Paweł
04.12.2010 38,060 wyświetleń ~5 min czytania

W pogoni za sandaczem

Wędkarski sezon 2010, zwłaszcza wiślany, był nieprzewidywalny. Nie da się go przedstawić w kilku słowach. Niniejszy tekst jest początkiem kilkuczęściowego mini – cyklu podsumowującego mój sezon 2010. Zaczynam od sandacza bo to temat najświeższy….

Paweł Autor

Pasjonat wędkarstwa, który dzieli się swoimi doświadczeniami i wrażeniami z nad wody. Chętnie poznaje nowe techniki i miejsca, odkrywając tajemnice polskich akwenów.

48 artykuły Łączne wyświetlenia: 439,013

Sandaczowy sezon 2010 okazał się dla mnie bardzo interesujący. Chodząc i pływając po Wiśle za tymi pięknymi rybkami przeżyłem kilka miłych chwil. A jeden jesienny dzień szczególnie utkwił mi w pamięci i będę go wspominał w zimowe wieczory!!!

Ale łatwo to wszystko nie przyszło. Pamiętać trzeba, przede wszystkim, że Wisła roku 2010 to była bardzo trudna woda. Przybory dokonywały nieustannych zmian w konfiguracji dna, dobre miejscówki to się pojawiały, to znikały, co w konsekwencji nie ułatwiło wytypowania potencjalnych jesiennych miejscówek.

Ale wracajmy do sandaczy. Szczególnie jesień jest dobrym okresem połowu sandacza, ale jest to trudne i uciążliwe zadanie. Bo jesień to wiatr, deszcz, zimno, płynące liście, itp. Do tego sandacz to jednak król nocy.

Muszę się przyznać, że do tegorocznego jesiennego sandaczowania bardzo starannie się przygotowywałem. Późną jesienią zeszłego roku postanowiłem podszkolić się (teoretycznie) w połowie sandacza.

Oglądałem fotki łowców tej ryby, również na Shrapie mamy kilku fachowców, starałem się zapamiętywać i zapisywać jak najwięcej faktów. Notowałem sobie w jakich godzinach najczęściej są sandacze poławiane.

Jesienią 2009 jeszcze skupiłem się na dotychczas ulubionej mojej rybie jesieni, okoniu, ale sandacz już błąkał się po głowie. Zimą zaczytywałem się w temacie nocnych sandaczy, nawiązywałem kontakty z osobami, które te sandacze łowią regularnie.

Mozolnie dopytywałem o najlepsze przynęty, charakterystykę potencjalnych miejscówek…. Powoli nakreślałem sobie plan działania na kolejny rok. I marzyłem o takich sandaczach. Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo Marzenie się spełniło!!!!

Sandaczowy początek roku 2010 nie nastrajał optymistycznie, wielka woda skreśliła możliwość zapolowania na czerwcowe sandacze, a na nie również miałem ochotę. Dopiero przełom czerwca i lipca pozwolił popróbować.

Ten czas był również dla mnie swoistym testem czy mam się co nastawiać na jesienne, wieczorne sandacze. Bo z zasady jestem wędkarskim samotnikiem i zdawałem sobie sprawę, że większość sandaczowych wypraw odbędę sam, w nocy.

Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo A wiadomo, w nocy wszystkie koty są czarne, za każdym krzakiem czai się zło, a strach…, no cóż, strach ma bardzo wielkie oczy!

Kilka lipcowych nocy, które spędziłem samotnie nad Wisłą pozwoliły mi uwierzyć, że dam radę i jesienią. Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo Również doświadczenia czysto wędkarskie tych kilku letnich nocy okazały się nie do przecenienia.

Nauczyłem się, przede wszystkim, spinningować po ciemku lekkimi przynętami, bo to jest dość trudna sztuka. Początki nie były łatwe. Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo Druga rzecz – oderwać się jednak z przynętą od dna.

Bo sandacz, jak to drapieżnik, wieczorem na żer wychodzi za drobnicą w płytsze rejony. No i trzecia, równie ważna sprawa – nauczyłem się dość sprawnie obchodzić w warunkach nocnych z aparatem fotograficznym (aczkolwiek nie ma co porównywać zrobienia sobie fotki z rybą w piękną cieplutką lipcową noc z tą samą czynnością czynioną w wieczorną jesienną szarugę….).

Spotkałem również kilku nieznajomych nocnych wędkarzy, z którymi udało mi się porozmawiać, tym samym poszerzając swoją wiedzę. Powoli oczy mi się otwierały na nocne spinningowanie, dodatkowo kilka złowionych lipcowych i sierpniowych sandaczy utwierdziło mnie w przekonaniu, że obrałem odpowiedni kierunek.

Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo O tych letnich sandaczach nie będę się za bardzo rozpisywał, były one poławiane niejako przy okazji.

Może wspomnę tylko spływ, podczas którego zaparkowałem na jednej z lewobrzeżnych główek i udało mi się mozolnym obławianiem napływu i zapływu skusić 5 sandaczy w przedziale 45-50 centymetrów Owszem, chciałem je łapać, ale było to jeszcze na etapie eksperymentalnych nocnych połowów, szukania odpowiednich miejscówek czy dobierania nowych przynęt.

Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo Kolejne powodzie i przybory nie pozwalały jakoś za bardzo się rozwijać, ale z cierpliwością czekałem jesieni wierząc, że dobrze będzie.

W międzyczasie połapałem trochę dziennych boleni czy szczupaków, jednocześnie pilnie obserwując wodę. Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo I czekałem na informacje z nad wody, że warto już wybrać się na sandacze.

Lecz nie czekałem bezczynnie. Kilka spływów pontonem można by uznać za sandaczowo bezproduktywne, gdyby nie to, że moim celem było badanie dna za pomocą echosondy. Po każdym przyborze wypływałem i obserwowałem zmiany.

A zachodziły one bardzo dynamicznie! Po pierwszym przyborze moja Wisła pogłębiła swoje koryto do nie widzianych przez mnie od ponad dwudziestu lat stanów! Drugi przybór zachował tę korzystną tendencję.

Niestety ostatni przybór „zepsuł” nieco rzekę. Wypłycił ją, sporo piasku, który został wyrzucony wcześniej na brzegi – powróciło na dno rzeki. Do tego zaobserwowałem liczne przykosy, których po pierwszych przyborach nie było.

No, ale cóż, to nie Rzeka przystosowuje się do wędkarza, tylko wędkarz musi przystosować się do niej! To wszystko nie zniechęciło mnie jednak i próbowałem plan realizować. Jesiennym przedsmakiem był początek października, kiedy to kolejnych kilka sandaczy po ciemku udało się przechwycić.

Nie były to okazy, a rodzynkiem w tym towarzystwie był piękny sześćdziesięcio jedno centymetrowy sandacz. Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo Kilka wieczornych wypraw udało mi się przeprowadzić z sandaczowymi shrapowymi wyjadaczami, ale i coraz odważniej zapędzałem się sam nad wodę.

Również z wypiekami na twarzy rejestrowałem wszelkie wieści o złowieniu sporych wiślanych sandaczy w drugiej części października, niestety zbiegło się to w czasie z koniecznością przesiadywania do nocy w pracy, na ryby w tym czasie miałem bardzo mało czasu.

Ale godzina zero zbliżała się wielkimi krokami! Obiecywałem sobie – listopad musi być mój! I tak się właśnie stało! Apogeum mojego jesiennego szaleństwa (mojego i trochę mniej sandaczowego) rzeczywiście nastąpiło właśnie w listopadzie.

Z tym, że poprzedzone odpowiednim wywiadem! 17 października, jak już woda się unormowała – spłynąłem pontonem, mało łapiąc, przede wszystkim obserwując dno na echosondzie. Wtedy to namierzyłem kilka obiecujących miejscówek.

Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo 31 października zdreptałem to samo na piechotę, uważnie obserwując już z brzegu jak wygląda możliwość połowu w określonych miejscach.

Reklama
Product

🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!

Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!

Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo No i w ten sposób miałem już wytypowane cztery konkretne miejsca, w których postanowiłem spędzić cały listopad i konsekwentnie je obławiać.

Oczywiście równolegle zbroiłem się sprzętowo, przede wszystkim starałem się wzbogacić swój arsenał przynęt sandaczowych. To o tyle było łatwe, że sandacz gustuje podobnie jak boleń, w niedużych rybkach.

A jak przypuszczałem, nocny sandacz zjada przede wszystkim ukleje. A przynęt uklejopodobnych, ze względu na to, że uwielbiam bolenie, miałem pod dostatkiem. Ale dokupiłem też sporo nowych przynęt, wśród nich właśnie była przynęta, która okazała się killerem na jesienne sandacze!

Trzy kije zostały wyczyszczone, na kołowrotki nawinąłem nowe plecionki, drobiazgi też w gotowości. I w ten oto sposób - już byłem przygotowany do stawienia czoła listopadowym potworom! Nadszedł listopad!!!

Okazało się, że moja determinacja i chęć połapania sandaczy była wielka. Konsekwentnie, kilka razy w tygodniu wyruszałem po zmroku nad Wisłę. W większości przypadków były to wycieczki samotne.

Praktycznie całkowicie odpuściłem ulubione dotychczas ryby jesieni – okonie! Poniżej przedstawię, w formie notatnika z nad wody, streszczenie (pełną wersję mam w swojej osobistej dokumentacji) moich listopadowych wzlotów i upadków.

3 listopada - pierwsza listopadowa samotna wyprawa - to trzy sandacze, w tym tylko jeden wymiarowy. Ale już wtedy, wzbogacony październikowymi doświadczeniami, miałem swoich przynętowych faworytów.

Brań tego dnia miałem więcej, ale zaciąć nie mogłem. Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo 6 listopada – kolejny wypad.

Zmiana zestawu na znacznie lżejszy. Pozostał spory kołowrotek, plecionka odrobinę tylko cieńsza, przynęty bez zmian. Tylko kij diametralnie różny. Z porządnego wiślanego wędziska przerzuciłem się na znacznie delikatniejszy, sandaczowy sprzęt.

I to było to! Ten dzień opiszę trochę szerzej…. bo warto! Bo okazało się, że, mimo tak niesprzyjającej aury, był to najpiękniejszy dzień tej jesieni! To była sobota, cały dzień padało, wieczorem też, ale wybrać się musiałem.

Nie było innej opcji! Nad wodą byłem sam, mimo, że to była dopiero 16.30. Ale fakt, ciemno już było jak u Murzyna… w piwnicy! Łowisko to taka mini główka, bardziej odkos brzegowy. Ale i tak wysunięty nieco w wodę, brzeg od wiatru nie chronił.

Zacząłem jeszcze tradycyjnie, niedużą gumą na lekkiej główce, najpierw perłowym twisterkiem, potem mannsowskim ripperkiem. Nic, żadnego puknięcia. Więc szybko zmieniam na sprawdzonego ostatnio….

tonącego woblera. Trafiony zatopiony można by rzec! Od razu w pierwszym rzucie mam branie. W opadzie, nie podczas prowadzenia! Zacinam nieśmiało i jest! Szybki hol, miarka, jest wymiar. Następny rzut i jest kolejny, tym razem niemiarowy.

Kolejne dwa, trzy rzuty bez brania, no i niestety strata woblera. Na szczęście mam kilka takich samych. Więc nie daję mu już dochodzić do dna, skoki robię wyżej, tak w pół wody. Aha, dodam jeszcze, że tam głęboko nie było, jakieś maksymalnie dwa i pół metra, dno raczej czepliwe (kamienie).

Prowadzenie woblera w wyższych partiach wody dało piorunujący efekt! Co kilka rzutów miałem solidne brania. I ryby były coraz okazalsze. Wszystkie dobrze zapięte na kotwiczkach, i co ciekawe – wszystkie za dolną szczękę!

Następnej godziny nie potrafię opowiedzieć. Silny wiatr, coraz mocniej padający deszcz oraz… żerowanie sandaczy powodują i we mnie jakieś szaleństwo! Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo W każdym razie, w ciągu niecałych trzech godzin wyholowanych dziewięć sandaczy, w tym siedem wymiarowych, cztery sztuki ponad sześćdziesiąt centymetrów!!!

Kolejno: 48 cm, niewymiar, 61, niewymiar, 57, 55, 64, 62 i 66 cm. Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo Naprawdę, jak dla mnie istne szaleństwo!

Byłem sam nad Wisłą, deszcz w oczy w ogóle mi nie przeszkadzał! Naprawdę, dla mnie było to spełnienie listopadowych marzeń! W końcu, zmoknięty, ale szczęśliwy, bez żalu zakończyłem połów ok.

godziny 19.00, mimo, że mogłem jeszcze powalczyć! Uznałem, że rybki też muszą odpocząć! Choć nie ukrywam, rzęsisty deszcz, a także zmoknięcie i całkowite zaparowanie aparatu fotograficznego dopomogły mi w podjęciu decyzji o powrocie do domu.

Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo 7 listopada – odpuszczam, wczorajszego szczęścia było aż nadto 8 listopada – o 17.00 wróciłem z pracy, o 19.30 musiałem być z powrotem w domu.

Może i mało czasu, ale…. 5 minut autobusem, 25 z buta, godzina łapania, kolejne 30 z powrotem. Szybka myśl: dam radę! Godzinka z wędką zaowocowała dwoma wymiarowymi sandaczykami po ok. 50 cm oraz potężnym niezaciętym walnięciem!

Pogoda była spokojna, stabilna, bez wiatru , deszczyk lekko siąpił, ciepło, dobre 10 st. Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo 9 listopada - rozgwieżdżone niebo, chłodniej, godzinka nad wodą (20-21), bez brania.

Woda podniosła się o ok. 15 cm. Spostrzeżenie na gorąco: za późno byłem nad wodą!!! O 20.00 woda jeszcze trochę „żyła”, o 21.00 cisza jak makiem zasiał, nawet bobry wracały już do swoich schronisk….

W miejscu tego połowu po raz kolejny zaobserwowałem pojedyncze martwe ukleje na kamieniach, pozostałość po żywczarzach. A może to ma przełożenie na fakt, że dość skuteczną metodą w tym określonym miejscu jest „tonący wobler w dryfie z opadu”?

Wszak w opadającym luźno woblerze może być tyle samo życia ile w martwej uklejce! A wędkarze tymi uklejkami podczas zmiany przynęty na nową mogą…… nieźle nęcić (wyrzucając rybki do wody).

10 listopada – przyzwoita pogoda, ciepło, wiaterek raczej słaby. Kolejna godzinka nad wodą (19.30-20.30 obłowienie dwóch miejsc nie przynosi efektów. Po tym dniu doszedłem do przekonania, że tak właśnie trzeba – godzinka, max dwie nad wodą, i jeśli nie bierze to do domu, a jeśli sandacz żeruje – walka dłużej!

Reklama
Product

⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!

Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.

I drugie spostrzeżenie: chyba trzeba szukać, nie przywiązywać się do jednej miejscówki, każdego wieczora obrzucać dwa, trzy miejsca. 11 listopada – pogoda paskudna, wiatr zachodni, zmieniający się na północny, deszcz w oczy, znacznie zimnej niż wczoraj.

Nad wodą tym razem wcześniej i trochę dłużej(16-18), kolejne dwie miejscówki obłowione, jedyny sandacz (miarowy) wyholowany w jednym z tradycyjnych „trzech ostatnich rzutów”. Jako ciekawostkę tego dnia traktuję kolejne już wbicie kotwicy woblerka w dłoń.

Zawsze w takich momentach ciepło mi się robi na myśl, że może mnie to wyłączyć na kilka dni z wędkowania (szczególnie pod koniec sezonu). Tym razem rzecz tyczyła wskazującego palca lewej dłoni – czyli ważnego narzędzia przy zmianie przynęty zgrabiałymi paluchami.

Na szczęście ma się już to doświadczenie i świadomość, że najważniejsza jest… pierwsza minuta. Albo wyrwiesz, albo… zaczynają się kłopoty! Mi szczęście dopisało! 12 listopada – nadal lekko pada, wieje, nad wodą jedno ledwie puknięcie na dwie godziny.

Cóż, chyba trzeba odpocząć trochę….. 17 listopada – To się nazywa odpoczynek od ryb! Całe cztery dni wytrzymałem. Ale tym bardziej wyposzczony, korzystam z faktu, że udało mi się wyrwać z pracy „równo z syreną”.

O 19.00 nad wodą, bardzo ciepło, ok. 10 stopni, nieustanny siąpik, wiaterek lekki od wschodu, taki „zgniły wyż”. Po półtorej godziny rzucania odwrót, nic się nie dzieje……, nuda…… 19 listopada – No i po co ja dzisiaj poszedłem na te ryby?

Bliskie spotkanie z szarpakowcami skutecznie zepsuło mi humor na cały weekend. Człowiek niby wie co się dzieje nad wodami, ale jak go to spotka nad swoja wodą – smuci, złości i boli…… 22 listopada – dziś godzinka między 16 a 17.

Mocno wiało, zaczynało padać, ale poszedłem, żeby się przełamać. Klina klinem, żeby mnie trauma nie trzymała po piątkowym dniu z szarpakowcami. Dobrze zrobiłem, brania nawet nie miałem, ale szczęśliwie żadnego łachudry nad wodą nie widziałem.

Robi się chłodniej, na koniec tygodnia lekki mróz zapowiadają, trzeba być zwartym i gotowym! 24 listopada – dwie godzinki nad wodą, jedno branie, zaczyna się coraz chłodniej robić….. 26 listopada – od 16 do 19 bez jakiegokolwiek kontaktu, sztywniejąca na mrozie plecionka trochę przeszkadza.

Wystarczyło odłożyć na chwilę sprzęt (łyk herbaty w takich warunkach jest bezcenny) i już trzeba było rozmrażać cztery najmniejsze przelotki, tak szybko zamarzały. Czyżby sezon się kończył?

Niemożliwe! Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo 27 listopada – a może jednak możliwe?

Praca w domu nie pozwoliła mi wybrać się nad Wisłę za dnia, a o zmierzchu mocno sypnęło śniegiem……….. 28 listopada – ależ nasypało śniegu! Obawa, że to może być koniec sezonu kazała mi wybrać się nad Wisłę, być może pożegnać się z sandaczami.

Pociesza mnie jedno: ja się z nimi pożegnałem, ale one ze mną nie! Czyli liczą, że jeszcze się tej jesieni (zimy?) spotkamy. I tej myśli będę się trzymał……. Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo Kolejne dni to już gwałtowny atak zimy.

W nocy spadki temperatur poniżej 20 stopni mrozu, zawieje i zamiecie śnieżne, komunikacyjny paraliż. Rzeką plynie kra.... Serce podpowiada, że jeszcze da radę w tym roku odwiedzić Wisłę z wędką, rozum niestety kiwa przecząco głową.

Zobaczymy co nam grudzień przyniesie…… Cóż, pozostało mi jeszcze krótko podsumować ten sezon sandaczowy. Trochę statystyki w naszym pięknym hobby. Przeglądając notatki wychodzi mi, że wieczorno-nocny sandacz był w tym roku celem moich około trzydziestu wypraw (w tym czternaście listopadowych!).

Jak na rok, w którym Królowa długo broniła się przed wędkarzami (kilka powodzi) jest to ilość dość godna. Złapałem około 60 sandaczy, z czego prawie połowa była wymiarowa. Średnio dwa sandacze na wyjście, w tym jeden wymiarowy.

Największy sandacz to ledwie 66 cm, czyli ponad 20 cm mniej niż moja życiówka sprzed kilku lat. Ale wtedy złapałem w sezonie może dwa, trzy sandacze, czyli tamtego dużego sandacza muszę zakwalifikować do grupy wędkarskich fuksów.

Teraz sandaczy złapałem kilkadziesiąt! Prawie wszystkie tegoroczne sandacze złapałem wieczorem, po zmroku. O ile mnie pamięć i notatki nie mylą, tylko trzy wymiarowe sandacze trafiły się za dnia.

Najpóźniejszy jesienny (trzynastego, nomen omen, października) sandacz zagryzł o 22.00 czyli 4 godziny po zmierzchu. Ostatni w sezonie 24 listopada. Żadnego bodajże sandacza nie złowiłem po północy czy nad ranem, ale na to jest logiczne wytłumaczenie: więcej niż 90% wyjść odbyłem wieczorem, bez pozostawania całą noc.

Wszystkie letnie sandacze złapałem na woblery, wszystkie dzienne (3 szt.) sandacze złapane zostały na gumy. A listopad to praktycznie znowu tylko woblery, zwłaszcza jeden model okazał się niezwykle skuteczny.

Pod koniec sezonu miałem już dość wąsko wyselekcjonowane przynęty. Shrap-Drakers.pl | Shrap Drakers Fishing | Wędkarstwo Nawet biorąc pod uwagę, że statystyka jest nieco wypaczona dwoma zdarzeniami (lipcowe 5 sztuk i listopadowe 9 sztuk podczas jednego wyjścia), to i tak jestem bardzo zadowolony z sandaczowego sezonu 2010!

Bo to był przecież rok uczenia się nocnego sandaczowania!!! A przy okazji: Krzysiu (krzyko) i Pawle (Bizoniku) – dziękuję za liczne rady i towarzystwo! Skrupulatne tegoroczne notatki i zdobyte doświadczenie zaowocują, mam nadzieję, większymi sukcesami w kolejnym sezonie.

Na przyszły rok planuję więcej sandaczowych wypraw, bo wierzę, że następny rok na Wiśle nie będzie już tak nieprzewidywalny jak obecny, a Wielka Rzeka uspokoi się po tegorocznych szaleństwach na kilka lat.

Obiecuję, że za rok, bez względu na efekty, napiszę „W pogoni za sandaczem 2011” Bo dla mnie wiślany sezon 2011 będzie sezonem SANDACZA!!!!!! I mając nadzieję, że w bieżącym roku pogoda pozwoli jeszcze połapać w grudniu (choć nadzieja ta z dnia na dzień topnieje) – już czekam na środę, pierwszego czerwca 2011……….

Paweł Popławski

Reklama
Premium wędkarstwo

🎣 Premium Wędkarstwo - Dołącz do Elity!

Odkryj ekskluzywne produkty i techniki używane przez mistrzów wędkarstwa.

💬

Komentarze

Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami

0 komentarzy

Dołącz do dyskusji!

Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem

📚

Podobne artykuły

Odkryj więcej fascynujących treści, które mogą Cię zainteresować

Grudniowa woda
📖 ~5 min
Wędkowanie spinning

Grudniowa woda

Zostały nam ostatnie i do tego niecałe dwa tygodnie sezonu spinningowego, co oznacza tylko jedno – jeśli tylko pozwoli nam pogoda – powinniśmy być nad wodą przynajmniej codziennie! Każdy spinningista marzy o tym, żeby złapać grubego wypasionego sandacza. Te marzenia można spełnić zwłaszcza późną jesienią, kiedy te największe egzemplarze, głównie samice pełne ikry, krążą wokół stad leszczy i krąpi, jedząc i magazynując energię na zimę. I tak jak za pomocą magicznej różdżki, miejscówki, które w okresie letnim odwiedzają raczej średniej wielkości ryby, teraz mogą nas obdarzyć grubą życiówką!

👤 bysior 👁️ 2,032
18.12.2018
Panie, tu nie ma ryb!
📖 ~5 min
Wędkowanie spinning

Panie, tu nie ma ryb!

Tegoroczny sezon jest dla mnie bardzo nieprzychylny. Tak bardzo, że nie pamiętam takiego drugiego w całej swojej świadomej karierze wędkarskiej, która liczy już gruuubo ponad dekadę. Mówiąc wprost – ten sezon to istna tragedia. Chyba nie potrafię już łowić...

👤 bysior 👁️ 2,511
09.08.2017
DRAGON NANO CORE X4 - cena i jakość za jednym zacięciem!
📖 ~5 min
Wędkowanie spinning

DRAGON NANO CORE X4 - cena i jakość za jednym zacięciem!

Listopad i grudzień to miesiące, w których mamy największe szanse w roku na złowienie pięknych okazów sandaczy, szczupaków, okoni i pobicie naszych życiowych rekordów. Dlatego niesamowicie ważny jest dobór odpowiedniego sprzętu – ważne są nawet najmniejsze detale.

👤 bysior 👁️ 4,318
31.10.2016