesuwa się po kamiennym dnie. I nagle czuję szarpnięcie!!! Pontonem zaczęło gwałtownie kolebać na boki. Otóż przesuwający się po dnie ciężarek wpadł w zaczep, a napór wody zaczął przytapiać nieco słabo napompowany ponton.
Szarpanie nic nie dawało, na szczęście miałem zamocowaną pompkę do zaworu. Ze dwadzieścia „pompnięć” poprawiło sytuację, ale i tak próby podciągnięcia się na lince pod prąd w celu uwolnienia ciężarka powodowała niebezpieczne przytopienia.
Sytuacja nieco niezręczna, co nie? Taki pat po prostu! Rwąca głęboka woda, zaczep mocno trzyma… gorączkowo zacząłem szukać w kieszeniach plecaka noża do odcięcia linki... Ale nagle… zaczep puścił!
Opisałem to, żeby ostrzec – SILNY NURT NIE JEST MIEJSCEM ŁOWIENIA RYB Z PONTONU BEZ SILNIKA!!! A ja od tego czasu używam ciężarka pięciokilowego. Żeby nie kusiło parkować w silnym nurcie! Wiślane wiry Jest to zagrożenie, oczywiście!
Wisła jest raczej ostrą wodą Natomiast ponton wydaje się jakby stworzony do pokonywania wirów. Mam taki jeden konkretny wirek! Ukształtowanie wysp sprawia, że ten wir jest zawsze, bez względu na poziom wody.
Opiszę go dokładnie. Kilkaset metrów wcześniej Wisła zaczyna się nieco zwężać. Spowodowane to jest obecnością kilku wysp. Nurt przyspiesza, a głębokość zwiększa. Płynę coraz szybciej, sonda wskazuje 4 metry, potem 5, w końcu rynna ustala się na głębokości ok.
6 metrów. Prędkość znacznie wzrasta, w pewnym momencie część nurtu gwałtownie odbija od dużego załamania brzegu, zmienia kierunek, robi się taki mega odkos i ponownie łączy się z resztą.
Dodatkowo dochodzi jeszcze inny strumień wody, okalający wyspę leżącą nieco powyżej. Wszystkie trzy nurty tworzą wielki wir, a sonda pokazuje, zależnie do poziomu wody, 10-12 metrów głębokości.
Jakież tam sumy muszą siedzieć!!! A ja w tym, czasie siedzę w pontonie, trzymam się kurczowo burt, ponton wpadając w wir z wielką prędkością nagle zatrzymuje się w miejscu, przerażenie maluje się zapewne w oczach!
Mówię Wam, poezja, zastrzyk adrenaliny na kolejny tydzień!!! Ale nawet tak mały ponton… daje spokojnie radę, wir może go co najwyżej obrócić, wciągnąć na pewno nie. Nie mam pojęcia jak by zachowała się w tym wirze łódka.
Ale nie opisuję tego bez przyczyny. Bo pierwszym razem jak w to wpłynąłem nie zdawałem sobie jeszcze sprawy z potęgi tego wiru. I jak ten wir nagle zatrzymał ponton w miejscu – niewiele brakowało, abym wyleciał za burtę!
Tyle razy już wpływałem w ten wir, a jeszcze nie mam stamtąd konkretnego, ostrego zdjęcia. Ciekawe, nurt za szybki czy mi się ręce tak trzęsą?
Ale generalnie – NA WIRY UWAŻAJMY!
Zły stan techniczny pontonu Z jednej strony chyba nie powinienem o tym pisać, bo to oczywiste.
Ale z drugiej strony – FUNDAMENTALNIE WAŻNE! Ja ze trzy czy cztery razy w roku rozkładam ponton na ogródku, pompuję, myję go dokładnie, przy okazji sprawdzając czy powietrze gdzieś nie schodzi, sprawdzam zawory.
Nawet jak nic nie zauważę, to i tak zostawiam ponton napompowany na kilka godzin. Jeżeli powietrza trochę zejdzie – poszukuję minidziurek. Materiał, z którego jest wyprodukowany to PVC, wydaje się mocny, ale jest nieodporny na takie drobne uszkodzenia – mini dziurki właśnie.
W wypadku znalezienia – oczywiście naklejam łatki. Dzięki tym czynnościom wiem, że wszystko jest w porządku. Wybierając się na spływ rzeką pamiętajmy o porządnych wiosłach. Kupując ponton postawiłem na wiosła aluminiowe, był to dobry wybór.
Droższe od plastikowych, ale o niebo mocniejsze! To o tyle ważne, że złamanie wiosła podczas pływania po bystrym nurcie skazuje nas na duże niebezpieczeństwo.
Nieodpowiednia odzież Czy to pływając łódką po małym stawie czy pływając pontonem po wielkiej Rzece – zawsze istnieje obawa, że wpadniemy do wody.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
I zawsze trzeba sobie zdawać sprawę, że nieodpowiedni ubiór może nam utrudnić wydostanie się z tej wody. Na Rzece, w ciepłych porach roku, szczególnie w dni ładne i słoneczne odpowiednim ubiorem mogą być… kąpielówki i koszulka z krótkim rękawem.
Oczywiście dla osób słabo pływających nie ma przebacz: na Wiśle kapok OBOWIĄZKOWY! Że utrudnia ruchy? Cóż, ale uratować może życie! Ja pływam przyzwoicie, ale i tak, nawet w lato, przepływając na drugą stronę Rzeki czy też wpływając w rejon niespokojnej wody – taką kamizelkę zakładam!
A w każdym innym przypadku mam ją pod…, no, siedzę na niej. Na lato często rezygnuję z kaloszy na rzecz trampek, albo nawet klapek, byleby miały w miarę sztywną podeszwę, szczególnie jak mam zamiar wychodzić na kamienny brzeg.
Oczywiście okulary plus czapeczka z daszkiem do kompletu. No i coś ochronnego przed słońcem, szansa na cień podczas spływu jest żadna! Pamiętajmy, że najbardziej musimy chronić plecy i górną część ud, to są miejsca non stop narażone na bezpośrednie działanie słoneczka.
Natomiast całkiem inaczej trzeba podejść do ubioru w zimniejszych porach roku, szczególnie podczas podwyższonego stanu wody.
Wtedy nie ma przebacz! O ile nie dysponujemy kombinezonem wypornościowym - kamizelka jest KONIECZNA, najlepiej ratunkowa, nie asekuracyjna! Ja dość często stosuję taki misz-masz w postaci ogrodniczek od kombinezonu pływającego plus kamizelka na górę.
Polecam takie rozwiązanie zwłaszcza w cieplejsze, jesienne dni. A na nogi najlepsze są piankowe kalosze. Lekkie i bardzo ciepłe, w razie potrzeby z dodatkową wkładką.
Reszta ubrania standardowa, jak to na ryby, aby było ciepło i wygodnie.
W czasach materiałów oddychających nie jest to problem. Złe samopoczucie Kto się teraz uśmiechnął – nie ma racji!!! Im spodziewane warunki na wodzie są gorsze – tym mniej zostawiam sobie marginesu na złe samopoczucie.
Spływ pontonem po Wiśle to nie jest to samo co pływanie po spokojnej, stojącej wodzie! Koncentracja, refleks, możliwości fizyczne w danej chwili – to wszystko jest bardzo ważne. Szybka reakcja na konkretną sytuację, błyskawiczne podjęcie decyzji, szczególnie gdy akurat płyniemy wartkim nurtem, z której strony ominąć wystający korzeń, ominąć w ostatniej chwili zauważoną rafkę czy tylko podnieść nogi z podłogi pontonu – wiele razy taka konieczność natychmiastowego działania była mi potrzebna.
A uwierzcie mi, z bolącą głową reakcje są na pewno wolniejsze, a podjęte decyzje mogą być niewłaściwe lub spóźnione! I jeszcze jedna rzecz, być może bolesna dla niektórych, ale uzasadniona.
ZERO ALKOHOLU PODCZAS SPŁYWU! Z powodów jak powyżej! Kilka innych porad i spostrzeżeń – z doświadczenia… Samo pływanie pontonem bez silnika nie jest aż tak trudne i niebezpieczne jakby to wynikało z tych wszystkich moich ostrzeżeń.
Bo wystarczy na czas spływania uruchomić naszą wyobraźnię. Trzeba umieć po prostu zdać sobie sprawę z potencjalnych zagrożeń, trzeba mieć szeroko otwarte oczy, najlepiej dookoła głowy. ALE PRZEDE WSZYSTKIM PATRZMY DO PRZODU!
Dosłownie i w przenośni. Chodzi mi tu o sposób pływania. Normalnie pływając na wiosłach przemieszczamy się niejako „do tyłu” czyli w kierunku, do którego odwróceni jesteśmy plecami. Pozwala nam to lepiej wykorzystać siłę ramion.
Bo nasza siła jest naszym napędem. Natomiast spływając… napęd jest całkiem inny. To nurt rzeki. Nie potrzebujemy nic a nic pomagać! Po prostu siedzimy i podziwiamy. No i OBSERWUJEMY TO CO PRZED NAMI!!!
Dzięki temu skupieniu się na wodzie przed nami jesteśmy stanie wychwycić wszelkie anomalie, nietypowe sytuacje. I odpowiednio szybko zadziałać. Więc i wiosła nie mogą telepać się byle jak w dulkach, tylko zawsze muszą być położone na burcie i gotowe do natychmiastowego użycia.
A ponton, dzięki swojej lekkości i zerowemu prawie zanurzeniu, „słucha” każdego ruchu wioseł błyskawicznie, jest w stanie zareagować natychmiast!
Inną ważną rzeczą jest pompowanie pontonu, a właściwie ilość powietrza.
W moim Savylorku na początku był nawet taki wskaźnik ile powinien być napompowany… W dni słoneczne i gorące… proponuję uważać. Żeby nie napompować na kamień, bo wtedy ryzykujemy rozerwanie powłoki!
Przecież powietrze pod wpływem wzrostu temperatury rozszerza się! A i materiał, z jakiego wyprodukowany jest ponton sprawia wrażenie bardziej miękkiego. Naturalnie woda od spodu schładza nieco to powietrze, dodatkowo warto od czasu do czasu polać wodą burty, czy też osłonić je czymś od słońca.
Możemy również spuścić trochę powietrza. Ale i tak, pływając w gorące lato, wolę pływać na lekko „flakowatym” pontonie niż nadmiernie napompowanym. W zimne dni nie ma to znaczenia, pompujemy tyle ile trzeba do wygodnego i bezpiecznego użytkowania.
Nie zmienia to i tak postaci rzeczy, że ja często pływam z pompką doczepioną bezpośrednio do jednego z zaworów głównych. Zawory typu bostońskiego umożliwiają to. W przypadku nieszczęścia jestem w stanie dokonywać natychmiastowej „transfuzji”.
Zdarza mi się to niekiedy, aczkolwiek najczęściej pod koniec gorącego dnia, kiedy wieczorny chłód powoduje, że powietrze kurczy i w pontonie mamy za mało „wiatru”. Oczywiście najlepiej takie czynności wykonywać po zaparkowaniu przy brzegu, ale i na wodzie jest to czynność bezproblemowa.
Pamiętajmy, żeby składając ponton najpierw go wysuszyć, składać go dokładnie, nie robić niepotrzebnych załamań. A przed zimą bezwarunkowo dokładnie wysuszyć, przesypać talkiem. Dzięki temu posłuży nam dłużej… Niekiedy będziemy zmuszeni z pontonu wysiąść.
Z różnych powodów. Wędkarskich, wypoczynkowych czy fizjologicznych lub w wyniku zakończenia spływu. I zawsze trzeba uważać, wszak ponton to nie łódka! Dobijając do brzegu czy główki uważajmy na wystające patyki, kamienie, miejmy na uwadze możliwość, że niedawno był wędkarz – śmieciarz i zostawił rozbita butelkę czy puszkę.
A jak już wyjdziemy na brzeg – zabezpieczmy dobrze ponton, żeby nam nie odpłynął. To ostatnie niezmiernie ważne jest podczas parkowania na wyspie czy przykosie…..
Nigdy nie pływam nocą.
Nigdy! Nocą to nawet niebezpiecznie jest łowić z zaparkowanego pontonu. Woda może nam przynieść konar czy inne drzewo i nieszczęście gotowe! Oczywiście mam tu na myśli główne koryto. Bo w basenach między główkami to już spokojnie można powędkować nocą.
Za to nocą bardzo wygodnie śpi się w pontonie! Najlepiej wyciągnąć pływadło na piasek, a na dno położyć (przynajmniej pod plecy) kamizelkę. Oczywiście zdarzyło mi się spać w pontonie bezpośrednio na wodzie, miało to miejsce najczęściej tuż przy kamiennych główkach.
Bo na kamienie pontonu wyciągać raczej nie radzę! Dużą pomoc w bezpiecznym pływaniu po Wiśle oddaje echosonda. Powolny spadek głębokości na środku Rzeki z reguły świadczy o tym, że zbliżamy się do przykosy lub rafki.
Z kolei garb wody przed nami, gdy na sondzie półtorej, dwa metry – oznacza, że na dnie leży duże drzewo, albo nawet zalana główka… Wraz z doświadczeniem takich znaków będziemy w stanie wychwycić coraz więcej.
A o rybach nic nie będzie? Nie będzie!
Bo o rybach z pontonu… innym razem! Bo to jest tekst o pływaniu, nie o łowieniu… Natomiast postaram się w sezonie opisać kilka wariantów spływów i na bazie tego pokażę jakie ryby i w jakich miejscach warto poławiać z pontonu na Wiśle… 
Ale nie byłbym sobą jakbym nie dopisał jeszcze jednego podpunktu w tym artykule.
A mianowicie: Uroki wiślanego spływu pontonowego Tu będzie krótko! Pływanie po Wiśle pontonem bez silnika jest jak narkotyk. Wciąż chce się jeszcze i jeszcze! Bo jak ktoś już zasmakuje w spływach po Wiśle – pływać w ten sposób będzie już zawsze!!!
Szum wiatru we włosach, śpiew ptaków, gejzer wody po ataku bolenia na środku Rzeki, piękne krajobrazy przesuwające się przed oczami… Żeby to opisać musiałbym nagrać swoje myśli podczas spływu, zarejestrować co tam mi w duszy gra.
Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się ubrać to w odpowiednie słowa……… Tego po prostu trzeba doświadczyć OSOBIŚCIE!!!
W artykule tym zawarłem ABSOLUTNE MINIMUM tego, co powinien wiedzieć każdy rozsądnie podchodzący do swojego hobby wędkarz.
Pamiętajmy, nie warto ryzykować niepotrzebnie! Cieszmy się spływami pontonowymi, cieszmy się tą wolnością, którą one nam dają. ALE TEŻ ZRÓBMY WSZYSTKO, ABSOLUTNIE WSZYSTKO, ABY BYŁO TO JAK NAJBARDZIEJ BEZPIECZNE!
I mam nadzieje, że po tych kilku słowach wyjaśnienia, już nikt nie będzie mnie uważał za wariata…… MIŁEGO PŁYWANIA!!!!!
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem