Wieczorem chmury uciekły z nieba, a wiejący ze wschodu wiatr powoli tracił swoją moc. Słońce schowało się już za horyzontem ustępując miejsca księżycowi i odsłoniło niebo pełne gwiazd.
Przygotowałem swoją torbę spinningową z przynętami na jesienne sandacze i nie śpiesząc się poszedłem nad Narew. Na pierwsze godziny łowienia wybrałem typowe jesienne sandaczowe miejsce - głęboką na cztery metry rynnę otoczoną przez piaszczyste płycizny.
Idealna miejscówka! Twarda, kamienista i dobrze natleniona rynna tworzy świetny miejsce bytowania dla sandaczy a pobliskie płycizny z drobnicą są dla nich szybką i tanią restauracją. Na początku za cel obrałem środek głębokiej wody, zmieniając rodzaje i kolory gum, ciężar główek jigowych starając się dobrać odpowiednią akcję przynęty.
Spinning na który łowiłem - Cormoran TR8 o ciężarze wyrzutu do 100 gram - pozwalał mi oddawać bardzo dalekie rzuty co dawało mi możliwość bardzo długiej prezentacji przynęty w toni. Jednak po godzinie bez brania przyszedł czas na zmianę taktyki.
Z pudełka wyjąłem lekkie główki i troszkę mniejsze przynęty - zacząłem łowić na kantach rynny. Guma powoli ryła piaszczyste dno płycizny przez kilka metrów a potem rewelacyjnie schodziła na samo dno głębokiej wody po dość ostrym stoku.
Po kilku rzutach notuję pierwsze uderzenie, które kwituję mocnym zacięciem.... pusto. Po upływie pięciu minut mam drugie uderzenie i sytuacja się powtarza. Przypominam sobie wypad nad wodę sprzed kilku dni, kiedy nie udało mi się zaciąć ponad dziesięciu pięknych, tępych uderzeń i straciłem niedociętą dobrze swoją smoczą życiówkę!
Dzisiaj sytuacja zaczyna się powtarzać, a przecież naostrzyłem haki i zmieniłem wędkę na sztywniejszą żeby mieć więcej mocy przy zacięciu... Myśląc dalej co może być przyczyną tych pustych brań marnuję jeszcze jedno uderzenie, po którym następuje godzina przerwy i martwej wody.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Dwa pstryki drobnicy, która ściąga tylko gumy z główek. Nawet wszędobylskie bobry zniknęły w swoich żeremiach... Rzucam po raz ostatni i guma klinuje mi się między kamieniami, daleko bo z pierwszego opadu.
Nie pierwszy raz tego wieczoru ale kilka pstryknięć z plecionki szybko załatwiało sprawę. Tym razem.... tym razem Shinobi pękła pół metra od szczytówki! Ponad 70 metrów plecionki zostało w wodzie razem z gumą między kamieniami a kołowrotek straszył połową pustej szpuli...
Do tego wszystko się splątało i musiałem odciąć jeszcze kilka metrów klnąc siarczyście pod nosem. Dlaczego plecionka mi pękła w połowie szpuli? Nie mam zielonego pojęcia... Tak więc na dalsze łowienie zostało mi pół szpuli plecionki...
Po cichu przedarłem się przez wysoką trawę na swoją wiosenną miejscówkę. W pobliżu stało dwóch wędkarzy na łódkach, którzy robili trochę zamieszania na wodzie łowiąc dużymi i ciężkimi gumami.
Woda od wiosny opadła sporo ponad metr i z mojego wiosennego eldorado niewiele zostało. Nie tracąc jednak nadziei zacząłem obławiać każdy metr sześcienny wody zmieniając przynęty do 5 rzutów.
Zrezygnowany usiadłem na brzegu zapalając papierosa, po chwili spłynął do mnie Sitek i spędziliśmy 20 minut na rozmowie o rybach odpoczywając od łowienia. W międzyczasie minął nas Colednik, nie reagując na okrzyki "Piotrek łobuzie!" ;) Po rozmowie z Sitkiem, po raz drugi zmieniam miejsce bo jego łódka zrobiła mi za dużo zamieszania.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Pstryk. Ściągnięta guma. Pstryk. Znowu. Zmieniam na trochę mniejszą. Pach! Tępe uderzenie. Pusto. Pach! Drugie. Jest sandacz! TR8 ma moc więc zanim smoczyca zorientowała się o co chodzi była już w na brzegu.
Położyłem smoczycę na płyciutkiej wodzie żeby mogła oddychać, na gripie i bez wyhaczania aby sięgnąć po aparat. Nagle, zapewne wściekła zaistniałą sytuacją machnęła się i... zobaczyłem złamaną szczytówkę wędki...
w dwóch miejscach. Te sandaczyce naprawdę są wredne!
Delikatnie chciałem włożyć ją do wody, żeby odzyskała siły, lecz była w tak zaskakująco dobrej formie, że jak tylko z powrotem poczuła wodę wręcz wyrwała mi się z rąk i w świetle latarki zdążyłem tylko zobaczyć machającą na pożegnanie płetwę!
Ze złamaną wędką nie miałem już szans na dalsze łowienie. Sprawdziłem jeszcze raz plecionkę i odkryłem przyczynę swoich pustych zacięć... Nie dałem podkładu z żyłki i plecionka przez chwilę po naprężeniu się okręcała się na szpuli i dopiero po chwili łapał hamulec...
Jak mogłem tego nie zauważyć wcześniej? Nie mam pojęcia... Spacerem, w akompaniamencie jesiennej nocy, wróciłem z Narni do domu.
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem