Z lat dziecinnych, gdy zaczynała się moja przygoda z wędką, pamiętam taki oto obrazek, który, niczym wspaniały slajd wciąż mam przed oczyma: oto parujący świt nad wielkim mazurskim Jeziorem, pierwsze pomarańczowo - czerwone promienie słońca przebijają się znad lini hoyzontu, witając nowy dzień.
Spławik delikatnie podryguje na tle trzcin i po chwili wyciągam piękną płoć. Obok słyszę hałas, spoglądam kątem oka i widzę perkoza, który zmaga się z pięknym, dorodnym węgorzem. - Ach, jakże piekne i rybne są Mazury - myślałem wówczas w duchu chłonąc piękno poranka.
Tego dnia złowiłem wiele dorodnych ryb. Płoci, okoni, krasnopiór, cóż spinning był dla mnie jeszcze zupełnie nieciekawą metodą wędkarską... We wczesnych latach 90 na Mazurach zbiorowe ataki okoni na rybi drobiazg, efektowne szarże wzbijające gejzery wody szczupaczych rozbójników opodal szuwarów były zwykłą codziennością.
Lubiłem ukradkiem wkładać głowę pod pomost i podglądać dorodne płocie lub okonie odpoczywające i uciekające przed wakacyjnym gorącym słońcem w zbawienny cień. Z zazdrością spoglądałem na połowy wędkarskie dorosłych, którzy łowili z łodzi.
Węgorze, szczupaki, okonie wspaniałych rozmiarów łowione w dużej ilości wzbudzały mój dziecinny zachwyt, skutecznie podsycając kiełkujacego wędkarskiego bakcyla. Nad to jezioro potem wielokrotnie wracałem już jako doświadczony wędkarz.
Niestety z roku na rok było coraz gorzej, idylliczny obraz rybnych Mazur z lat dziecinnych w pamięci blakł i szarzał, jego miejsce zaś zajmowała natrętna wędkarska złość i zwykła rozpacz. Okonie już nie urządzały rzezi uklei, pojedyncze szczupaczki średniaczki były sensacją, o których się mówiło długimi tygodniami, pod pomostem nie widziałem już żadnych ryb.
Aż w końcu przestałem odwiedzać Mazury i Jezioro na wiele lat. Tak oto padł mit Wspaniałych, Rybnych Mazur, odtąd stałem się wyznawcą teorii, że Na Mazurach nie ma juz ryb, zostały bezmyślnie wytrzebione, a brzegi jezior - zadeptane przez turystów.
Jednak obrazek z przeszłości, wciąż mocno tkwiący w pamięci wciąż budził nadzieję na to, że jeszcze kiedyś dane mi będzie odwiedzić Mazury takie, jakimi zapamiętałem je jako pacholę. Nadzieja ta zagoniła mnie w samo serce Warmi i Mazur na zasłużony i wytęskniony urlop.
Choć tak naprawdę to chyba wolałem góry ... Cóż mnie miłego z wędkarskiego punktu widzenia może spotkać na Mazurach przecież ...? - Niewiele. Jednak nadzieja wygrała z rozsądkiem. Zapakowaliśmy klamoty do Wieśki (pieszczotliwa nazwa naszego autka) i ruszyliśmy znajomą drogą.
W Szczytnie skręciliśmy jednak w zupełnie innym, niż kiedyś kierunku - w drogę prowadzącą nad inne Jezioro. Im bliżej było Celu naszej podróży, tym częściej zerkałem z zaciekawieniem przez okna samochodu, zastanawiając się, jak będzie tym razem ...
Aż wreszcie - jesteśmy! Pierwsze wrażenie - spokój... Nie ma ludzi ... Szok, wszak sezon wypoczynkowy już się zaczął no i mamy w końcu długi czerwcowy weekend... Jezioro śliczne. Gospodarz ma dwie łódki, opowiada wspaniałe historie o rybach, pokazuje zdjęcia ...
Rozbudza nadzieje. Pierwsze dwa dni zmuszony jestem odpuścić spinning. Za to pieknie bierze białoryb na quiwerka. Rany, ostatni raz tak białoryb brał mi na Mazurach ... tak, tak ... kilkanascie lat temu!
Płocie, leszcze skaczą w siatce ciężkiej od ryb. Czyżbym znalazł swoją nową ostoję na Mazurach...? Wreszcie poniedziałek i wytęskniona pierwsza wyprawa. Dzień wita pieknym świtem...
Jezioro jest urozmaicone, wspaniałych miejsc jest wbród, jest kilka wysp.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Ślicznie wyglądają na szklistej tafli Jeziora...
Pod jedną z nich w kilku pierwszych rzutach trafiam okonia dwudziestokilku centymetrowego.
Kiedy to w pierwszych rzutach na Mazurach trafiłem ostatni raz rybę na spinning, nie pamiętam! Jest pięknie...
Nad głową dostrzegam kołujące 3 bociany, na brzegu widzę stado 6-8 dzików, w tle klangor żurawi, a obok perkoz tańczy dla pani perkozicy.
Nagle obok mnie chlupot... Spoglądam i .. widzę w blasku wschodzącego słońca perkoza, który walczy z całych sił z pięknym węgorzem! Gęba śmieje mi się od ucha do ucha - juz wiem, że to może być piękny urlop.
Tego dnia łowie jeszcze szczupaczka średniaczka.
Innych ryb nie udaje mi się wyholować.
Jest dużo brań, ciężko je jednak zaciąć, a gdy się ta sztuka udaje, niestety dużo rybek spada. Minimalne zluzowanie plecionki i jest po sprawie. W ten sposób tracę tego dnia wspaniałą sztukę w miejscu, które potem nazwę - "Wyspą Wariata".
Tu po raz pierwszy wyje mi hamulec podczas tego urlopu i trzęsą mi się ręce z emocji na tyle, że muszę zrobić krótką przerwę. Drugi dzień przynosi kilka okonków...
Poznaję również uroki jeziora, chłonę jego urok łapczywie niczym kania wodę ...
Żona potem powie że jestem wariat, bo tylko wariat może na wiosłach opłynąć całe jezioro jednego dnia :)
W końcu trafiam na górkę...
Niepozorną, zarośniętą rzadkim sitowiem. Tu wczoraj miałem spotkanie z przeciwnikiem, który przyprawił mnie o strzał adrenaliny i zwiał. Licze po cichu na rewanż. Nie jest źle - od razu trafiam średniaczka.
Potem inny wypina mi się niedaleko łódki. Kilka ripperków żegna się również ze swoimi ogonkami. Biorą, niesamowite! Delikatnie a jednak... Zmiana położenia łodzi, staję na wprost górki, na agrafkę zapinam ...
gnoma zeróweczkę. Szaleństwo? Nie :) Wczoraj ten gnom w ciągu 3 minut dał mi dwa piekne brania. Kilka rzutów i spokojne, acz silne przytrzymanie. Zacięcie i ... gwizd Sargusa. Ryba ostro muruje do dna.
Szok! Pierwszy odjazd zabiera mi z 15 m plecionki. Kolejne są krótsze, lecz w każdym przypadku rybka ucieka na przynajmniej 10 m. Kij trzeszczy, teraz doskonale widzę jego prawdziwą akcję - głębooooki parabolik!
Szpulę chwilami hamuję delikatnie ręką. Po kilku minutach odważam się na podciągnięcie ryby pod powierzchnię. Dostrzegam pięknego, ciemnego szczupaka, a z ust wydostaje mi się tylko krótkie "O rany ...".
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Szczupak zerknął mi w oczy o dał takiego nura, że aż przeraziłem się, że wjedzie mi w zielsko na górce, od której byłem oddalony o dobre 25 m. Ten odjazd go zmęczył, ostrożnie podholowany do łodzi pozwolił się podebrać.
- Jest!
Ufff, co za wariat, nie ryba! - myślę sobie. Maleńki gnomik tkwi w nożyczkach pyska. Po odhaczeniu szybka sesja i rybka wraca do wody. Szczupak ma 81 cm. A już myślałem, że pobiłem swój rekord.
Zabrakło 4 cm. Jednak nie martwi mnie to wcale, ten, przy tamtym walczył jak rozjuszony byk przy potulnym cielaczku.
Szybka sesyjka.
Uczucie, gdy on majestatycznie odpływa w toń jeziora - bezcenne i wspaniałe! Górka zaś od tej chwili nosić będzie już nazwę "Wyspa Wariata". Macham jeszcze kilka razy, ale już czuję wędkarską sytość.
Cóż mnie jeszcze może spotkać tego dnia? Niewiele, wracam do Asi, która i tak dzielnie znosi moje wyprawy i związane z tym samotne chwile. Kolejne dwa poranki przynoszą łącznie kilkanaście brań, rybki dają mnóstwo radości, zwłaszcza, że są bardzo waleczne!
Piękny okoń spada przy łodzi, zaś sześćdziesiątak efektowną świecą wytrąca rippera z pyska zyskując wolność.
Odpuszczam popołudniowe wyprawy, ten czas poświęcam Mojemu Skarbowi.
Wspólnie mamy przednią zabawę z białorybem z pomostu, który bierze jak szalony Żonie na spławik. Mi meldują się sympatyczne leszcze na quiwerku. Przez chwilkę pokryjomu, w blasku zachodzącego słońca obserwuję Asię - oj, czyżby bakcylek wędkarski kiełkował również w jej sercu?
Oby! Gdy słysze z jej ust "O rany! Widziałeś?!" - kiwam głowa i uśmiecham się - oto szczupak zaatakował ukleje tuż obok jej spławika z łoskotem łamiąc ciszę wieczoru.
Wspaniały dzień kończymy zgodnie stwierdzając - "Rany, ale tu fajnie!" We czwartek żegnam się z Jeziorem porannym 2 - godzinnym szybkim wypadem.
Łowię szczupaczka 55 cm, spada mi ładny okoń, kilku brań nie zacinam.
Jestem niesamowicie zachwycony tym miejscem, odkładam spining i patrzę na jezioro.
Przez tych kilka dni byłem praktycznie jedyną osobą na łodzi... Niesamowite! Nieśpiesznie wracam do brzegu. Odjeżdżamy z żalem, że to już koniec i pewni, że tu wrócimy nie raz. Nadzieja na Mazury z lat młodości za sprawą perkoza, węgorza oraz Wariata znów rozkwita i rozjaśnia gębę uśmiechem od ucha do ucha !
To był wspaniały urlop! PS. Prototyp statywu w łodzi - niezawodny: ;) 
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem