Kultura nad wodą, etyka wędkarska – te sformułowania coraz bardziej odchodzą do lamusa, coraz mniej wędkarzy wie co to w ogóle oznacza. Nie wspominając o tym, że coraz więcej wędkarzy przestaje stosować w praktyce.
Niestety, tak jak w każdej dziedzinie współczesnego życia – również nad wodą wiele wartości zanika... Zanika bezpowrotnie. A szkoda to wielka... Kiedyś młody chłopak, który chciał łowić ryby, robił wszystko po kolei.
Dowiadywał się mozolnie o arkanach sztuki wędkarskiej, często sam dochodził do wielu spraw. Jak dorwał jakąś publikację wędkarską chłonął wiedzę jak gąbkę. Ryby zaczynało się łowić od wędki z leszczyny, potem był bambus, jakiś szklak itd.
Wiedzę zdobywało się głównie nad wodą, własnym doświadczeniem. Teraz pod tym względem mamy czasy całkiem inne. Lepsze czy gorsze – trudno mi ocenić. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że dochodzenie do wszystkiego powoli, własnym pomysłem, daje sporo radości i, co mi wydaje się bardzo ważne, dystansu do wielu rzeczy.
I w kontekście tego co powyżej mam takie ogólne spostrzeżenie. Fakt, że młody wędkarz pominął etap leszczyny, bambusa czy szklaka i od razu wsiadł na „wysokie moduły” nie jest jeszcze niczym złym.
Ale fakt, że część z tych młodych wędkarzy pominęła jednocześnie (co niestety potrafi iść w parze) pewien etap „kulturalny” – to już trochę gorzej. Nie dotyczy to oczywiście tylko zachowania nad wodą, jest to problem o wiele szerszy (wystarczy wsiąść do pierwszego z brzegu autobusu w godzinach powrotu młodzieży ze szkół), ale nas głównie interesuje młody wędkarz.
I nie chodzi mi w tym miejscu o brak najprostszego „dzień dobry” do drugiego wędkarza, ale bardziej o to ekspansywne podejście do tegoż wędkarza. Generalnie młodzież (nie tylko wędkarska przecież) jest coraz bardziej z kulturą na bakier, jest coraz agresywniej nastawiona do świata.
Fakt jest to niezaprzeczalny... Ale żeby nie było, że się czepiam młodych ludzi. Przecież ten młody wędkarz też jest narażony na cięte riposty starych wędkarskich wyjadaczy. Przytoczone poniżej znane wszystkim krótkie wędkarskie dialogi wciąż są często spotykane nad wodami.
Podchodzi młody wędkarz do wędkarskiego wygi i nieśmiało pyta: „Biorą?” W odpowiedzi błyskotliwe: „A kto teraz nie bierze?”. Albo podobne, patrzy ten młody adept jak doświadczony wędkarz holuje kolejną płotkę.
I dopytuje z ciekawości: „Na co biorą?”. „Na kolację” – pada odpowiedź...Oczywiście są to wyświechtane, nieco przestarzałe opowiastki. Ale tak naprawdę bywa jeszcze gorzej. W odpowiedzi często można usłyszeć niewyraźne burknięcie dające do zrozumienia: „spadaj gówniarzu”!
Niestety, nad wodami niekulturalnych zachowań jest coraz więcej. Po prostu widać tu wyraźnie odzwierciedlenie ogólnego trendu w naszym społeczeństwie. Osobnik, który na chama wskakuje do tramwaju tak samo zachowa się na wędkarskiej miejscówce.
Ktoś, kto nie używa na co dzień kierunkowskazu bo ma w głębokim poważaniu innych użytkowników – nie będzie miał również zahamowań, żeby wjechać samochodem na samą główkę. Ktoś kto nie mówi sąsiadce „dzień dobry” – na pewno tak samo zachowa się w stosunku do widywanego od czasu do czasu wędkarza.
Ktoś kto rzuca peta obok kosza, nad wodą zostawi pudełko po robakach. Takie czasy, z takimi zachowaniami musimy się mierzyć. Niestety...! Tym bardziej cieszą objawy normalności. Ot, dwa takie fajne przykłady może podam.
Wiosną, a także w środku lata zdarza mi się już przed świtem być z gruntówkami na którejś z moich główek. I z reguły gdzieś tak koło godziny piątej czy szóstej (dojeżdża wtedy pierwszy autobus) ktoś próbuje się również rozbić na ostrodze przeze mnie zajmowanej.
Jak przyjemnie jest jak taki wędkarz podejdzie, przywita się, zada zdawkowe pytanie czy biorą i czy nie będzie przeszkadzał jak się rozłoży po przeciwnej stronie główki. W moim przypadku po takim rozpoczęciu 100 razy na 100 odpowiadam, że oczywiście i nawet, jak trzeba, przestawię gruntówkę w mniej kolidujące miejsce.
Często kończy się to fajną wymianą doświadczeń w dalszej części wędkowania. W przypadku gdy ktoś mi się ładuje z butami i przytupem – tak miło już nie jest. Innym przykładem, który zawsze w takich sytuacjach przytaczam jest zbiornik zaporowy na Narwi – Siemianówka.
Tamta woda jest dość specyficzna, większość wędkarzy poławia w trollingu. Niesie za sobą to dwa zagrożenia: kolejki w miejscu wodowania łodzi (jest ich bardzo mało) oraz łatwość zaczepienia zestawów podczas pływania za szczupakiem.
Nie wiem czy to tamtejszy klimat tak wpływa na ludzi, ale wszelkie potencjalne konflikty są rozwiązywane w przyjacielski sposób. Na slipie nikt nikogo nie pogania, ewentualne rozplątywanie zestawów również odbywa się przy żartach czy śmiechach.
Byłem tam kilka razy – za każdym razem było tak samo miło. Natomiast podczas podobnych sytuacji konfliktowych np. na Zalewie Zegrzyńskim zdarza się często zgoła odmiennie... Przykładów różnych (kulturalnych i mniej kulturalnych) zachowań można by mnożyć, szkoda tylko, że proporcje fajnych zdarzeń w stosunku do tych niemiłych z roku na rok ulegają pogorszeniu...
Warto jeszcze rozgraniczyć jedną rzecz: brak kultury od chamstwa. Prosty przykład, jakże często nas spotykający nad wodą. Siedzę sobie i łowię na grunt. Przechodzi za plecami wędkarz, słowa nie powie.
🎣 Profesjonalna wędka spinningowa - 25% TANIEJ!
Odkryj sekret skutecznego łowienia z najnowszą wędką Pro Angler. Tysięcy zadowolonych wędkarzy nie może się mylić!
Stanie te plus minus 10 metrów z gruntówkami. I łowi. Zasadniczo dla mnie to może nie mieć żadnego znaczenia. „Dzień dobry” nie powiedział bo nie wyniósł tego z domu, trudno. Stanął regulaminowo, nic mi do tego.
Można to podciągnąć pod brak pewnej kultury nad wodą? No można. Ale już jak ten sam wędkarz odpala sobie sprzęt grający i do tego wrzuca mi gruntówki w moje zestawy jak zobaczy, że ja łowię ryby, a on bez brań – to już jest nie tylko brak kultury, jest to zwyczajne chamstwo...
I właśnie a propos chamstwa. Niestety często dotyczy to wędkarzy na łódkach. To co czasem oni wyprawiają woła o pomstę do nieba. To już niekiedy nie jest niekulturalne zachowanie – jest to zwyczajnie niebezpieczna postawa.
Ja pływając po Zalewie niedużym pontonem kilka razy naprawdę bałem się przynajmniej o swoje zdrowie czy wędkarski dobytek. I niestety wniosek jest prosty: bywa, że wraz ze wzrostem mocy silnika całkowicie spada ilość komórek mózgowych u posiadacza tegoż!
Wszystko jest dla ludzi, ale slalom między łódkami na pełnej mocy silnika poza wyznaczonym szlakiem – to jest bandyckie wręcz zachowanie!!!! O kulturze (czy może bardziej o jej braku) nad naszymi wodami można by pisać w nieskończoność.
I jest to, samo w sobie, bardzo dziwne. Bo po co my jeździmy nad wodę? Wiadomo, złowić rybę. Tak, ale przecież równie ważną składową jest (czy też winien być) WYPOCZYNEK. Na łonie natury, wśród śpiewających ptaków (nie podpitych kolegów po kiju), oddychając świeżym powietrzem (a nie powietrzem z rur wydechowych).
Wędkarstwo to przecież relaks w najczystszej postaci, odejście od codziennych problemów... I w tym kontekście – musi dziwić tak wiele zachowań pozbawionych cech kulturalnego współżycia w ramach jednego i tego samego hobby.
Przejdę teraz do drugiej części tekstu.
Do etyki. Etyka wędkarska to kolejny temat-rzeka. Pamiętajmy, to nie jest to samo co kultura wędkarska, ale często idzie ze sobą w parze. Myślę, że odsetek etycznych wędkarzy jest o wiele większy wśród tych kulturalnych niż tych będących na bakier z kulturą nad wodą czy w ogóle kulturą osobistą.
Co to jest w ogóle ta etyka wędkarska? Warto by ją jakoś zdefiniować. Dla mnie jest to cały zbiór zachowań, które mają na celu dobre traktowanie ryb oraz całej otaczającej nas nad wodą przyrody. Celowo piszę „dobre traktowanie”, a nie „ochronę”.
Bo najlepszą ochroną ryby było by jej nie łowienie. I powstałby pewien paradoks, gdzie każdą próbę łowienia ryby należałoby uznać za nieetyczną. Jednak my, jako wędkarze, musimy uznać, że to właśnie łowienie ryb jest naszym celem.
I dopiero dalsze czynności można podzielić na etyczne lub nieetyczne. Wśród wędkarzy panuje powszechne przekonanie, że wędkarz etyczny to ten, który łowi ryby zgodnie z regulaminem. A to jest całkowicie błędne myślenie! Bo myśląc tym tokiem – wędkarz zabierający parę lat temu 3 szczupaki byłby etycznym wędkarzem, a obecnie etyczny to ten, który zabiera dwa, a jak weźmie 3 to już kłusownik?
Niepoważne! Regulamin ogranicza nas, ale też wciąż się zmienia. Etyka wędkarska to całkiem inne wartości niż regulamin. NIEZMIENNE I PONADCZASOWE!!! I, w moim mniemaniu, podział wędkarzy na etycznych i nieetycznych jest najważniejszym ze wszystkich podziałów.
O etyce ciężko rozprawiać ogólnie dlatego posłużę się prostym przykładem, który przysporzył mi rok temu kilku wirtualnych antagonistów. Kwietniowy połów bolenia. Moim zdaniem tyleż nieetyczny co nagminny.
W tym miejscu przypomnę ten tekst: Na wiślanej główce.
Usłyszałem wtedy zapytania typu co jest lepsze: złowiony w kwietniu i wypuszczony boleń czy złowiony w maju i zabrany...? Ja oczywiście odpowiadam: najlepszy jest ten złowiony w maju i wypuszczony...
Jednak, przede wszystkim, jest to źle postawione pytanie.... Ba, niepotrzebne pytanie! Bo w mojej świadomości nie powinno być czegoś takiego jak świadomy połów bolenia w kwietniu!!! Fakt, dość często wtedy boleń jest już po tarle.
Ale do jasnej cholery – dajmy mu zregenerować siły! Tak trudno wytrzymać te dwa tygodnie??? Nie powiem złego słowa na kwietniowego wędkarza, który, niejako przy okazji połowu klenia czy jazia na malutkie przynęty, zatnie bolenia, wyholuje i wypuści.
Ale jestem całkowicie przeciw łowcy kleni, którzy mają takich przyłowów zbyt wiele. Bo przyłów w postaci piątego bolenia – to nie jest przyłów, a świadome działanie!!! Również nie ma mojego przyzwolenia na kwietniowe biczowanie wody typowymi boleniowymi (czy też szczupakowymi, sumowymi – czyli dużymi) przynętami!!!
Dla mnie są to zachowania nieetyczne!!! W ogóle wiosenne łowienie ryb na wodach nizinnych to jest swego rodzaju dylemat etyczny. Wszak ryby wtedy właśnie mają swój najważniejszy dla nas czas – rozród. Kilka lat temu sporo było głosów próbujących przekonać, że powinno się całkowicie zakazać połowu ryb na spinning wiosną (do 30 kwietnia) na wodach nizinnych.
⚙️ Zestaw startowy dla początkujących - PROMOCJA!
Kompletny zestaw wędkarski w super cenie. Wszystko co potrzebujesz do rozpoczęcia przygody z wędkarstwem.
Ja jednak jestem przeciw takim ograniczeniom. Dlaczego? Po pierwsze, mimo iż spinninguję wiosną bardzo mało, rozumiem pasję wędkarzy kochających połowy kleni czy jazi. Po drugie wiosną człowieka ciągnie nad wodę, wiosna to taka optymistyczna pora roku.
No i po trzecie, jak usuniemy wędkarzy z nad wody w tym czasie – przy naszej bardzo słabo rozwiniętej ochronie wód - damy zielone światło wszelkiej maści kłusownikom! Natomiast jako całkowicie nieetyczne należy uznać łowienie ryb na tarliskach!!!
Jest to czyn haniebny i powinien być tępiony przez każdego normalnego wędkarza!!! I nie patrzmy na to, czy woda jest oznaczona jako tarlisko czy nie! Miejsce rozrodu ryb winno być dla etycznego wędkarza święte i nienaruszalne!!! Przy okazji tarlisk, w kontekście etyki, nie sposób nie wspomnieć o innym czasie i miejscu grupowania się ryb – zimowisku.
Fajnie, że jest kilka miejsc, które są już prawnie chronione (ograniczając się do Mazowsza wymienię chociażby strefę powyżej mostu w Zegrzu, duży odcinek poniżej zapory Dębe czy okolice Mostu Siekierkowskiego na Wiśle).
Takie zakazy zwyczajnie cieszą! Ale jest sporo innych miejsc, o których wiemy, że są zimowiskiem ryb, a które są każdej jesieni i zimy skutecznie eksploatowane przez wszelkiej maści szarpakowców!
Aczkolwiek ja osobiście uważam, że normalne łowienie w okolicach zimowisk (nie w samych zimowiskach – podkreślam!) nie jest czynem nieetycznym, dodatkowo utrudnia nieco działalność szarpiącym...
Natomiast w pełni sezonu w ramach etycznego zachowania też sporo możemy zrobić i poprawić. Każdym kontaktem z rybą dajemy świadectwo swojej etycznej postawie. Odpowiednia siatka na ryby przy zasiadce gruntowej, wprowadzanie osobistych zaostrzeń jeśli chodzi o limity czy wielkości zabieranych ryb.
Te słynne już widełki (często wprowadzane już przez wędkarzy jako osobiste samoograniczenia) są na pewno krokiem w bardzo pożądanym kierunku. Zakładanie przyponu metalowego (wolframowego) w miejscach o dużej szansie zacięcia szczupaka (nawet podczas połowu innych ryb drapieżnych) świadczy o wysokiej świadomości etycznej.
Ba, nawet przy połowie na żywca możemy dać świadectwo etyki – trzymając ryby w sadzyku w chłodnej, natlenionej wodzie, a nie w wystawionym na słońce wiadrze. Zapewne przyszłość będzie należeć do haczyków bezzadziorowych, pozwoli to na dużo szybsze uwalnianie ryb.
Warto również wspomnieć o bezpiecznym lądowaniu (podbieraniu) ryb i ich sprawnym wypuszczaniu. Podałem tylko kilka przykładów, że naprawdę wiele możemy poprawić w swoim zachowaniu w stosunku do ryby, aby czynić to nasze hobby bardziej etycznym.
Podejmując temat etyki wędkarskiej warto jeszcze spojrzeć na rzecz trochę szerzej niż sam pobyt nad wodą. Dla mnie na przykład bardzo nieetycznym zachowaniem jest kłamstwo „sprzedane” innemu wędkarzowi.
Najczęściej o przynęcie lub o łowisku. A przecież tak prosto jest odpowiedzieć: „wybacz, stary, ale nie mogę (nie chcę) podać Ci dokładnych namiarów”. Po co wysyłać człowieka nad Narew zamiast nad Wisłę?
Wiem, że chowanie łowisk jest nieco kontrowersyjne. Ale niekiedy człowiek chce mieć coś „swojego”. I da się z tego wyjść obronną ręką. Miałem taki przypadek ostatniej zimy. Na prywatną skrzynkę otrzymałem zapytanie gdzie złowiłem okonia na lodzie.
Nie znam pytającego więc jestem ostrożny. I napisałem mu wprost, że dokładnie wody nie podam bo nieduża, kameralna, ale opisałem szczegółowo parametry tego akwenu (wielkość, głębokość) i mniej więcej okolicę.
Pytający zrozumiał i podziękował. Ja byłem zadowolony, że nie skłamałem, On zadowolony bo jednak sporo informacji podałem... O etyce wędkarskiej świadczy też podejście do naszego hobby.
Jednym z najbardziej nieetycznych podejść jest niestety to często spotykane: „KARTA MUSI SIĘ ZWRÓCIĆ”! Te słowa to taki wytrych do usprawiedliwiania zabierania wszystkiego co złapiemy! Myślenie o wędkarstwie w kategorii „mięso”, a nie „pasja” czy „hobby” – już samo w sobie pozbawione jest oznak etycznych... Kończąc temat etyki i kultury wędkarskiej chciałbym podkreślić, że moim zdaniem, te sprawy są traktowane przez większość wędkarzy zbyt marginalnie.
Zwyczajnie środowisko wędkarskie nie przykłada wagi do tak ważnych wartości. I to właśnie, prócz niskiej świadomości wędkarskiej, leży u podstaw takiego stanu wędkarstwa w naszym kraju jak widzimy.
Że brudno, że ryb coraz mniej, że coraz częściej „wędkarz wędkarzowi wilkiem”. Czasem warto nad tym się zastanowić, zarówno dla samego siebie jak i dla dobra całego naszego wędkarskiego hobby...
Komentarze
Dołącz do dyskusji i podziel się swoimi przemyśleniami
Dołącz do dyskusji!
Zaloguj się, aby dodać swój komentarz i podzielić się doświadczeniem