Tak wyczekiwany przez nas wszystkich długi weekend w tym roku wypadł niezwykle korzystnie. Wystarczyło wziąć 3 dni urlopu i korzystać z 9 wolnych dni. Grzechem było by nie skorzystać z tej okazji, aby oddać się temu co tygryski lubią najbardziej czyli wędkarstwu :) Pomyślałem że samobójem było by z tych kalendarzowych dogodności nie skorzystać i postanowiłem wybrać się w rodzinne strony.
Pochodzę z okolic Hrubieszowa a więc w promieniu ok 100 km mam do dyspozycji bardzo różnorodne wody pozwalające zapolować praktycznie na każdą rybę. Misja nie była zbyt prosta ze względu na bardzo wysoki stan wód oraz opóźniony start wiosny jednak nie można się poddawać...
ale po kolei.
DZIEŃ PIERWSZY
MIEJSCE: RZEKA HUCZWA, CEL: KLEŃ, JAŹ, DATA: 27.04.2013
Z racji tego, iż mój przedłużony weekend rozpoczął się jeszcze w kwietniu o szczupakach i boleniach na razie trzeba było zapomnieć.Mimo tego, że do domu zawitałem w piątek w późnych godzinach wieczornych już o świcie w sobotę zameldowałem się nad wodą. Naładowany pozytywną energią postanowiłem na pierwszy ogień rzucić dobrze znanym mi odcinek Huczwy.
Rzeka, która rok temu potrafiła na tym odcinku regularnie obdarowywać pięknymi kleniami tym razem okazała się zupełnym bezrybiem.
Była to jednak świetna okazja do przetestowania kilku nowych zabawek m.in kija Savagear Parabellum 3-16g, co do którego miałem spore oczekiwania.
No i nie zawiodłem się, kijek ten świetnie podaje nawet najmniejsze wobki, przy zachowaniu sporego zapasu mocy.
Łowienie na odcinku, który ze względu na bliskość stadionu oraz zabudowań można nazwać miejskim nie przyniosło efektów.
Po zmianie odcinka rzeki na bardziej dziki zanotowałem jedno branie, które zaowocowało niespełna 45 cm szczupaczkiem. Mimo swojego niewątpliwego uroku Huczwa nie obdarzyła mnie żadną z ryb na które się nastawiałem.
Nie zmartwiło mnie to jednak bardzo ponieważ wiedziałem że już jutro czeka mnie spotkanie z....
DZIEŃ DRUGI
MIEJSCE: WIEPRZ-ODCINEK GÓRSKI, CEL: PSTRĄG, DATA: 28.04.2013
...pstrągami.Ryby te łowię (a w zasadzie próbuję łowić) od niedawna jednak już zdążyłem się zarazić bakcylem pstrągowania i każdy wyjazd na te ryby wzbudza we mnie wielkie podekscytowanie. Nie inaczej było i tym razem.
W sobotę o świcie zawitałem u Janusza. W dużej mierze to dzięki niemu i jego doświadczeniu mam okazje poznawać pstrągowe rzeki Roztocza, m.in Wieprz.
Razem z Januszem pojechaliśmy do naszego wspólnego kolegi Grzesia, który wybrany przez nas odcinek zna jak własną kieszeń (mieszka 300 m od rzeki).
Mimo tego iż Roztocze pod względem pstrągów lata świetności ma już za sobą byłem dziwnie spokojny o wynik misji. Miałem rację ponieważ już w kilku pierwszych rzutach Grześ zanotował kontakt z pstrągiem 40+, i po kilku chwilach miał wyjście sporo większej ryby.
Mimo, iż ja w tym czasie nie doświadczyłem brania spokój mnie nie opuszczał, czułem że jak nie ja to przynajmniej, któryś z towarzyszy zaliczy rybę.
Mój wewnętrzny spokój i przekonanie zostało bardzo poważnie nadszarpnięte niewielkim deszczykiem, który ni stąd i zowąd zaczął nam padać na głowy.
Nie zważając jednak na to brnęliśmy dalej w górę rzeki w poszukiwaniu kropkowanych zbójów. Problemem nie były nawet drzewa które tak lubią pozbawiać nas przynęt:)
Nagle mżawka przerodziła się w wielką zlewę, która przemoczyła nas do ostatniej suchej nitki (oczywiście ubrania wodoodporne były przygotowane ale w bagażniku :/) W ten sposób zakończyła się nasza przygoda z pstrągami.
Po powrocie do domu i osuszeniu ubrań postanowiłem przejrzeć szczupakowe i boleniowe przynęty, przecież pierwszy maja tuż tuż.
Po południu postanowiłem odwiedzić kolegę Piotra, który regularnie łowi na niewielkim zbiorniku nazywanym przez lokalnych wędkarzy po prostu "Stawek".
Mimo tego że od wielu lat nie jestem za Pan brat ze spławikiem postanowiłem pomóc Piotrkowi przy kilku braniach i udało się złowić kilka rybek:)
DZIEŃ TRZECI
MIEJSCE: HUCZWA, CEL: KLEŃ, JAŹ, OKOŃ, DATA: 29.04.2013
Kolejnego dnia postanowiłem po raz kolejny odwiedzić Huczwę.Tym razem wybrałem jednak zupełnie nie znany mi odcinek, który polecił mi kolega znający doskonale tę rzekę. Niebywale zaskoczył mnie widok który ujrzałem dojeżdżając nad wodę. Rzeka była po prostu wyprostowana.
Wszelkie drzewa i krzaki wykarczowane, nie wiem co autor miał na myśli ale... na szczęście taki krajobraz po bitwie kończy się na wysokości mostu łączącego miejscowości Gozdów i Podhorce.
A dalej jeden z najciekawszych odcinków Huczwy jaki widziałem, zwalone drzewa, nagłe przyśpieszenia i zwolnienia nurtu, masa zakrętów to tylko nieliczne z atutów odcinka, który zobaczyłem poniżej.
Po kilku godzinach biczowania wody zanotowałem niewielkiego okonka i klenika który spiął mi się przy podbieraniu.
Nie załamało mnie to jednak, w końcu najważniejsze dni misji były dopiero przede mną.
Tego samego dnia wieczorem dostałem telefon od Janusza z krótkim tekstem "mam pomysł".
DZIEŃ CZWARTY
MIEJSCE: WIEPRZ, CEL: KLEŃ, JAŹ, DATA:30.04.2013
Ów pomysłem było odwiedzenie rzeki wieprz w jej dolnym odcinku, zaraz poniżej końca odcinka wody górskiej.Nie zastanawiałem się ani chwili ponieważ była to woda zupełnie mi nie znana a wiedziałem z opowieści że drzemie w niej potencjał. Jak się później okazało nie pomyliłem się.
Nad rzeką zameldowaliśmy się około 5.00.
Od razu urzekł mnie charakter tej wody ponieważ było to rzadko spotykane połączenie wody górskiej i nizinnej. Jeżeli można powiedzieć że rzeka potrafi uwieść to ja od razu byłem cały dla niej (chociaż dziwnie brzmi stwierdzenie: Wieprz mnie uwiódł:)).
Już po kilku minutach zanotowałem mocne branie, niestety puste. Mimo wielu rzutów i zmian przynęt ryba nie powtórzyła. Rzeka jednak okazała się dla mnie łaskawa ponieważ już po krótkim czasie holowałem rybę.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Okazał się nią jaź.
Po zwróceniu jaziowi wolności, pozytywnie naładowany ruszyłem w dalszą drogę w dół rzeki.
Po jakimś czasie Janusz oznajmił że coś miał, pomyślałem nareszcie owocna woda:) Kilka chwil później sam zamarłem w bezruchu gdy w 3 centymetrowego woblerka uderzyła na prawdę konkretna ryba.
W pierwszej chwili pomyślałem że mam życiowego klenia jednak szybko zorientowałem się że ów okazem jest chyba najmniej porządna tego dnia ryba - boleń. Przyznam że nieoczekiwany przyłów na żyłce 0.16 ostro dał mi w kość.
Zdecydowanie przydał się tu wspominany wcześniej zapas mocy w parabellum. Po wyczerpującej walce ryba wylądowała na brzegu, miarka wskazywała 73 cm.
Radość i satysfakcja mieszały się z wyrzutami (w końcu to jeszcze okres ochronny) jednak po tym jak bolek odpłynął w dobrej kondycji byłem spokojny o jego dalszy los.
Kilka chwil później spotkaliśmy bardzo profesjonalnie wyposażonych wędkarzy.łowili jazie na feedery.
Nawiązaliśmy miły dialog, Janusz nawet jednego znał. Przecierałem oczy z niedowierzaniem gdy jeden z nich przy nas złowił jazia ponad 40 cm i bez ogródek wpakował go do reklamówki z uśmiechem na twarzy i słowami to już szósty dzisiaj:( Po moich przygodach i nie miłej sytuacji z "kolegami" po kiju postanowiłem odpocząć.
Po regeneracji sił i uzupełnieniu węglowodanów ruszyłem w dalszą drogę.
Gdy dogonieniu Janusza okazało się że on również złowił bolenia ale zdecydowanie mniejszego niż mój. Ja na tym odcinku zanotowałem już tylko małego okonia, ale i tak byłem tym dniem bardzo usatysfakcjonowany.
Dodatkowy uśmiech na twarzy wzbudziła u mnie rzadko spotykana miejscówka przy której widniały dwa skórzane fotele.
Po wyruszeniu w powrotną drogę postanowiliśmy jeszcze odwiedzić dawną posiadłość Zamoyskich, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
Dopiero po tym dniu mogę stwierdzić że misja została wykonana, a miałem nadzieje że najlepsze dopiero przede mną bo już jutro...
DZIEŃ PIĄTY
MIEJSCE: BUG I JEGO ROZLEWISKA, CEL: SZCZUPAK, BOLEŃ, DATA 1.05.2013
...1 maj.Data dla wielu spinningistów magiczna. Jedni nastawiają się na szczupaki, inni na bolenie jednak każdy kto może melduje się wtedy nad wodą. Nie inaczej było i z nami. Pełni nadziei i uzbrojeni po zęby przybyliśmy nad wodę.
Nie było to trudne ponieważ Bug przy tak wysokim stanie "puka do drzwi" sadku moich rodziców tak więc zwodowanie jednostki pływającej nie sprawiło nam najmniejszego problemu. Do mnie i Janusza (którego tym razem ja zabrałem na "swoje wody") dołączył Hubert, z którym znamy się od kiedy tylko pamiętam.
W takim zespole ruszyliśmy w poszukiwaniu szczupaków, zgodziłem się na to mimo mojej wielkiej fascynacji boleniami. Na drugiej łodzi towarzyszył nam Grzegorz z kolegami.
Nie potrafiliśmy tego zrozumieć ale po kilku godzinach biczowania wody żaden z nas, jak i nikt z kolegów z sąsiedniej łajby nie zaliczył nawet kontaktu z rybą.
Ja jednak nie poddając się postanowiłem wskoczyć w spodniobuty i wybrać się na jedną z moich boleniowych miejscówek zwaną umownie przelewem, tak się przypadkiem złożyło że dziwnym trafem miałem przy sobie kilka boleniowych wobków :P.
Jednak i to nie przyniosło zamierzonego efektu.
Ryby po prostu nie chciały tego dnia współpracować. Kolejne niepowodzenie umililiśmy sobie przy wieczornym grillu i opowieściach jakie to kiedyś był ryby :)
DZIEŃ SZÓSTY
MIEJSCE: BUG, CEL: BOLEŃ, DATA: 2.05.2013
Kolejnego dnia mimo lekkiego bólu głowy spowodowanego kilkoma piwami za dużo na wspomnianym grillu postanowiłem nie dawać za wygraną i wybrać się na swój boleniowy przelew.
Mimo kilku godzin intensywnego łowienia zaliczyłem tylko wyjście nie wielkiej Rapki i po raz kolejny schodziłem z wody o przysłowiowym kiju.
Już wtedy wiedziałem że pod względem boleni misję można było uznać za kompletną klapę (poza pięknym przyłowem, ale jednak to nie to samo co wypracowana Rapa :/)
Zaraz po powrocie do domu i sił witalnych zacząłem pakować samochód aby kolejnego dnia wyruszyć na...
DZIEŃ SIÓDMY
MIEJSCE: ZBIORNIK ZAPOROWY NIELISZ, CEL: SZCZUPAK DATA: 3.05.2013
... Nielisz.Jest to zbiornik zaporowy na rzece wieprz, który od wielu lat jest ulubionym łowiskiem wielu wędkarzy z lubelszczyzny i nie tylko. Zawitaliśmy nad brzegiem zaraz po 4 rano i od razu zmotywowani do działania zabraliśmy się za wodowanie łódki.
Nasze zapały ostudził ciepły wiosenny deszczyk, który zaczął padać chwilę po tym jak wypłynęliśmy. Oczywiście to zlekceważyliśmy mając nadzieję że na tej wodzie nareszcie odczarujemy to fatum, które nad nami ciążyło od kilku dni.
Z trafieniem na odpowiednią miejscówkę nie było problemu ponieważ Janusz, na którego łódce gościliśmy wraz z Hubertem zna topografię zbiornika jak własną kieszeń. Zaowocowało to w niedługim czasie dwoma puknięciami w 3 calowe kopyto, które uznaliśmy za brania okoni.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Byłem dobrej myśli jednak martwił mnie coraz silniejszy wiatr i podający deszcz. Dosłownie po kilku minutach rozpętała się masakryczna burza, a bijące z każdej strony pioruny wybiły nam spinningowanie z głowy.
Moja frustracja sięgnęła zenitu.
Nie pamiętam już kiedy o 7 rano byłem po łowieniu. Tym większa była moja złość gdy popijając kawę u Janusza i spoglądając przez okno zauważyłem promienie słońca przebijające się przez chmury.
Janusz nawet nie chciał słyszeć o powrocie nad Nielisz, ja zresztą też miałem mieszane uczucia co do tego...
MIEJSCE: WIEPRZ, CEL: KLEŃ, JAŹ, BOLEŃ, DATA: 4.05.2013
...ale w głowie kiełkowała mi jedna myśl, w końcu byliśmy niespełna 20 km od wieprza, który jako jedyny podczas ostatnich dni obdarzył mnie godnymi uwagi rybami.No i tak też zrobiliśmy, Janusz postanowił usiąść z feederem, ja byłem wierny spinningowi.
Po uzbrojeniu się pożegnałem towarzysza i ruszyłem w poszukiwaniu ryb.
Mimo że uzbrojony byłem w lekki zestaw to nauczony ostatnimi wydarzeniami postanowiłem zabrać do kieszeni kamizelki kilka boleniowych woblerów. Tego dnia jednak nie udało mi się przechytrzyć żadnej rapy.
Po przejściu sporego odcinka z iście boleniowym nastawieniem postanowiłem zrobić sobie przerwę. Motywowało mnie do tego również piękne słońce, które pięknie przebijało się przez konary drzew, aż się nie chciało wierzyć że kilka godzin wcześniej deszcz przegonił nas ze zbiornika.
Obserwując w miedzy czasie wodę ujrzałem jak co chwila coś rozgania drobnicę.
Postanowiłem oddać kilka rzutów kontrolnych, które zaowocowały paroma niewielkimi okoniami.
Mimo wspaniałego klimatu trzeba było iść dalej.
Nastawiony już wybitnie jaziowo ruszyłem w dalszą drogę brzegami wieprza. Po około godzinie poczułem ostre szarpnięcie które okazało się nie wielkim ale jak że mnie cieszącym po ostatnich niepowodzeniach jaziem.
Tego dnia już nic więcej nie złowiłem.
Po powrocie usłyszałem od Janusza że złowił dwie ładne płocie i spiął przyzwoitego jazia. Tak zakończył się kolejny dzień mojej misji. W trakcie drogi powrotnej dostałem telefon od Huberta, który stwierdził że tego nie można tak zostawić i z rana będzie u mnie z zamiarem przetrolowania kilkunastu hektarów rozlewisk w mojej okolicy.
Mimo wyczerpania organizmu nie mogłem nie skorzystać z być może ostatniej okazji złowienia szczupaka podczas mojej misji.
DZIEŃ OSTATNI
MIEJSCE: ROZLEWISKA BUGU, CEL: SZCZUPAK, DATA: 5.05.2013
Skoro świt zameldowaliśmy się nad wielką wodą.W miejscach gdzie normalnie są łąki i pola teraz było ponad 1,5 m wody. Postanowiliśmy sprawdzić czy coś kryje się w tej wodzie.
Uznaliśmy że najlepszym sposobem na zlokalizownanie ryb będzie dorożka.
Szybkie przygotowanie sprzętu i ruszyliśmy w drogę. Po kilku godzinach bezowocnego pływania zostałem pozbawiony wszelkich złudzeń. Jedyne co nam pozostało to korzystać ze świeżego powietrza mimo tego że pogoda po raz kolejny nie rozpieszczała.
Dobre humory nas nie opuszczały (może to była dobra mina do złej gry) jednak do końca nie zaliczyliśmy kontaktu z rybą.
MIEJSCE: HUCZWA, CEL: COKOLWIEK, DATA: 5.05.2015
Ostatnie popołudnie postanowiłem spędzić na odcinku Huczwy, na którym rozpocząłem swoją misję.Nie nastawiałem się na żadną konkretną rybę. Po prostu chciałem po raz ostatni poobcować z naturą. Po ostatnich opadach woda w rzece miała brunatny kolor co dodatkowo pozbawiło mnie chęci wędkowania.
Postanowiłem jednak pospacerować brzegiem i oddać kilka kontrolnych rzutów. Nic to jednak nie przyniosło, ale to akurat zupełnie mnie nie zdziwiło.
W końcu przyszedł czas na refleksję.
Czy coś zrobiliśmy nie tak? A może to wina dużej wody? Może wahania pogody? Co w największej mierze wpłynęło na słabe żerowanie ryb - nie wiadomo. Mimo słabych brań i braku kontaktu z typowo "majowymi" rybami byłem dziwnie zadowolony.
Zadowolenie to wywoływała u mnie druga strona medalu. Ów drugą stroną był niewątpliwie odpoczynek od miejskiego zgiełku (nareszcie), naładowanie akumulatorów na kolejne miesiące pracy i przede wszystkim kontakt z przyrodą, który chyba dla każdego z nas jest prawie tak samo ważny jak samo wędkowanie.
A co do samej misji, no cóż, ważne że nie było strat w ludziach i sprzęcie:) Motywujące jest to że już nie długo kolejny przedłużony weekend a podczas niego...
Misja Sandacz.
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem