Ten zimowy, choć bardziej w kalendarzu niż rzeczywistości czas, to idealny moment, kiedy sięgam do wędkarskiego albumu. W ciche wieczory, kiedy domową krzątaninę mam już za sobą, mogę w końcu wrócić wspomnieniami do minionego roku. Przeglądam stare artykuły na Shrapie.
Niektóre czytam ponownie, by jeszcze raz przenieść się nad wodę. Wszyscy troszkę połowili, każdy miał swoje chwile emocji. To cieszy. Jaki był ten mój sezon 2011 – zadaję sobie to pytanie?
Patrzę w statystykę, przeglądam fotki, wspominam... Jak zwykle pod koniec marca miałem już trudności z tym, aby wysiedzieć w domu. Ciągnęło nad wodę, oj ciągnęło. Niestety. Wiosnę jednak czułem bardziej w sercu.
Nad wodą nie łatwo było ją znaleźć w owym czasie

Ale szukałem, cierpliwie szukałem.
I przyszła, radując mnie jak co roku !!!!
Długi majowy weekend rozpocząłem przegraną z „Wielką Wkrzańską Rybą”, ale gorycz porażki szybko wyleczyłem oczekiwaniem na spotkanie Shrap Drakers -Wkra 2011.
Portal żył tym od tygodni. Żyłem tym i ja. Pogoda dopisała, więc 7 maja stanąłem na brzegu wśród niemal pięćdziesięciu Dobrych Ludzi !!!
Dzień później mknąłem już jednak na Podlasie.
Biebrzańska kraina gościła mnie przez kolejne kilka dni, dając niesamowitą dawkę spokoju, wyciszenia i wzbogacając moje dotychczasowe spotkania z dziką przyrodą.
Nie byłbym sobą, gdybym w tak pięknych okolicznościach przyrody nie pomachał spinningiem.
Rzeka mi to wynagrodziła i tak oto pierwszy biebrzański szczupak zagościł w mojej statystyce.
Biebrzański klimat sprawił mi jeszcze jedną wielką niespodziankę, o której namacalnie miałem się przekonać za 9 miesięcy.
Przyszedł czerwiec. Od wielu już lat - mój mazurski czas. Z ogromną radością jechałem na jeziora. I nie zawiodłem się jak zwykle.
Może faktycznie nie był to obfity czas, jeśli chodzi o szczupaki.
Wiem, że to jezioro może znacznie bardziej mnie zaskoczyć. Tym razem zaskoczyło mnie podczas wieczornej zasiadki na liny. Na tego rekordowego polowałem od dwóch sezonów.
W końcu siadł na kiju Profesor.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Emocje jakich dostarczył podczas holu - bezcenne. Kilka kolejnych dni także obfitowało w liny, ale długości Profesora nie przebił już żaden.
Lipiec, mimo lata stał pod znakiem wysokiej wody na mojej Wkrze.
Pomny zeszłorocznych wakacyjnych sukcesów, próbowałem przechytrzyć szczupaki, jednak bez efektów. Pozostało czekać na sierpień i urlop nad morzem. Tam miałem pewien temat do załatwienia, mianowicie – sandacze.
I były, ale przez małe „s”, dlatego nie pozowały do zdjęć Przyszedł wrzesień. Podczas działkowych wyjazdów ruszałem nad Wkrę, kiedy tylko mogłem. Poranki rześkie, humor dopisywał, tym bardziej, że doznania wędkarskie wspomagane były przypadkowym grzybobraniem.
Pod koniec miesiąca znów mknąłem na Mazury.
Tym razem jednak zdradziłem swoją tajemnicę dwóm nowym Drakersom i powiem szczerze, że z radością powitałem ich nad „swoim” jeziorem.
Chłopaki płacili frycowe jak przystało na każdego nowego.
Jak zawsze, w rozmowach podkreślałem, że aby połowić trzeba naprawdę poznać tą wodę przez … lata. Mimo, iż rybki nie współpracowały to wyjazd się udał. No może tylko jelenie mogły ryczeć głośniej, bo przez ten wiatr, jaki gwizdał nam w uszach, kiedy staliśmy na wzniesieniu za wsią nie za bardzo było je słychać.
Wyjazd stał raczej pod znakiem okonia niż szczupaka, ale coś tam ogólnie złowiłem.
W październiku powróciłem na Wkrzańskie ścieżki, jednakże próby przechytrzenia jakiegoś bardziej godnego przeciwnika spełzły na niczym.
W końcu nadszedł pewien drapieżny dzień, który ponownie przypomniał mi, za co kocham tą wodę
Spotkania z przyrodą trwały nadal.
Ich systematyczność ciągnęła mnie nad wodę niemal co tydzień.
Na mojej wędce oprócz szczupaków trafiały się także miłe niespodzianki
Kiedy nadszedł listopad, a na Shrapie padło hasło – SPRZĄTAMY – nie wahałem się ani chwili.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Wraz z kilkunastoma osobami sprzątaliśmy jeziorko Czerniakowskie. Nigdy wcześniej nie miałem świadomości, jak dużo w nadrzecznych habaziach może być puszek, butelek, plastyków i czort wie, czego jeszcze.
Chwała za to tym, którym tego dnia się po prostu chciało przyjść. Mam nadzieję, że akcje tego typu wejdą na stałe do kalendarza Shrapa.
Dwa tygodnie przed świętami dotarło do mnie, że czas kończyć sezon.
Święta za pasem, bieganina z tym związana też, więc wyrwałem się po raz ostatni. Mimo kiepskich warunków i dużego prawdopodobieństwa iż odchoruję ten wyjazd - warto było !
16 grudnia świętowałem w gronie Dobrych Ludzi.
Pięćdziesiąt osób bez mała przybyło na Wigilię Shrap Drakers 2011. Znów ta sama, niepowtarzalna atmosfera !!! Znów pozytywna energia, gadki o rybach, wyprawach, planach, marzeniach. Moim jest by za rok spotkać się z Wami ponownie.
I gdy już byłem jedną nogą w nowym 2012 roku spontaniczny wypad nad wodę.
Ot tak pożegnać się z rzeką, złożyć Jej noworoczne życzenia. Toż to 31 grudnia. Ognisko, kiełbaska. Magia sylwestrowej wyprawy. I jej bohater.
Dziś tak sobie myślę.
Co warte byłoby to wszystko bez aparatu i zdjęć. Wspomnienia świeże tuż po wyprawie ustąpiłyby miejsca codzienności, obowiązkom, życiu. Dzięki tym fotkom, robionym nie tylko rybom okazowym, ale także średniakom czy po prostu przyrodzie mogę później przeżywać cały swój sezon oglądając go jeszcze raz w albumie.
To dla mnie cenne. Taki był mój sezon 2011. Co przyniesie 2012 rok? Zobaczymy, ale na pewno będę go uwieczniał na zdjęciach jak dotąd i Wam też to polecam.
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem