Nie jest to opowiastka o rekordowych połowach. Nie jest to nawet relacja o ciekawym łowisku, jednak wędkarska niespodzianka jaka mnie dziś spotkała dla mnie osobiście jest większa niż wszystkie szczupaki czy liny złowione w tym sezonie razem wzięte!!! Najpierw zaczęło się od wymiany zdań na temat karasiowych dołków z jednym z kolegów z naszego forum.
Jako, że przedmiotowe okolice znamy widać dość dobrze obaj, rozmowa rozwijała się ciekawie. Na przemian podrzucaliśmy sobie informacje, jednak rozmówca przebił mnie przysłowiową „bombą”!!!
- I to jest takie moje sekretne łowisko okoniowe – z niedowierzaniem przeczytałem to zdanie. Czy my na pewno mówimy o tym samym stawiku? Z początku miałem co do tego sporo wątpliwości. Znam to „bajorko” od...
odkąd pamiętam, gdyż jako mały chłopak łowiłem tam karaski. Wiem, że trafiał się linek, kiełbik, ciernik, ale o żadnym drapieżniku nie mogło być tam mowy. Wody ledwie kilkadziesiąt centymetrów, mułu 5 razy tyle.
Do tego latem zbiornik całkowicie zarastający moczarką i z roku na rok zmniejszające się lustro wody. Spędziłem nad tym stawem wiele, wiele godzin. Tutejsze karasie nauczyły mnie spławika, na długo przedtem, zanim w ogóle zorientowałem się, że istnieje spinning.
Stawik znał także mój ojciec i wujek, ale i oni twierdzili, że karasie tak, ale nic poza tym. Dopytałem lekko powątpiewająco czy na pewno to jest ten akwen, ale odpowiedź była jednoznaczna. Dodatkową uprzejmością był fakt, że Kolega nie był gołosłowny i udokumentował połowy swoimi fotkami.
Szczęka gruchnęła mi o podłogę. Okonie były sobie średniaczkami, jednak ich dość regularne tam łowienie dla mnie było faktem z rodziny science fiction. Po sobotnim „zero” nad Wkrą, dzisiejszy niedzielny spacer postanowiłem połączyć z sentymentalnym rekonesansem.
Witka w rękę, pudełko z małymi kopytkami, kalosze w torbę i wio!!! Pogoda była mało zachęcająca. Deszcz wisiał w powietrzu, a do tego wszystkiego wiał nieprzyjemny wiatr.
Na miejscu jestem koło 10.00.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Schodzę nad samą wodę i z radością z zakamarków pamięci wydobywam kadry lat młodzieńczych. Uśmiech od razu pojawia się na ustach. Szybko montuję perłowo-czarne mikro-kopytko na 4 g główce.
Rzut pod trzciny i... Tu prawie nie ma wody! Nie podważam prawdomówności Kolegi, ale zapał jak szybko przybył tak szybko niknie. Nie poddaję się jednak i zmieniam główkę na 2g. Jest lepiej, choć i tak wabik co i raz przytrzymywany jest przez muł.
Może trok byłby tu lepszy, bo to tą metodą poławia tu wspomniany Kolega. Pocieszającym faktem jest brak roślinności podwodnej.
Nagle z rozmyślań wyrywa mnie mocniejsze przytrzymanie.
Kontra nadgarstka i... Ja chrzanię!!! Na końcu coś dynda!!! Szczytówka rytmicznie podryguje, no jak nic – okoniowo !!!. Podprowadzam rybkę do brzegu. Nie jest wcale taką „frytką” a powiedzmy podrośniętym palczakiem.
Naprawdę będąc w tym roku na Mazurach łowiłem znacznie mniejsze, co tym samym bardzo mnie cieszy. Okonek jest ładnie wybarwiony. Dokumentująca fotka i może odpływać.
Jestem szczęśliwy.
W życiu nie spodziewałbym się tego, że nad tym stawem, kiedyś zawitam ze spinningiem w ręku. Przechodzę na kolejne miejsca. Niestety nadbrzeżny, panujący wokoło śmietnik i tego miejsca nie ominął.
Przykry to fakt, jednak dziś mojej radości nic nie jest w stanie zmącić.
Wracam tam, gdzie trafiłem okonia.
Jak to mówią „jedna jaskółka wiosny nie czyni” więc nie poddaję się. Ot chociaż jeszcze jednego – szepcę sam do siebie. Życzenie spełnia się, gdy tylko zza chmur na parę chwil wychodzi słońce.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Zmieniam przynętę na nieco bardziej agresywnego seledyna z czerwonym grzbietem. To chyba jest strzał w „10” ! Kolejne trzy rybki siadają jedna po drugiej. Największy dobrze ponad dwudziesto-paro-centymetrowy osobnik walczy już godnie jak na okonia przystało.
Zresztą informacja o złowionym tu ponad 35 cm okazie zaczyna nabierać dodatkowych rumieńców.
W tej całej radości zapominam się, że to nie poważna wędkarska wyprawa tylko mały niedzielny spacer.
Czas wracać. Wiem, że wielu z Was popuka się w głowę i ta historyjka wyda się wręcz śmieszna. No bo czym tu się zachwycać? Tymi paroma okoniami? I pewnie normalnie rzecz biorąc mielibyście rację, ale dla mnie osobiście fakt ten jest o wiele bardziej cenny i niezwykły.
Utwierdza mnie też w przekonaniu, jak niezwykłe jest to nasze hobby, że nie tylko piękne medalowe ryby potrafią wyzwolić w nas tą samą wielką radość i szybsze bicie serca, co mały okoń. Gdyby było właśnie inaczej, to wędkarstwo nie byłoby takie magiczne i mocno wciągające.
Kończąc i nie zanudzając tych z Was patrzących na mnie jak na idiotę, chcę podziękować anonimowemu Koledze bardzo bardzo, bo ta sentymentalna niespodzianka, której dziś doświadczyłem dała mi niesamowitą dawkę radości na nadchodzący kolejny szary życiowy tydzień.
Wszystkie rybki dalej pływają w owym stawie i niech pozostaną owiane tajemnicą na długi, długi czas!!! Z wędkarskim pozdrowieniem Wozik77
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem