Analizując miniony sezon wędkarski, doszedłem do wniosku, że kończę ze spinningiem! Nie całkowicie, ale na pewno odkładam go na drugi plan. Na liście zakupów znalazła się pływanka, feedery i oczywiście mocny sumowy patyk! Sezon 2017 spędziłem łowiąc tak jak zazwyczaj, od kilku przynajmniej sezonów.
Czyli taki mój standard ostatnimi laty – guma i szukanie sandacza. Co w rzeczywistości wygląda to tak: rzut, paręnaście podskoków po dnie, rzut, paręnaście podskoków po dnie. I tak w kółko przez parę godzin w najbardziej obiecujących miejscach.
Raz na miesiąc jak dobrze poszło był jakiś kontakt z rybą. Trafił się nawet jeden mały sumek jako przyłów. I szczupaczyna trochę większy od przynęty z pięciometrowej, pięknej, twardej rynny ze zwalonym na dnie drzewem.
Oczywiście dosyć często w ruch szły woblery, zwłaszcza po zmierzchu, ale nie przypominam sobie nawet jednego sukcesu w postaci sandacza łowiąc przy wierzchu.
Dlaczego tak to wygląda?
Muszę koniecznie nadmienić, że nie zawsze tak było. Jeszcze kilka sezonów temu było całkiem nieźle. Ryb (czyt. sandaczy) 50+ było dużo, nie było właściwie wyprawy bez kontaktu chociażby w postaci ściągniętych gum czy nieudanych holi.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
W chwili obecnej jest na mazowieckim odcinku rzeki prawdziwa pustynia bedyńska, która swoją nazwę wzięła od nazwiska władającego tym okręgiem prezesa. Zimowe miesiące, kiedy rzeka ma dla siebie zasłużoną chwilę wytchnienia, my mamy czas na podsumowania, snucie wędkarskich planów i taktyki.
Podsumowałem bardzo szybko moje zerowe wyniki w poprzednim sezonie i wniosek jest tylko jeden - koniecznie trzeba coś zmienić. Może by tak zmienić metodę, żeby przestało być w końcu nudno? Może trzeba zmienić gatunek drapieżnika na który ma się zamiar polować?
A może by tak jedno i drugie, żeby w końcu na zdjęciach z wędkarskich wypadów zamiast pięknych narwiańskich krajobrazów, zaczęły pojawiać się ryby? Spinning jest bardzo wygodny. Jeden prosty zestaw w jedną rękę, pudło z gumami w drugą rękę i już można lecieć do portu.
Wygoda niesamowita. Tylko ostatnio zupełnie nie efektywna. I trochę już dla mnie nudna i monotonna. Dlatego też doszedłem to wniosku, że ten sezon będzie sezonem w dużej części gruntowym. Gruntowym pod różną postacią.
I trochę spławikowym. Metoda gruntowa wymaga od nas dużo więcej wysiłku i ogólnych przygotowań niż spinning i wbrew powszechnej opinii, którą budują weekendowi wędkarze, wcale nie jest niedynamiczna i nudna.
Oczywiście, jeśli podejdziemy do tematu z wiedzą i świadomością wędkarską. Metoda gruntowa stwarza nam wiele możliwości. Pozwala nam łowić ryby drapieżne oraz białoryb, istnieje ogromna ilość technik, nowoczesny sprzęt pozwala idealnie podać naszą przynętę w potencjalne miejsce przebywania ryby z dokładnością centymetrów.
To samo się tyczy metod spławikowych. Zapowiada się interesujący sezon, będzie o czym pisać i mam nadzieję, że w końcu worek z rybami się otworzy. Moja przygoda gruntem i spławikiem skończyła się ponad 10 lat temu, czeka mnie przyswojenie nowej wiedzy i technik – jeśli macie ochotę podyskutować na ten temat – zapraszam na forum!
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem