No i nadchodzi ten moment, kiedy część wędkarskiej braci odstawi kije do kąta. Powiadam część, bowiem Ci, co im temperatury poniżej zera nie straszne, jak tylko aura dopisze, zarzucą świder na ramię, termos schowają do plecaka, w ręce wezmą te krótkie wędeczki i ruszą na lodowe tafle, by tam szukać swojego szczęścia.
Ja jednak jestem zdecydowanie ciepłolubne zwierze i na lód wybieram się średnio raz na dwa lata. Swojego bakcyla na ten czas usypiam lub staram się go najzwyczajniej oszukać. Pewnie większość z tych, którym wędkarstwo podlodowe aż tak bardzo bliskie sercu nie jest, ma swoje sposoby na to, jak radzić sobie w okresie wędkarskiej posuchy.
Ja na ten czas, z "praktyki" bardziej staram się przenieść w duchowość i teorię mojego wędkowania. Pomaga mi w tym kilka rzeczy. Po pierwsze. Wędkarski album. Cały sezon pstrykałem, pstrykałem i teraz mam, na co popatrzeć.
Cóż piękniejszego niż to, jak w zimowe wieczory zdjęcie po zdjęciu wspominać swoje wyprawy. Przekrojowo - od wiosny do późnej jesieni. Utrwalone wszystkie okazy, piękne krajobrazy, miejsca samotnych spotkań z przyrodą...
Czasem do tych fotograficznych wspominek dodam obraz video.
Ile ja teraz dałbym, żeby tego, co nakręcone na kamerę było więcej!!! A wtedy? Nie chciało się, oj nie chciało...Kilka ujęć i kamera do plecaka. Bo to człowiek rwał się do kolejnego rzutu, bo czekał na kolejne branie, bo myślał, że jeszcze zdąży, że jeszcze się nakręci.....i nakręcił mało.
Druga rzecz to "wędkarsko-myśliwsko-przyrodnicze" elementy w mojej codzienności. Np. kubek do herbaty.
Codzienny z nim kontakt dopiero teraz uświadamia mi, że często zawieszam na dłużej oko na sylwetkach ryb.
O właśnie - sylwetki ryb.
To już 9 lat kompletowania mojego unikalnego zbioru. Oryginalne, kochane, Mazurskie. Każda z nich jakby zastygła na chwilę i pozowała rzeźbiarzowi. Niemal naturalne, duże (niektóre prawie 60 cm-owe).
Teraz prezentują się dumnie na regale i półce, wprawiając w zachwyt wszystkich gości. Mnie po prostu bardzo cieszą.
Rzeźby w moim domu zataczają jeszcze większy krąg.
Tu stoi dumny żubr Białowieski, tam zaś wtóruje mu piękny łoś oraz samotny warchlak.
Nad całym dostojnym towarzystwem rozpościera skrzydła drapieżca - orlik.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Pośród tych wszystkich cudeniek zasiadam w fotelu i przenoszę się - naprawdę jak dla mnie - w prehistorię wędkarstwa.
Archiwalne numery Wiadomości Wędkarskich.
Kolekcja z lat 1961 - 1989 z każdą kolejną pożółkłą stroną powoduje, że zaczytuję się bez pamięci. Wiem, wiem. Zaraz podniosą się głosy, że te WW nie są wcale takie super, że identyfikują się z polityką naszego "wspaniałego" Związku, że nie do końca podążają z duchem czasu i realiami obecnego wędkarstwa.
Nie chcę podejmować się polemiki na temat dzisiejszego świata prasy wędkarskiej, ale w owym czasie WW były jedyne i to w nich (oprócz pobytu nad wodą) człowiek odnajdywał to swoje "coś". A ile było w nich pięknych opowiadań, ile opisów ciekawych i nie odkrytych jeszcze łowisk, ile wspaniałych pomysłów i unikatowych rozwiązań?
Z nostalgią wracam do tamtych "treści"... i z wielkim dla ówczesnych "Pismaków" poważaniem. Śmiem twierdzić, że w moim przypadku mieli duży wpływ na moją osobistą edukację wędkarską. Wciągnęli mnie w chorobę, której dziś nie żałuję.
Czasem taka lektura pobudza wyobraźnię - szczególnie, kiedy "namierzę" ciekawą miejscówkę. To opis sprzed lat, ale kto wie, co teraz tam może być. Wówczas wyciągam z szafki zbiór moich map.
Najcenniejsze to te ze skalą, co najwyżej 1:50 000.
I szukam, szukam...Jeżeli owego rejonu moje mapy nie obejmują wtedy niezbędna jest wizyta w księgarni, a zakup na pewno obejmie kilka pozycji. Osobiście polecam "Atlas" w Alei Jana Pawła II w Warszawie.
Po takiej lekturze w sobotni np. wieczór każdemu może zaburczeć w brzuchu. Kierunek kuchnia - w zamrażalniku na pewno znajdzie się jakiś jesienny szczupaczek skrzętnie schowany na wypadek, gdyby się zachciało....Więc co?
Przyrządzamy? A niech to, przyrządzamy. Niech płeć Piękna zobaczy mnie raz w roku przy "garach". Kuchnia - tu też z kilku miejsc spoglądają na mnie tematyczne nie duże rzeźby. Stary rybak opróżniający sieci - prawdziwy, Krutyński.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Ten drugi to jego młodszy kolega - z pod Mrągowa.
Choć połów mają udany to i tak na głowę ich bije ten z wędką - przyjezdny i jakże szczęśliwy. Taka Szczuka to dopiero powód do dumy........!!!
Po spałaszowaniu sporej porcji "zębatego", faszerowanego wątróbkami drobiowymi, pieczarkami i cebulą, znów mogę zająć miejsce w zaciszu pokoju.
Z półki mogę wybrać jeden z albumów.
To gdzie tym razem przeglądając ich zawartość uciekamy?
Mazury - cztery pory roku, Bug - Nadbużańskie Podlasie czy może w Dolinę Nieujarzmionej Rzeki - Biebrzy? A może ukoją nas Mazury - obrazy nostalgii ? Otwieram i zdjęcie po zdjęciu zachłystuję się pięknem, które autorom udało się utrwalić na kliszy.
Marzę, wzdycham, tęsknię - wszystkiego po trochu... Na koniec - gdyby mój bakcyl jeszcze się nie zaspokoił, zawsze mogę sięgnąć po mój zbiór pocztówek. Ponad 600 sztuk, tylko Mazurskie, zbierane od czasu, kiedy to pierwszy raz zagościłem w tej części Polski i od kiedy dane mi było zakochać się w tej krainie.
I co powiecie?
Zwariował? Ja odpowiem - zachorował na "Wędkarstwo", a ponieważ pewne czynniki sprawiają, że w okresie zimy brakuje mi na nie najlepszego lekarstwa - bezpośredniego z nim obcowania i kontaktu z przyrodą - to te wszystkie "wariactwa" powyżej pozwalają mi tą chorobę, na zimowy czas oszukać...
Pozdrowienia dla Wszystkich pozytywnie zakręconych... A wodom cześć...
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem