Pobudka. Jeszcze ciemno. Szybka kawka, bo w sumie już powinno mnie tu nie być. Co z tego, kiedy nie można wybyć z domu bez codziennego rytuału - przybiciem „piątki” moim chłopakom przed ich wyjściem do szkoły. Wbijam na Shrapa.
W wieściach z nad Wisły – Sandokan Adama jak ta lala!!! Piękny!!! Podziwiam jego upór. Najwyraźniej Jemu odwdzięczyła się gruba wiślana woda. Za oknem dmucha bez litości. Gdzieżby tu zaatakować?
Po tym, jak wczorajsza fala o mało nie wywróciła mi do „góry kołami” mojej pychówki, kiedy wracałem ze swojego tajnego bajora, jedyną rozsądną opcją wydaje się być, „Zakole na ośrodku„.
Tak. Jest w dole i do tego otacza je las. Na pewno coś już weszło, bo w weekend żywcaże na pewno wszystko wybrali. Jakaś krzątanina dobiega moich uszu, znaczy moje „orły” wstały. Zerkam za okno.
Brrr...Dziś wrzucę nadkompletowy polar, bo ciepło to na pewno nie będzie. Spakowany wychodzę z domu, a tu niespodzianka. Zmasowany atak zimy!!! Nie jakieś tam pitu, pitu!!! Takiej śnieżycy nawet taki narwaniec jak ja nie przetrzyma!!!
Nie ma mowy. Wymiękam ... Kręcę się po domu. Ciągnie mnie nad wodę jak nigdy, ale wyszło tak, że muszę być na miejscu. Przeglądam klamoty. Nasmarowałbym łożysko kabłąka. Powinienem był to zrobić już z tydzień temu.
Czekam. W końcu wraca żoncia! Decyzja. Lecę! Po 16.00 poćwiczę „po widoku”. Mam zamiar zostać trochę dłużej, więc pakuję latarkę „czołówkę”. Żonka odwozi mnie nad wodę. - Odbierzesz mnie na tel.
Jakbym się nie odezwał do 23.00 to przyjedź tu, gdzie mnie zostawiłaś – rzucam na odchodne. Idę na miejscówkę. Miałem racje. Wszędzie fale, ale w zakolu spokój. Wiatr nawet wywiał wszelki syf z powierzchni, który często lubi tu pływać.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Zgodnie ze zwyczajem nie spieszę się, Obserwuję wodę i rozwijam sprzęt. Jest dobrze. Coś przegoniło drobnicę w zastoisku. Jeszcze chwila i sytuacja powtarza się ponownie. Widzę nawet wyraźne chlapnięcie ogonem.
Może nie byk, ale wymiar pewnie ma. Jak zwykle pozostaje pytanie o bohatera tej zabawy. Kaczor, boleń??? Przy takiej pogodzie i porze dnia równie dobrze może to być sandaczy. Oddaje dwa rzuty zwijane nieco szybciej.
Liczę po cichu na bolenia, który ostatnio zameldował mi się na wędce. Drobnica rozpierzcha się praktycznie w tym samym miejscu gdzie wcześniej. - Przytrzymałabyś mi w końcu jakąś rybę – rzucam standardowo w głos do topielca, którego miałem wątpliwą przyjemność wyciągnąć tu wiosną.
Rzut. Opad. Nic. Drugi rzut w to miejsce. Guma opada i nagle strzał!!! Odjazd, jakieś 10m i ogromny szczupak wyskakuje nad powierzchnię! Nie jest to przysłowiowa świeca. Ten jegomość wyskakuje niczym delfin na pokazie! Kolana mi siadają, Według wszystkich obowiązujących praw nie dysponuję dziś sprzętem odpowiednim do wyjęcia tej ryby.
Trzymam tylko kij i czekam na rozwój wydarzeń. Kołowrotek gra hit sezonu 2012, a Kaczor dzięki bogu nie wieje na wodę, tylko kręci się w klatce. Po jakichś 20 minutach ryba troszeczkę się uspokaja.
Wyciągam telefon i dzwonię do kumpla. - Dawaj. Mam poważną metrówę. Sam mogę nie dać rady!!! – krzyczę do słuchawki. Mamuśka odżywa. Zaczyna szaleć, a mi komóra w kieszeni rąbie bez litości.
Kilka sekund później ryba się odrobinę uspokaja. Odbieram i słyszę: – Gdzie jesteś? !!! To głos kumpla, któremu z emocji jakoś nie sprecyzowałem gdzie jestem. Toż Narew to Narew – śmieję się sam do siebie.
Mamuśka jest już praktycznie zmęczona. Pompuję ją do siebie. Już ją widzę, ale ona ani myśli się wyłożyć. Idzie opornie. Mam ją już prawie w zasięgu ręki. Nie wierzę w to, że jest taka spokojna.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Hamulec luzuję na maxa, a żyłkę blokuję tylko paluchem o blank. Włażę do wody po łydki. Już mam ją w zasięgu. Niby tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Chwyt pod skrzela i odrzucam za siebie kij.
Wynoszę rybę na brzeg. Jestem szczęśliwy Wydaję z siebie dźwięk, jakby murzyn z ogromnym przyrodzeniem uraczył mnie swoją wizytą w jakiejś amerykańskiej, więziennej celi. Dobija kumpel. - Już z daleka słyszałem, że się nie spiął – rzuca na przywitanie.
Ja go wyrwałem, ja sam!!! Moja radość nie ma końca. 132 wyprawa tego roku. Nie ważne, że łamałem kije w bobrowych jamach!!! Nie ważne to, że populacja nadnarwiańskich komarów ma się świetnie dzięki mojej krwi.
To wszystko jest dziś nie ważne!!! Ważny jest tylko triumf!!! Mój triumf! Momentalnie pakujemy go do 2 worków. Waga elektroniczna wariuje w okolicy 12,80 kg.
Zanurzam go w Księżniczce.
Dochodzi do siebie. W tej samej chwili podchodzi okoliczny mięsiaż. Wytrzeszcza gały, a ja rzucam mu prosto w oczy: – Widzisz p…dzielcu. Te trzydziestki, które zabierasz dorastają do takich właśnie rozmiarów!!!
Ryba w tym momencie macha ogonem i odpływa w toń. Towarzysz moich wędkarskich wypraw rzuca na koniec: - Zaimponowałeś mi dziś Stary!!! Jestem z Tobą 100 razy w roku na rybach, a dziś cholernie żałuję, że nie byłem od początku...
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem